Po roku wrócił pod nasze drzwi. Dzieci rzuciły mu się na szyję, a ja stałam w progu i nie wiedziałam, czy bardziej chcę go przytulić, czy zamknąć mu drzwi przed nosem
Stałam w przedpokoju, kiedy po roku nieobecności mój mąż wrócił do domu, który sam rozbił. Patrzyłam, jak nasze dzieci płaczą ze szczęścia, a we mnie mieszała się stara miłość, wstyd, gniew i coś jeszcze – strach, że znowu dam się oszukać. Musiałam zdecydować, czy ratować rodzinę dla dzieci, czy wreszcie uratować samą siebie.