W ulewę stałam w progu z psem na smyczy i krwią na dłoni — a policja już szła po klatce
Nie planowałam żadnych rewolucji, tylko przetrwać kolejny dzień po rozwodzie, kiedy samotność w bloku w Łodzi dusiła mnie bardziej niż wilgoć na klatce schodowej. Pies, którego wzięłam „na chwilę”, wymusił na mnie decyzje, których nie dało się cofnąć, i wciągnął w konflikt z sąsiadką oraz w spotkanie z lekarzem, którego długo unikałam. To nie jest historia o tym, że wszystko się ułożyło — tylko o tym, że czasem lojalność zaczyna się od mokrego nosa i drżącego oddechu przy twoim kolanie.