Strach o mojego syna: Testament mojego męża i rodzina, która rozdziera wszystko

— Nie oddam ci tego domu, Anka! — głos mojej teściowej, pani Haliny, rozbrzmiewał w kuchni jak dzwon. Stała naprzeciwko mnie, zaciśnięte pięści opierała o blat stołu, a jej oczy płonęły gniewem. Mój syn Staś, skulony na schodach, podsłuchiwał naszą rozmowę, choć myślał, że go nie widzę.

Jeszcze rok temu byłam szczęśliwą żoną i matką. Mój mąż, Tomek, prowadził dobrze prosperującą firmę budowlaną w Poznaniu. Mieliśmy piękne mieszkanie na Jeżycach, plany na wakacje nad Bałtykiem i marzenia o domku pod lasem. Wszystko runęło w jeden wieczór, kiedy Tomek nie wrócił z pracy. Wypadek samochodowy. Policja, szpital, łzy. Potem pogrzeb i cisza, która bolała bardziej niż krzyk.

Nie minął tydzień od pogrzebu, gdy w drzwiach stanęła Halina z synem Pawłem — bratem Tomka. Przynieśli kawę i ciasto, ale ich spojrzenia były zimne. — Musimy porozmawiać o spadku — zaczęła Halina bez ogródek. — Tomek był naszym synem. Nie pozwolimy, żeby wszystko przeszło w twoje ręce.

Wtedy pierwszy raz poczułam strach. Testament był jasny: wszystko zostawia mnie i Stasiowi. Ale Halina nie chciała tego zaakceptować. — To niesprawiedliwe! — krzyczała. — Paweł też jest rodziną! On całe życie pomagał Tomkowi w firmie!

Przez kolejne tygodnie żyłam jak na wojnie. Telefon dzwonił codziennie: groźby, szantaże, prośby o „uczciwy podział”. Paweł przyszedł raz wieczorem, kiedy Staś już spał. — Anka, pomyśl o Stasiu — mówił cicho. — Dziecko potrzebuje rodziny. Jeśli się uprzesz, zostaniesz sama.

Nie spałam po nocach. Bałam się wychodzić z domu. Ktoś porysował mi samochód pod blokiem. Ktoś inny wrzucił do skrzynki anonimowy list: „Oddaj to, co nie twoje”. Staś zaczął się jąkać i moczyć w nocy. Psycholog powiedział: „Dziecko czuje pani lęk”.

Próbowałam rozmawiać z Haliną jak człowiek. — To nie ja napisałam testament — tłumaczyłam. — Tomek chciał zabezpieczyć syna.
— A co z nami? — syknęła Halina. — My się nie liczymy?

W pracy zaczęły się plotki. Koleżanki patrzyły na mnie z zazdrością: „Taka młoda wdowa i już bogata”. Nikt nie pytał, jak się czuję naprawdę. Nawet moja własna matka mówiła: „Nie drażnij teściowej, lepiej się dogadaj”.

Pewnego dnia Staś wrócił ze szkoły zapłakany. — Babcia powiedziała, że tata by się na mnie obraził, gdybym nie podzielił się zabawkami z kuzynem Kubą… Mamo, czy tata mnie kochał?

Serce mi pękło. Usiadłam obok niego na dywanie i przytuliłam go mocno.
— Tata kochał cię najbardziej na świecie. I chciał, żebyś był bezpieczny.

Ale czy ja potrafię mu to zapewnić? Każdego dnia czuję się coraz słabsza. Prawnik mówi: „Ma pani prawo do wszystkiego”. Ale prawo nie chroni przed nienawiścią rodziny.

W święta Bożego Narodzenia zostałam sama z Stasiem przy stole. Halina zaprosiła całą rodzinę do siebie i nawet nie zadzwoniła z życzeniami. Staś patrzył na pusty talerz dla wędrowca i pytał: — Mamo, czy ktoś do nas przyjdzie?

Zaczęłam rozważać sprzedaż mieszkania i wyjazd do innego miasta. Może tam nikt nie będzie wiedział o testamencie? Może tam Staś będzie miał szansę na normalne dzieciństwo?

Ale czy ucieczka to rozwiązanie? Czy powinnam walczyć o to, co nam się należy? Czy jestem egoistką, trzymając się testamentu Tomka?

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie kuzynka Magda.
— Anka, słyszałam co się dzieje… Wiem, że ci ciężko. Ale pamiętaj: Tomek wybrał ciebie i Stasia. Nie pozwól im tego odebrać.

Te słowa dodały mi siły na chwilę. Ale następnego dnia Paweł przyszedł do szkoły po Stasia bez mojej zgody.
— Chciałem zabrać go na lody — tłumaczył się potem.
— Nie masz do tego prawa! — krzyczałam przez łzy.
— Jesteś chora z zazdrości! — odparował Paweł.

Zgłosiłam sprawę na policję. Teraz cała rodzina uważa mnie za wariatkę.

Czasem patrzę na zdjęcie Tomka i pytam w myślach: „Dlaczego zostawiłeś mnie samą z tym wszystkim?” Ale wiem, że muszę być silna dla Stasia.

Czy naprawdę pieniądze są warte rozbicia rodziny? Czy mam prawo walczyć o spokój dla siebie i syna kosztem relacji z bliskimi? A może powinnam odpuścić i zacząć wszystko od nowa gdzie indziej?

Czasem myślę: ile jeszcze wytrzymam? Czy każda matka musi wybierać między bezpieczeństwem dziecka a lojalnością wobec rodziny?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy warto walczyć o swoje za wszelką cenę?