Ostatni odcinek „Zacharego i Przyjaciół” – koniec pewnej epoki w moim życiu

– Mamo, dlaczego oni to kończą? – zapytała moja córka, Zosia, z oczami pełnymi łez, kiedy na ekranie pojawiła się zapowiedź ostatniego sezonu „Zacharego i Przyjaciół”. Siedziałyśmy razem na kanapie, a ja poczułam, jak coś ściska mnie w gardle. Przecież sama dorastałam z tym programem. To on był moim towarzyszem, kiedy rodzice kłócili się w kuchni, kiedy bałam się pierwszego dnia w szkole, kiedy nie miałam odwagi powiedzieć koleżance, że ją lubię.

Pamiętam, jak miałam siedem lat i tata wracał zmęczony z pracy. Siadał obok mnie, udając, że nie ogląda, ale zawsze śmiał się z żartów Zacharego. Mama w tym czasie gotowała zupę, a ja czułam się bezpieczna. To były te chwile, kiedy świat wydawał się prosty, a problemy rozwiązywało się w pół godziny, tak jak w programie. Zachary uczył mnie, że można się bać, można płakać, ale zawsze warto próbować jeszcze raz.

Teraz, kiedy sama jestem mamą, widzę, jak historia zatacza koło. Zosia pokochała Zacharego tak samo jak ja. Razem śpiewałyśmy piosenki, razem płakałyśmy, kiedy ulubiony bohater musiał pożegnać się z przyjacielem. Ale dziś, kiedy usłyszałam, że to już koniec, poczułam się, jakby ktoś zabrał mi kawałek dzieciństwa.

– Może po prostu już nie mają pomysłów – próbowałam tłumaczyć, choć sama nie wierzyłam w te słowa. W głębi duszy wiedziałam, że to nie o pomysły chodzi. To świat się zmienia, a my musimy się z tym pogodzić. Ale jak pogodzić się z czymś, co było zawsze? Jak pogodzić się z tym, że już nigdy nie usłyszę „Cześć, tu Zachary!” w sobotni poranek?

W domu zrobiło się cicho. Mąż, Michał, spojrzał na mnie znad gazety. – Pamiętasz, jak Zosia miała ospę i przez tydzień nie schodziła z kanapy? Tylko Zachary potrafił ją wtedy rozśmieszyć. – Uśmiechnęłam się przez łzy. Tak, pamiętałam. I pamiętałam, jak sama byłam chora i mama przynosiła mi herbatę, a Zachary śpiewał swoją piosenkę o odwadze.

Wieczorem zadzwoniła do mnie mama. – Słyszałam, że kończą ten program, co zawsze oglądałaś. – Jej głos był ciepły, ale wyczułam w nim nutę smutku. – Tak, mamo. Zosia jest załamana. – A ty? – zapytała cicho. – Ja też. To głupie, prawda? – Nie, kochanie. To znaczy, że to było dla ciebie ważne.

Przez kolejne dni w domu panowała dziwna atmosfera. Zosia nie chciała oglądać innych bajek. – To nie to samo – mówiła. – Zachary rozumiał dzieci. – Miała rację. Ten program nie był tylko rozrywką. On uczył, jak radzić sobie z emocjami, jak rozmawiać o trudnych sprawach. Kiedy Zosia miała problem w szkole, często zaczynała rozmowę od: „Wiesz, mamo, Zachary powiedział, że…”. To był nasz most, nasz wspólny język.

W dzień emisji ostatniego odcinka zaprosiłam mamę i tatę. Chciałam, żebyśmy obejrzeli to razem, tak jak kiedyś. Przygotowałam popcorn, Zosia przyniosła swoje ulubione pluszaki. Michał udawał, że nie jest wzruszony, ale widziałam, jak ocierał oczy, kiedy Zachary żegnał się z widzami.

– Dziękuję, że byliście ze mną przez te wszystkie lata – powiedział Zachary na koniec. – Pamiętajcie, że każdy z was jest wyjątkowy i nigdy nie przestawajcie marzyć. – Zosia wtuliła się we mnie, a ja poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach. Mama ścisnęła moją dłoń. Tata uśmiechnął się smutno. Przez chwilę byliśmy znowu tą samą rodziną, co kiedyś. Bez problemów, bez kłótni, tylko my i Zachary.

Po programie długo siedzieliśmy w ciszy. – Myślisz, że kiedyś wrócą? – zapytała Zosia. – Może. Ale nawet jeśli nie, to Zachary zostanie z nami w sercu – odpowiedziałam, choć sama nie byłam tego pewna.

W nocy nie mogłam zasnąć. Przypominały mi się wszystkie te lata, kiedy Zachary był częścią mojego życia. Przypomniałam sobie, jak bardzo bałam się dorosłości, jak bardzo chciałam, żeby wszystko zostało po staremu. Ale życie nie pyta o zgodę. Zmienia się, nawet jeśli nie jesteśmy na to gotowi.

Następnego dnia Zosia przyszła do mnie z rysunkiem. Narysowała siebie, mnie i Zacharego. – On zawsze będzie z nami, prawda? – zapytała. – Tak, kochanie. Zawsze. – Uśmiechnęłam się, choć w środku czułam pustkę.

Wieczorem zadzwoniła do mnie przyjaciółka z podstawówki, Kasia. – Widziałam, że kończą „Zacharego i Przyjaciół”. Pamiętasz, jak udawałyśmy, że jesteśmy bohaterkami tego programu? – Pamiętałam. I pamiętałam, jak wtedy wszystko wydawało się możliwe.

Rozmawiałyśmy długo o tym, jak bardzo ten program nas ukształtował. Jak nauczył nas mówić o uczuciach, jak był naszym azylem, kiedy świat dorosłych był zbyt trudny. – Moja córka też płakała – powiedziała Kasia. – Może to znak, że czas przekazać im nasze wspomnienia. – Może. Ale czy to wystarczy?

Dziś, kiedy patrzę na Zosię, widzę w niej siebie sprzed lat. Widzę strach przed zmianą, tęsknotę za tym, co znane. I wiem, że muszę jej pomóc przejść przez ten czas. Tak jak Zachary pomagał mi.

Czasem zastanawiam się, czy dorosłość zawsze musi oznaczać pożegnania. Czy można zachować w sobie dziecko, nawet kiedy świat wokół się zmienia? Czy wspomnienia wystarczą, by nie stracić tego, co najważniejsze?

A Wy? Jak radzicie sobie z pożegnaniami, które wydają się końcem świata? Czy potraficie zachować w sobie odrobinę dzieciństwa, nawet gdy wszystko wokół się zmienia?