List do taty, którego straciłam, zanim odszedł – moje życie z ojcem alkoholikiem
– Znowu pijany? – krzyknęła mama, trzaskając drzwiami od kuchni. Siedziałam na schodach, ściskając w dłoniach zeszyt do polskiego. W środku miałam napisać wypracowanie o „najważniejszej osobie w moim życiu”. Zamiast pisać, słuchałam, jak ojciec bełkocze coś pod nosem, a mama płacze. Miałam wtedy piętnaście lat i czułam się starsza niż wszyscy moi rówieśnicy razem wzięci.
Czasem wyobrażałam sobie, że jestem kimś innym. Że mam normalny dom, gdzie tata przychodzi z pracy i pyta: „Jak ci minął dzień, Zosiu?”. Ale mój tata, Andrzej, wracał późno, śmierdział wódką i często nawet nie wiedział, jak się nazywam. Mama mówiła, że kiedyś był inny – zabawny, czuły, opiekuńczy. Ja tego nie pamiętam. Moje wspomnienia zaczynają się od dźwięku rozbijanej butelki i krzyków w nocy.
W szkole byłam tą „grzeczną”, zawsze z zadaniem domowym, zawsze z uśmiechem. Nauczycielka polskiego, pani Kowalska, powiedziała kiedyś: „Zosiu, jesteś taka dojrzała jak na swój wiek”. Nie wiedziała, że dorosłość przyszła do mnie za wcześnie. Że musiałam nauczyć się gotować obiad dla młodszej siostry, Kasi, kiedy mama zamykała się w łazience i płakała przez godzinę.
Pamiętam jedną noc szczególnie wyraźnie. Tata wrócił późno, potknął się o dywan i przewrócił na podłogę. Kasia zaczęła płakać. Mama próbowała go podnieść, ale on ją odepchnął. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam strach w oczach mamy. Wtedy też pierwszy raz poczułam nienawiść do własnego ojca.
Ale potem przyszło poczucie winy. Przecież to mój tata. Przecież kiedyś musiał mnie kochać. Może to ja zrobiłam coś źle? Może gdybym była lepsza, nie piłby tyle?
W końcu napisałam ten list – nie dla szkoły, nie dla nauczycielki, ale dla niego. „Tato – zaczęłam drżącą ręką – chciałabym cię zapytać: dlaczego wybrałeś wódkę zamiast nas? Czy pamiętasz jeszcze, jak bawiłeś się ze mną na placu zabaw? Czy pamiętasz mój pierwszy dzień w szkole? Bo ja pamiętam tylko twoje puste spojrzenie i zapach alkoholu.”
Nie miałam odwagi mu go dać. Schowałam list pod poduszką. Ale mama go znalazła. Przeczytała i długo milczała. Potem przyszła do mnie do pokoju i przytuliła mnie mocno.
– Przepraszam cię za wszystko – wyszeptała.
Tata trafił na odwyk po tym, jak sąsiedzi wezwali policję podczas jednej z awantur. Miałam wtedy szesnaście lat i pierwszy raz poczułam ulgę, że go nie ma w domu. Ale potem przyszło poczucie pustki. Bo nawet jeśli był potworem, był też moim ojcem.
Kasia pytała: „Zosiu, kiedy tata wróci?”. Nie umiałam jej odpowiedzieć. Mama zaczęła pracować na dwie zmiany. Ja gotowałam obiady, odrabiałam z Kasią lekcje i starałam się być silna dla nas obu.
W szkole temat mojego listu rozszedł się szerokim echem. Pani Kowalska poprosiła mnie o zgodę na przeczytanie go klasie. Zgodziłam się – chciałam, żeby ktoś usłyszał moją historię. Po lekcji kilka osób podeszło do mnie i powiedziało: „U mnie w domu jest podobnie”. Poczułam wtedy coś na kształt ulgi – nie jestem sama.
Tata wrócił po pół roku. Był chudszy, starszy o dziesięć lat i miał w oczach coś nowego – wstyd. Próbował rozmawiać ze mną i z Kasią, ale nie umiałam mu zaufać. Każde jego słowo brzmiało jak obietnica bez pokrycia.
Pewnego wieczoru usiadł obok mnie na kanapie.
– Zosiu… wiem, że cię zawiodłem – powiedział cicho.
– Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć – odpowiedziałam szczerze.
Czasem myślę o tym liście. O tym, ile dzieci w Polsce pisze podobne słowa do swoich rodziców – może nigdy ich nie wysyłając. O tym, ile rodzin żyje w cieniu uzależnienia i przemocy.
Dziś mam osiemnaście lat i stoję u progu dorosłości z bagażem doświadczeń cięższym niż niejedna dorosła osoba. Wiem jedno: nie chcę powtarzać błędów moich rodziców. Ale czy to wystarczy?
Czy można naprawdę wybaczyć komuś, kto złamał ci serce? Czy miłość do rodzica jest silniejsza niż ból? Co wy byście zrobili na moim miejscu?