„Zostawiłam wszystko, by odnaleźć siebie: historia ucieczki z własnego życia”

„Anka, co ty robisz?!” – głos mojego męża, Piotra, jeszcze dźwięczy mi w uszach, choć minęły już dwa tygodnie od tamtego poranka. Wtedy nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Zostawiłam na stole kartkę: „Piotrze, odeszłam. Dzieci są u twojej mamy. Proszę, wybacz mi i spróbuj zrozumieć.” Zadrżała mi ręka, kiedy pisałam te słowa. Wyszłam z domu po cichu, zanim ktokolwiek się obudził. Uciekłam do Warszawy, zostawiając za sobą wszystko – dzieci, męża, nasze wspólne życie.

Nie wiem, czy kiedykolwiek wybaczę sobie ten moment. Ale wiem jedno: nie mogłam już dłużej oddychać w tej dusznej codzienności. Każdy dzień wyglądał tak samo – śniadanie dla dzieci, pranie, zakupy, gotowanie obiadu, sprzątanie po wszystkich. Piotr wracał z pracy zmęczony i rozdrażniony, rzucał torbę w kąt i siadał przed telewizorem. „Anka, gdzie jest moja koszula? Anka, co na obiad?” – słyszałam tylko swoje imię wypowiadane tonem rozkazu. Przestałam być kobietą, stałam się funkcją. Służącą. Matką. Cieniem samej siebie.

Pamiętam ten wieczór sprzed kilku tygodni. Siedzieliśmy przy stole z teściową i Piotrem. Dzieci bawiły się w swoim pokoju. Teściowa spojrzała na mnie z góry i powiedziała: „Anka, powinnaś bardziej dbać o dom. Piotr ciężko pracuje, a ty tylko siedzisz w domu.” Poczułam wtedy, jakby ktoś mnie uderzył w twarz. Przecież ja nie siedziałam – ja biegałam od rana do nocy! Ale nikt tego nie widział. Nikt nie pytał mnie, jak się czuję.

W nocy leżałam w łóżku obok Piotra i płakałam w poduszkę. On nawet tego nie zauważył. Odwrócił się do ściany i zasnął. Wtedy poczułam się najbardziej samotna w życiu.

Decyzja o ucieczce dojrzewała we mnie długo. Bałam się – co powiedzą ludzie? Co będzie z dziećmi? Ale jeszcze bardziej bałam się tego, że jeśli zostanę, już nigdy nie poczuję się szczęśliwa.

W Warszawie zamieszkałam u mojej przyjaciółki Magdy. „Anka, musisz odpocząć” – powtarzała mi każdego dnia. Próbowałam znaleźć pracę, choćby dorywczą. Chciałam poczuć się potrzebna komuś innemu niż tylko rodzinie. Chciałam znów być kobietą.

Każdego dnia budziłam się z poczuciem winy. Tęskniłam za dziećmi – za ich śmiechem, za ciepłem ich rączek. Dzwoniłam do nich codziennie wieczorem. „Mamo, kiedy wrócisz?” – pytała Zosia przez łzy. Nie umiałam jej odpowiedzieć.

Piotr dzwonił rzadko. Najpierw był wściekły: „Jak mogłaś nas zostawić?! Co ja mam powiedzieć dzieciom?!” Potem zaczął błagać: „Anka, wróć… Proszę cię…” Ale ja nie byłam gotowa wrócić do tamtego życia.

Pewnego dnia poszłam na spacer po Starym Mieście. Patrzyłam na ludzi – zakochane pary, matki z dziećmi, starszych panów karmiących gołębie. Poczułam się przezroczysta. Kim jestem bez rodziny? Czy mam prawo być szczęśliwa?

Wieczorem zadzwoniła teściowa. „Anka, jak mogłaś zostawić dzieci? Jesteś wyrodną matką!” Krzyczała przez telefon tak głośno, że Magda musiała mnie przytulić po tej rozmowie.

Zaczęłam chodzić na terapię. Psycholożka powiedziała mi: „Anka, masz prawo do własnych uczuć i potrzeb.” Po raz pierwszy ktoś to powiedział głośno.

Po miesiącu Piotr przyjechał do Warszawy. Spotkaliśmy się w kawiarni przy Nowym Świecie. Był blady i zmęczony.
– Anka… Ja nie rozumiem… Dlaczego?
– Bo nie mogłam już oddychać – odpowiedziałam cicho.
– Przecież wszystko było dobrze…
– Dla ciebie może tak…
Zamilkliśmy na długo.

Wróciłam do mieszkania Magdy z ciężkim sercem. Czy mogę wrócić do domu? Czy powinnam?

Tydzień później dostałam pracę w małej księgarni na Mokotowie. Po raz pierwszy od lat poczułam się szczęśliwa – nawet jeśli to szczęście było podszyte tęsknotą i bólem.

Dzieci przyjechały do mnie na weekend. Zosia rzuciła mi się na szyję: „Mamo! Tak bardzo za tobą tęskniłam!” Michał był bardziej powściągliwy – miał żal, ale widziałam w jego oczach ulgę.

Wieczorem usiedliśmy razem na kanapie.
– Mamo… czy już zawsze będziemy mieszkać osobno?
– Nie wiem, kochanie… Ale zawsze będę was kochać.

Czasem myślę o powrocie do Piotra. Może kiedyś uda nam się zacząć od nowa – inaczej? Może oboje musimy nauczyć się rozmawiać o swoich uczuciach?

Dziś wiem jedno: nie jestem już tylko żoną i matką. Jestem też Anką – kobietą, która ma prawo do własnego życia.

Czy miałam prawo odejść? Czy egoizm matki może być początkiem czegoś dobrego? Może czasem trzeba wszystko zostawić, żeby móc wrócić naprawdę…