Znam, że nie jestem idealna, ale ty też nie byłeś moim marzeniem: Historia rozpadu mojego małżeństwa z Damiem
— Znowu wracasz tak późno? — zapytałam, starając się, by mój głos nie drżał. Stałam w kuchni, opierając się o blat, a zegar na ścianie wskazywał 22:37. Damian rzucił klucze na komodę i nawet na mnie nie spojrzał.
— Praca. — Jego odpowiedź była krótka, zimna. — Nie każdy może siedzieć w domu cały dzień.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przecież wiedziałam, że to nieprawda. Od miesięcy szukałam pracy po tym, jak zamknęli naszą filię biblioteki. Wysyłałam CV, chodziłam na rozmowy, a w międzyczasie ogarniałam dom, dzieci, wszystko. Damian coraz częściej znikał — najpierw tłumaczył się nadgodzinami, potem „wyjściami służbowymi”.
Kiedyś byliśmy szczęśliwi. Tak mi się wydawało. Poznaliśmy się na studiach w Krakowie — on studiował informatykę, ja polonistykę. Był zabawny, czuły, potrafił godzinami słuchać moich opowieści o książkach. Pamiętam nasze pierwsze mieszkanie na Ruczaju — ciasne, z przeciekającym dachem i sąsiadką, która wiecznie narzekała na hałas. Ale wtedy nawet kłótnie były inne — kończyły się śmiechem i czułością.
Teraz? Każda rozmowa była jak pole minowe. Oboje chodziliśmy na palcach, byle nie wybuchnąć. A kiedy już wybuchaliśmy, raniło to mocniej niż cokolwiek wcześniej.
— Mamo, czemu tata jest taki zły? — zapytała mnie kiedyś Zosia, nasza siedmioletnia córka. Stała w drzwiach mojego pokoju z pluszowym króliczkiem pod pachą.
— Tata jest zmęczony — skłamałam. Bo jak miałam jej powiedzieć prawdę? Że tata coraz częściej wraca do domu zły, że krzyczy bez powodu, że czasem czuję się przy nim jak powietrze?
Zaczęłam obserwować siebie w lustrze. Zmęczone oczy, cienie pod nimi. Gdzie podziała się ta dziewczyna z marzeniami? Ta, która chciała pisać książki i podróżować po świecie? Teraz byłam tylko żoną Damiana i matką dwójki dzieci.
Pewnego wieczoru usłyszałam jego rozmowę przez telefon. Szeptał coś do słuchawki w łazience. „Nie mogę teraz… Tak, ona tu jest… Jutro po pracy.” Serce mi zamarło. Wiedziałam już wtedy.
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdy szczegół ostatnich miesięcy. Jego nagłe wyjazdy służbowe do Warszawy, nowe perfumy na koszuli, których nigdy nie używałam…
Rano postanowiłam z nim porozmawiać.
— Damian, musimy pogadać — powiedziałam stanowczo.
Spojrzał na mnie z irytacją.
— O czym?
— O nas. O tym, co się dzieje. Czuję się niewidzialna. Ty… ty chyba już mnie nie kochasz.
Przez chwilę milczał. Potem wzruszył ramionami.
— Może tak jest — rzucił bez emocji.
To bolało bardziej niż jakiekolwiek wyzwisko. Przez chwilę miałam ochotę krzyczeć, płakać, błagać go o cokolwiek — o wyjaśnienie, o szansę. Ale nie zrobiłam tego.
Zadzwoniłam do mojej mamy.
— Mamo… chyba się rozstaniemy — wyszeptałam do słuchawki.
— Dziecko… Przecież małżeństwo to nie bajka. Trzeba walczyć — odpowiedziała surowo.
— Ale ja już nie mam siły walczyć sama — odpowiedziałam cicho.
Wiedziałam, że dla mamy rozwód to porażka. W jej świecie kobieta powinna trwać przy mężu „dla dobra dzieci”. Ale czy naprawdę dzieci są szczęśliwe w domu pełnym ciszy i wzajemnych pretensji?
Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Damian coraz częściej wychodził wieczorami. Ja zamykałam się w sypialni i płakałam w poduszkę. Zosia zaczęła moczyć się w nocy ze stresu, a Kuba — nasz dziesięciolatek — zamknął się w sobie i przestał rozmawiać nawet ze mną.
Pewnego dnia znalazłam w jego kurtce rachunek z hotelu w Katowicach na dwa noclegi dla dwóch osób. To był moment przełomowy.
— Wiesz co? Mam dość kłamstw — powiedziałam mu prosto w oczy wieczorem.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
— O czym ty mówisz?
— O tej kobiecie z Katowic. O tym rachunku z hotelu. O wszystkim!
Przez chwilę milczał. Potem usiadł ciężko na krześle.
— Tak… Spotykam się z kimś innym — powiedział cicho.
Poczułam ulgę i rozpacz jednocześnie. Ulgę, bo wreszcie padły słowa prawdy. Rozpacz — bo to był koniec wszystkiego, co budowaliśmy przez lata.
Rozwód był formalnością. Damian wyprowadził się do niej po miesiącu. Dzieci płakały przez kilka tygodni. Ja też płakałam — po nocach, gdy nikt nie widział.
Mama przestała się do mnie odzywać na kilka miesięcy. Uważała, że powinnam była „przebaczyć dla dobra rodziny”. Tylko moja przyjaciółka Anka trzymała mnie za rękę i powtarzała: „To nie twoja wina”.
Zaczęłam powoli odzyskiwać siebie. Zapisałam się na warsztaty pisarskie w domu kultury. Znalazłam pracę w księgarni na Starym Mieście. Dzieci zaczęły się uśmiechać coraz częściej.
Czasem spotykam Damiana na ulicy — wygląda na zmęczonego i starszego niż kiedyś. Zastanawiam się wtedy: czy naprawdę byliśmy dla siebie tylko przystankiem? Czy można jeszcze uwierzyć w miłość po takim rozczarowaniu?
Może nie jestem idealna — ale wiem jedno: zasługuję na szczerość i szacunek. A ty? Czy potrafiłbyś wybaczyć zdradę? Czy lepiej odejść i zacząć od nowa?