„Nie jesteś wystarczająco fajna, babciu!” – Jak jedno zdanie rozdarło moje serce i zmieniło moją rodzinę

– Babciu, nie możesz mnie dziś odebrać ze szkoły – Lila nawet nie spojrzała mi w oczy, kiedy to mówiła. – Dlaczego, kochanie? – zapytałam z uśmiechem, choć już wtedy czułam dziwny ucisk w żołądku. – Bo… bo nie jesteś taka jak inne babcie. One są… fajniejsze. Ubierają się modnie. Ty… ty jesteś jak z innej epoki.

To jedno zdanie rozdarło moje serce na pół. Przez chwilę miałam wrażenie, że świat się zatrzymał. Stałam w przedpokoju mojego mieszkania na warszawskim Mokotowie, z kluczami w ręku i torbą pełną świeżo upieczonych drożdżówek – tych samych, które Lila zawsze uwielbiała. Nagle poczułam się jak ktoś zupełnie obcy w jej życiu.

Lila zawsze była moim oczkiem w głowie. Kiedy jej rodzice – mój syn Tomek i jego żona Kasia – wracali późno z pracy, to ja odbierałam ją ze szkoły, gotowałam jej ulubione zupy i czytałam bajki na dobranoc. Byłam pewna, że jestem dla niej kimś ważnym. A teraz…

Wróciłam do kuchni i usiadłam ciężko przy stole. Przez chwilę patrzyłam na swoje dłonie – pomarszczone, poplamione mąką. W głowie dudniły mi słowa Lili: „Nie jesteś taka jak inne babcie”. Co to właściwie znaczy? Czy naprawdę jestem aż tak inna?

Wieczorem zadzwoniła Kasia. – Mamo, Lila jest w trudnym wieku. Wiesz, jak to jest… dzieciaki potrafią być okrutne. Nie bierz tego do siebie.

Ale jak miałam tego nie brać do siebie? Przecież byłam jej babcią! Zawsze myślałam, że to wystarczy.

Następnego dnia postanowiłam pojechać do centrum handlowego. Może rzeczywiście powinnam coś zmienić? Może powinnam być bardziej „nowoczesna”? Weszłam do sklepu z ubraniami dla młodszych kobiet i poczułam się jak intruz. Sprzedawczyni spojrzała na mnie z lekkim politowaniem.

– W czym mogę pomóc? – zapytała.
– Szukam… czegoś modnego – odpowiedziałam niepewnie.

Przymierzyłam kilka bluzek, jedną kurtkę dżinsową i spodnie z wysokim stanem. W lustrze widziałam kobietę, która bardzo się stara być kimś innym niż jest. Ale czy to naprawdę ja?

Wróciłam do domu z jedną nową bluzką i głową pełną myśli. Wieczorem zadzwonił Tomek.
– Mamo, Lila mówiła coś dziwnego…
– Wiem – przerwałam mu. – Powiedziała mi wczoraj, że się mnie wstydzi.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Przepraszam cię za nią. To nie powinno paść z jej ust.
– Może powinnam się zmienić? – zapytałam cicho.
– Nie musisz się zmieniać dla nikogo – odpowiedział stanowczo Tomek. – Jesteś najlepszą babcią na świecie.

Ale czy naprawdę jestem? Skoro moje własne dziecko i wnuczka widzą we mnie kogoś „niemodnego”, „starego”, „niepasującego do dzisiejszego świata”?

Przez kolejne dni unikałam spotkań z Lilą. Udawałam przed Tomkiem i Kasią, że mam dużo zajęć, że muszę iść do lekarza albo na zakupy. W rzeczywistości siedziałam w domu i patrzyłam na stare zdjęcia: Lila jako niemowlę w moich ramionach, jej pierwsze kroki na placu zabaw, wspólne pieczenie pierników na święta…

Pewnego popołudnia usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam Lilę stojącą z opuszczoną głową.
– Mogę wejść? – zapytała cicho.
Skinęłam głową i zaprosiłam ją do kuchni.
– Babciu… przepraszam – zaczęła niepewnie. – Nie chciałam cię zranić.
– Ale zraniłaś – odpowiedziałam szczerze. – Bardzo.
Lila spuściła wzrok.
– W szkole dzieci śmieją się ze mnie, że mam „starą” babcię. Że nie masz Instagrama ani smartfona…
Poczułam łzy pod powiekami.
– A czy to naprawdę takie ważne?
– Nie wiem… Chciałabym, żebyś była jak inne babcie…
– A ja chciałabym być sobą – powiedziałam cicho.

Siedziałyśmy przez chwilę w milczeniu. W końcu Lila podniosła głowę.
– Babciu… nauczysz mnie piec te drożdżówki?
Uśmiechnęłam się przez łzy.
– Oczywiście, kochanie.

Zaczęłyśmy razem wyrabiać ciasto. Lila śmiała się, gdy mąka pokryła jej nos i policzki. Opowiadałam jej o swoim dzieciństwie na wsi pod Radomiem, o tym, jak moja mama uczyła mnie gotować i jak bardzo różnił się świat wtedy od dzisiejszego.

Po kilku godzinach siedziałyśmy przy stole z gorącymi drożdżówkami i kubkami kakao.
– Babciu… może nie jesteś taka jak inne babcie. Ale jesteś najlepsza na świecie – powiedziała Lila cicho.
Przytuliłam ją mocno i poczułam, jak ciężar spada mi z serca.

Wieczorem długo rozmyślałam nad tym wszystkim. Czy naprawdę musimy się zmieniać dla innych? Czy bycie sobą wystarczy w świecie, który ciągle pędzi do przodu?

Może to właśnie my, „niemodne” babcie, uczymy nasze wnuki tego, co najważniejsze? Czy wy też czasem czujecie się niewystarczający dla swoich bliskich? Jak sobie z tym radzicie?