Dlaczego zgodziłam się opiekować wnukiem? Nigdy więcej nie popełnię tego błędu
– Mamo, błagam cię, tylko dziś. Nikt inny nie może – głos Agnieszki drżał w słuchawce, a ja już wiedziałam, że nie mam wyjścia. Siedziałam przy kuchennym stole, patrząc na parującą herbatę, która nagle straciła smak. Wnuk, Staś, znowu chory. Przeziębienie? Grypa? A może coś poważniejszego? W głowie miałam mętlik, ale serce matki i babci nie pozwalało mi odmówić.
– Dobrze, przyprowadź go – westchnęłam ciężko, choć w środku czułam narastający bunt. Przecież miałam dziś swoje plany. Chciałam pojechać na cmentarz do Zbyszka, odwiedzić grób męża. Chciałam wreszcie odpocząć, poczytać książkę, zadzwonić do dawno niewidzianej przyjaciółki. Ale jak zawsze – rodzina była ważniejsza.
Agnieszka przyjechała w pośpiechu. Staś miał gorączkę, był marudny i zapłakany. – Mamo, przepraszam, ale naprawdę nie mam wyjścia. W pracy grożą mi zwolnieniem, jeśli jeszcze raz wezmę wolne – tłumaczyła się, nawet nie patrząc mi w oczy. – Odbiorę go zaraz po pracy, obiecuję.
Zostałam sama z wnukiem. Przez pierwszą godzinę próbowałam go zabawić bajkami, potem gotowałam rosół, mierzyłam temperaturę, podawałam syrop. Staś płakał za mamą, a ja czułam się coraz bardziej bezradna. Przypomniały mi się czasy, kiedy Agnieszka była mała – też często chorowała, też byłam sama. Ale wtedy miałam siłę i nadzieję. Teraz miałam tylko zmęczenie i żal.
Po południu zadzwoniła sąsiadka: – Krysiu, miałyśmy dziś iść na spacer! – Przeprosiłam ją szybko, tłumacząc się wnukiem. W jej głosie usłyszałam rozczarowanie. Znowu musiałam zrezygnować z siebie.
Wieczorem Agnieszka spóźniła się prawie dwie godziny. Staś już spał na kanapie, a ja siedziałam obok niego i patrzyłam w okno na ciemniejące niebo. Kiedy córka weszła do mieszkania, nawet nie spojrzała na mnie – od razu zaczęła pakować rzeczy Stasia.
– Dzięki mamo, uratowałaś mi dzień – rzuciła przez ramię.
– Agnieszko… – zaczęłam cicho. – Może następnym razem…
– Mamo, naprawdę nie mam czasu na rozmowy! Muszę jeszcze zrobić zakupy i przygotować prezentację na jutro! – przerwała mi ostro.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu. W ciszy słyszałam tylko tykanie zegara i własne myśli: „Czy naprawdę jestem tylko darmową opiekunką? Czy tak wygląda wdzięczność?”
Następnego dnia zadzwoniła druga córka, Marta: – Mamo, słyszałam, że wczoraj opiekowałaś się Stasiem. Może jutro zajmiesz się Olą? Mam ważne spotkanie…
Poczułam narastającą złość. – Nie mogę! – odpowiedziałam ostrzej niż zamierzałam. – Mam swoje życie!
Marta się obraziła. Przez tydzień nie odbierała telefonów.
W domu zrobiło się jeszcze ciszej. Zaczęłam analizować swoje życie: całe lata poświęcałam rodzinie. Najpierw dzieciom, potem wnukom. Zawsze byłam „na zawołanie”. Nigdy nie nauczyłam się mówić „nie”.
Pewnego wieczoru zadzwoniła Agnieszka:
– Mamo, dlaczego jesteś taka oschła ostatnio?
– Bo czuję się wykorzystywana! – wybuchłam nagle. – Czy wy w ogóle widzicie we mnie człowieka? Czy tylko babcię do opieki?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Przepraszam… Nie wiedziałam, że tak to odbierasz – powiedziała cicho.
Ale czy naprawdę nie wiedziała? Czy może po prostu było jej wygodnie?
Od tamtej pory coraz częściej odmawiam. Uczę się dbać o siebie. Ale wciąż boli mnie serce na myśl o tym, jak łatwo można zapomnieć o uczuciach drugiego człowieka.
Czy naprawdę musimy wybierać między byciem kochaną babcią a własnym szczęściem? Czy rodzina to tylko obowiązek?
Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: „Gdzie popełniłam błąd jako matka i babcia?” Może wy mi powiecie…