Zerwane więzi: Moja mama zawsze wybiera moją siostrę, nawet kosztem moich dzieci

– Mamo, dlaczego to zrobiłaś? – mój głos drżał, choć starałam się brzmieć spokojnie. Stałam w kuchni, patrząc na nią, jakby była kimś obcym. Na stole leżały puste pudełka po zabawkach, które jeszcze wczoraj wybrałam z myślą o swoich dzieciach. Teraz wiedziałam już, że trafiły do dzieci mojej siostry, Kasi.

Mama wzruszyła ramionami, nawet nie podnosząc na mnie wzroku. – Przecież twoje dzieci mają już tyle zabawek. A u Kasi w domu biedniej, nie widzisz?

Zacisnęłam pięści. – Ale to były prezenty ode mnie! Dla moich dzieci! – Głos mi się załamał. Poczułam się jak wtedy, gdy miałam dziesięć lat i Kasia dostała nowy rower, a ja starego składaka po kuzynie.

Wtedy weszła Kasia. Jej spojrzenie było pełne triumfu, choć udawała zaskoczoną. – O co chodzi?

– O nic – rzuciła mama. – Twoja siostra znowu robi aferę.

Wyszłam na balkon, żeby nie wybuchnąć przy dzieciach. Zimny wiatr owiał mi twarz. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą: te wszystkie razy, gdy byłam „tą gorszą”, „tą silniejszą”, której można dać mniej, bo „sobie poradzi”. Kasia zawsze była tą delikatną, wymagającą opieki. A ja? Ja miałam być twarda.

Mój mąż, Tomek, zadzwonił do mnie godzinę później. – Co się stało? Słyszałem w twoim głosie coś dziwnego.

– Mama oddała prezenty nasze dzieci Kasi. Nawet nie zapytała.

Tomek milczał przez chwilę. – Znowu to samo…

– Tak, znowu. – Łzy napłynęły mi do oczu. – Czuję się niewidzialna. Jakby moje uczucia się nie liczyły.

Wieczorem usiadłam z dziećmi przy kolacji. Mały Michałek zapytał:

– Mamusiu, a gdzie jest mój nowy samochodzik?

Zatkało mnie. – Babcia dała go dziś kuzynowi Antosiowi…

Michałek spuścił głowę. – Ale przecież to był mój prezent…

Przełknęłam łzy i przytuliłam go mocno. Wtedy dotarło do mnie, że nie chodzi już tylko o mnie. Że ta nierówność dotyka teraz także moje dzieci.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z mamą jeszcze raz. Weszłam do jej mieszkania bez pukania. Siedziała przy stole z Kasią i jej dziećmi.

– Mamo, musimy porozmawiać.

Spojrzała na mnie z irytacją. – O co ci znowu chodzi?

– O sprawiedliwość! O to, że moje dzieci są traktowane gorzej niż dzieci Kasi! – Głos mi się załamał.

Kasia przewróciła oczami. – Zawsze musisz robić dramaty…

– To nie dramaty! To moje życie! – krzyknęłam.

Mama spojrzała na mnie chłodno. – Przesadzasz. Kasia ma trudniej w życiu, ty zawsze sobie radziłaś.

– Ale czy to znaczy, że moje dzieci mają być karane za to, że jestem silniejsza? Czy one są mniej ważne?

W pokoju zapadła cisza. Dzieci Kasi patrzyły na mnie szeroko otwartymi oczami.

Wyszłam trzaskając drzwiami. Przez całą drogę do domu płakałam jak dziecko.

Przez kolejne dni unikałam kontaktu z mamą i Kasią. Tomek próbował mnie pocieszyć:

– Może powinniśmy ograniczyć kontakty? Skupić się na naszej rodzinie?

Ale czułam się rozdarta. Z jednej strony chciałam chronić swoje dzieci przed bólem odrzucenia, z drugiej – nie umiałam odciąć się od własnej matki.

W pracy byłam rozkojarzona. Koleżanka z biura, Magda, zauważyła:

– Coś cię gryzie…

Opowiedziałam jej wszystko przy kawie.

– Wiesz co? Moja mama zawsze faworyzowała mojego brata. Do dziś boli… Ale w końcu przestałam walczyć o jej uwagę i zaczęłam żyć swoim życiem.

Zastanowiłam się nad jej słowami. Czy ja też powinnam odpuścić? Przestać oczekiwać sprawiedliwości tam, gdzie jej nigdy nie było?

Wieczorem usiadłam z Tomkiem na kanapie.

– Boję się, że jeśli odetniemy się od mamy i Kasi, dzieci stracą babcię i kuzynów…

Tomek objął mnie ramieniem.

– Ale czy warto pozwalać im dorastać w poczuciu bycia gorszymi?

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo mamy i Kasi z ostatnich lat: „Kasia jest słabsza”, „Ty sobie poradzisz”, „Nie przesadzaj”…

Rano podjęłam decyzję. Zadzwoniłam do mamy.

– Mamo, musimy ustalić granice. Jeśli jeszcze raz potraktujesz moje dzieci gorzej niż dzieci Kasi, przestanę przychodzić z nimi do ciebie.

Mama milczała przez chwilę.

– Przesadzasz…

– Nie przesadzam. Po prostu chcę być dobrą matką dla swoich dzieci.

Rozłączyłam się i poczułam ulgę pomieszaną ze strachem.

Minęły tygodnie ciszy. Mama nie dzwoniła, Kasia też nie. Dzieci pytały o babcię coraz rzadziej.

W końcu dostałam SMS-a: „Może przyjedziecie na niedzielny obiad?”.

Pojechaliśmy. Mama była chłodna, ale już nie rozdawała prezentów bez pytania. Kasia patrzyła na mnie z urazą.

Nie wiem, czy kiedykolwiek będzie normalnie. Ale wiem jedno: muszę chronić swoje dzieci przed tym bólem, który sama noszę od lat.

Czy można naprawdę zerwać więzi z rodziną tylko dlatego, że boli? Czy lepiej walczyć o sprawiedliwość czy nauczyć się odpuszczać? Czasem zastanawiam się: ile jeszcze jestem w stanie poświęcić dla tych relacji?