Wróciłem ze szpitala sam i dopiero pod drzwiami własnego mieszkania zrozumiałem, że moja rodzina już od dawna żyje beze mnie
Stałem z torbą pod klatką po wypisie ze szpitala i pierwszy raz w życiu poczułem, że nie mam do kogo wracać, choć formalnie miałem rodzinę. Przez lata pracowałem ponad siły, oddawałem wszystko żonie i dzieciom, a kiedy sam potrzebowałem zwykłego zainteresowania, nie znalazł się nawet nikt, kto odebrałby mnie ze szpitala. Tamtego wieczoru usiedliśmy w kuchni i padły słowa, których baliśmy się od dawna, bo nagle trzeba było odpowiedzieć sobie, czy jeszcze jesteśmy rodziną, czy już tylko ludźmi pod jednym adresem.