Oddałam wszystko dla moich córek. Czy naprawdę zasłużyłam na taką obojętność?

– Mamo, nie możesz tak po prostu dzwonić bez zapowiedzi! – usłyszałam w słuchawce głos starszej córki, Magdy. Była rozdrażniona, jakby mój telefon wytrącił ją z równowagi. – Pracuję, mam swoje życie!

Zamarłam. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież chciałam tylko zapytać, jak się czuje, czy nie potrzebuje czegoś na obiad, może zupy, którą zawsze lubiła. Ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam: – Oddzwonię później. – I połączenie zostało przerwane.

Oparłam się o kuchenny blat, patrząc na zdjęcia dziewczynek na lodówce. Magda i Ola – uśmiechnięte, w kolorowych sukienkach, jeszcze małe, jeszcze moje. Wtedy były całym moim światem. Teraz…

Mój mąż, Andrzej, wszedł do kuchni. Spojrzał na mnie z troską, ale i z rezygnacją.
– Znowu próbowałaś się dodzwonić?
– Tak. Chciałam tylko…
– Vesna, one są dorosłe. Musisz pozwolić im żyć własnym życiem.

Wiedziałam, że ma rację. Ale czy to znaczy, że mam przestać być matką? Przecież całe życie oddałam dla nich. Zrezygnowałam z pracy w bibliotece, kiedy Magda była chora jako dziecko. Potem Ola miała trudności w szkole – siedziałam z nią godzinami nad zadaniami domowymi, gotowa na każde wezwanie nauczycielki. Andrzej pracował wtedy po dwanaście godzin dziennie w warsztacie samochodowym, więc wszystko było na mojej głowie.

Pamiętam, jak kiedyś marzyłam o podróżach. Chciałam zobaczyć Tatry zimą, przejść się po krakowskim rynku nocą. Ale zawsze było coś ważniejszego: nowe buty dla dziewczynek, korepetycje z angielskiego, wakacje nad morzem – żeby miały lepiej niż ja.

Teraz dom jest cichy. Magda mieszka w Warszawie, pracuje w korporacji. Ola została w Krakowie po studiach i rzadko dzwoni. Ostatnio widziałyśmy się na święta Bożego Narodzenia – nawet wtedy czułam się jak gość we własnym domu.

– Mamo, nie przesadzaj z tym barszczem – śmiała się Ola. – Jemy teraz zdrowiej.
– Tak, mamo – dodała Magda – nie musisz już o nas tak dbać.

Nie muszę? Czy to znaczy, że już nie jestem potrzebna?

Czasem rozmawiam o tym z sąsiadką, panią Haliną.
– Moja Ania też rzadko przyjeżdża – wzdycha. – Ale taka kolej rzeczy.
– A jeśli to my coś zrobiłyśmy nie tak? Może za bardzo się starałyśmy? – pytam.
– Może…

Wieczorami siadam przy oknie i patrzę na światła miasta. Przypominam sobie te wszystkie noce spędzone przy łóżku dziewczynek, kiedy miały gorączkę. Te rozmowy o pierwszych miłościach i złamanych sercach. Te kłótnie o wyjścia do kina i powroty po północy.

Pewnego dnia Ola zadzwoniła niespodziewanie.
– Mamo…
Serce mi zabiło mocniej.
– Tak?
– Potrzebuję twojego przepisu na pierogi. Chcę zrobić je dla znajomych.

Poczułam łzę na policzku. Przez chwilę byłam znów potrzebna.

Ale potem znów cisza. Dni płyną jeden za drugim. Andrzej coraz częściej milczy przy kolacji.
– Może powinniśmy gdzieś wyjechać? – zaproponował pewnego wieczoru.
– A jeśli dziewczyny będą nas potrzebować?
– Vesna… one mają swoje życie.

Zaczęłam pisać listy do córek. Nie wysyłałam ich – bałam się, że uznają mnie za śmieszną albo nachalną. Pisałam o tym, jak bardzo je kocham, jak bardzo za nimi tęsknię. O tym, że czasem czuję się niewidzialna.

W końcu zebrałam się na odwagę i zaprosiłam je obie na niedzielny obiad.
– Mamo, nie wiem czy dam radę – powiedziała Magda przez telefon. – Mam tyle pracy…
Ola milczała przez chwilę.
– Przyjadę – powiedziała cicho.

W niedzielę Ola pojawiła się sama. Siedziałyśmy przy stole w milczeniu.
– Mamo… wiem, że ci ciężko – zaczęła w końcu. – Ale musisz nam pozwolić być dorosłymi. Nie możesz żyć tylko dla nas.
– A jeśli nie umiem inaczej? – zapytałam drżącym głosem.
Ola spojrzała na mnie ze smutkiem.
– Spróbuj żyć dla siebie.

Po jej wyjściu długo płakałam. Andrzej objął mnie ramieniem.
– Może czas pomyśleć o sobie? O tym, czego ty chcesz?

Ale czy ja jeszcze wiem, czego chcę? Czy można nauczyć się żyć od nowa po tylu latach poświęcenia?

Czasem patrzę na swoje odbicie w lustrze i pytam samą siebie: czy naprawdę zasłużyłam na taką obojętność? Czy matczyna miłość zawsze musi boleć?

A wy? Czy też czuliście kiedyś, że oddaliście wszystko najbliższym i zostaliście sami? Jak znaleźć sens wtedy, gdy dzieci już nas nie potrzebują?