Wyjechałem nad Bałtyk bez słowa, zostawiając żonę i dzieci z rachunkami — dopiero po powrocie zobaczyłem, co naprawdę zniszczyłem
Spakowałem torbę o świcie i uciekłem nad morze, bo miałem wrażenie, że zaraz pęknę pod ciężarem rat, pracy i rodzinnych obowiązków. Zostawiłem żonę samą z dwójką dzieci i domem, a kiedy wróciłem, w naszym mieszkaniu czekała na mnie cisza gorsza niż największa awantura. Do dziś noszę w sobie tamten wstyd i pytanie, czy da się odbudować coś, co samemu tak głupio się połamało.