Złamane serce, podwójne życie: Historia Magdy z Warszawy
– Magda, musisz być silna – szepnęła mama, ściskając mnie za rękę, kiedy siedziałyśmy w kuchni, a łzy spływały mi po policzkach. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Jeszcze wczoraj planowałam z Markiem nasz wyjazd na Mazury, a dziś… dziś miałam zająć się organizacją jego pogrzebu.
W głowie miałam mętlik. Wciąż słyszałam głos policjanta: „Pani mąż miał wypadek samochodowy. Niestety, nie udało się go uratować.” Wszystko we mnie krzyczało, że to niemożliwe. Marek zawsze był ostrożny, nigdy nie prowadził po alkoholu, zawsze wracał do domu o tej samej porze.
– Mamo, ja nie dam rady… – wyszeptałam, a ona tylko mocniej mnie przytuliła.
Po kilku godzinach, kiedy dom opustoszał, a dzieci spały, usiadłam przy stole z jego portfelem, który policja mi oddała. W środku znalazłam zdjęcie, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Marek stał na nim z jakąś kobietą i małą dziewczynką. Uśmiechali się szeroko, jakby byli rodziną. Z tyłu zdjęcia widniał napis: „Dla kochanego taty – Zosia”. Zamarłam. Przez chwilę myślałam, że to żart, że to jakaś pomyłka. Ale przecież znałam każdy szczegół życia Marka… czy na pewno?
Następnego dnia musiałam pojechać do zakładu pogrzebowego. W drodze zadzwoniła do mnie nieznana kobieta.
– Dzień dobry, czy rozmawiam z Magdaleną Nowak? – zapytała cicho.
– Tak, słucham? – odpowiedziałam, czując, jak serce zaczyna mi walić.
– Tu Anna. Chciałam tylko powiedzieć, że bardzo mi przykro z powodu śmierci Marka. Był dla mnie kimś bardzo ważnym… i dla naszej córki też.
Nie mogłam oddychać.
– Jakiej córki? – wykrztusiłam.
– Zosi. Marek był jej ojcem. Przepraszam, że dowiaduje się pani w taki sposób, ale… musiałam zadzwonić.
Rozłączyłam się. Świat zawirował. Przez kilka minut siedziałam w samochodzie, nie mogąc się ruszyć. W głowie miałam tysiąc pytań. Jak długo to trwało? Kim była ta kobieta? Dlaczego Marek nigdy mi o niej nie powiedział?
Wieczorem, kiedy dzieci już spały, zaczęłam przeszukiwać rzeczy Marka. W jego komputerze znalazłam folder „Praca”, a w nim setki maili do Anny. Pisali do siebie niemal codziennie. Były tam zdjęcia Zosi z urodzin, z wakacji, z pierwszego dnia w przedszkolu. Marek pisał: „Kocham was. Jesteście moim światem.”
Zacisnęłam pięści. Przez tyle lat żyłam w kłamstwie. Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy Marek mówił, że musi zostać dłużej w pracy, wszystkie służbowe wyjazdy, które tak bardzo go męczyły.
Następnego dnia zadzwoniłam do Anny. Musiałam poznać prawdę.
– Dlaczego? – zapytałam bez wstępów, kiedy tylko odebrała.
– Marek obiecał mi, że kiedyś ci powie. Ale zawsze się bał. Nie chciał cię skrzywdzić. Mówił, że kocha was wszystkich… – jej głos się załamał.
– Jak długo to trwało?
– Poznaliśmy się dziesięć lat temu. Zosia ma siedem lat. Marek był przy jej narodzinach. Był z nami w każdy weekend, kiedy mówił ci, że jedzie na delegację.
Zamknęłam oczy. Wszystko zaczęło się układać w całość.
Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Musiałam zorganizować pogrzeb, odpowiadać na pytania dzieci, które nie rozumiały, dlaczego tata już nie wróci. Musiałam patrzeć w oczy teściowej, która nie miała pojęcia o drugim życiu swojego syna.
W dzień pogrzebu Anna przyszła z Zosią. Stanęły z tyłu kościoła, trzymając się za ręce. Zosia miała na sobie białą sukienkę i różową opaskę. Patrzyła na trumnę z takim smutkiem, jakiego nie widziałam nawet u własnych dzieci.
Po mszy podeszła do mnie.
– Przepraszam, że tu przyszłyśmy. Chciałam tylko, żeby Zosia mogła się pożegnać z tatą.
Patrzyłam na nią długo. Widziałam w niej Marka – ten sam uśmiech, te same oczy.
– To nie twoja wina – powiedziałam cicho. – To Marek nas wszystkich oszukał.
Przez kolejne tygodnie próbowałam poukładać swoje życie na nowo. Dzieci zadawały pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć. Teściowa płakała, kiedy dowiedziała się o Zosi. Mój brat, Paweł, krzyczał, że powinnam wyrzucić wszystkie rzeczy Marka i zapomnieć o nim na zawsze.
Ale ja nie potrafiłam. Każdego dnia budziłam się z nadzieją, że to tylko zły sen. Każdego dnia musiałam patrzeć w lustro i pytać siebie: „Czy naprawdę byłam aż tak ślepa?”
Pewnego wieczoru Anna zadzwoniła jeszcze raz.
– Magdo, wiem, że to trudne, ale Zosia bardzo chciałaby poznać swoje rodzeństwo. Marek zawsze marzył, żebyście byli jedną rodziną.
Nie odpowiedziałam od razu. W mojej głowie kłębiły się myśli. Czy powinnam pozwolić dzieciom poznać Zosię? Czy powinnam wybaczyć Annie? Czy powinnam wybaczyć Markowi?
Spotkałyśmy się w parku. Moje dzieci bawiły się na placu zabaw, a Zosia stała z boku, nieśmiało patrząc na nich. Po chwili podeszła do mojej córki, Julki.
– Cześć, jestem Zosia. Możemy się pobawić?
Julka spojrzała na mnie pytająco. Skinęłam głową. Po chwili biegały razem, jakby znały się od zawsze.
Patrzyłam na nie i czułam, jak w sercu rodzi się nowy ból, ale też jakaś dziwna ulga. Może Marek naprawdę chciał dobrze? Może nie potrafił wybrać? Może był tchórzem?
Wieczorem, kiedy dzieci zasnęły, usiadłam przy stole i napisałam do Anny wiadomość: „Może spróbujmy być rodziną, choćby na nowo. Dla dzieci.”
Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę w stanie wybaczyć Markowi. Czy można kochać kogoś, kto tak bardzo cię zranił? Czy można zbudować coś dobrego na gruzach kłamstwa?
A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy potrafilibyście wybaczyć?