Nowa koleżanka zaprasza mnie na spacer po pracy. To, co odkryłem, zmieniło wszystko…

– Gabriel, masz chwilę? – usłyszałem za plecami głos Magdy, nowej dziewczyny z działu analiz. Zatrzymałem się w połowie drogi do kuchni, zaskoczony jej śmiałością. W naszym biurze rzadko ktoś wychodził poza kurtuazyjne „dzień dobry” i „miłego dnia”.

– Jasne, co tam? – odpowiedziałem, próbując nie zdradzić zdziwienia.

Magda uśmiechnęła się lekko, ale jej spojrzenie było poważne. – Może wyskoczymy na spacer po pracy? Muszę przewietrzyć głowę po tych tabelkach. Ty chyba też, co?

Zawahałem się. Od miesięcy nie byłem z nikim na kawie, nie mówiąc już o spacerze. W domu czekała na mnie żona, Kasia, ale ostatnio… właściwie nie czekała. Od tygodni była jakby nieobecna, zamknięta w swoim świecie. Wieczorami siedziała z telefonem albo wychodziła „do koleżanki”. Nasze rozmowy ograniczały się do pytań o zakupy i rachunki.

– Jasne – zgodziłem się w końcu, sam siebie zaskakując.

Po pracy wyszliśmy razem na ulicę. Było chłodno, listopadowy wiatr szarpał liście pod nogami. Szliśmy w milczeniu przez chwilę, aż Magda przerwała ciszę:

– Wiesz, Gabriel… Ty tu długo pracujesz, prawda? Jak to jest być jedynym facetem wśród tylu kobiet?

Zaśmiałem się nerwowo. – Czasem czuję się jak eksponat w muzeum. Ale szczerze? Jest samotnie. Każdy ma swoje życie.

– A w domu? – zapytała nagle.

Zaciąłem się. Nie chciałem mówić o Kasi, o tym, jak bardzo oddaliliśmy się od siebie. Ale Magda patrzyła na mnie wyczekująco.

– Różnie bywa – wymamrotałem. – Ostatnio raczej… obok siebie niż razem.

Szliśmy dalej, mijając parkowe ławki i ludzi spieszących do domów. Magda nagle zatrzymała się i spojrzała mi prosto w oczy.

– Wiesz, ja też jestem sama. Przeprowadziłam się tu dla tej pracy, nikogo nie znam. Czasem mam wrażenie, że wszyscy są już zajęci swoim życiem i nie ma dla mnie miejsca.

Poczułem ukłucie współczucia. Przez chwilę poczułem się potrzebny, ważny dla kogoś innego niż własna żona.

– Może powinniśmy częściej wychodzić po pracy? – zaproponowałem nieśmiało.

Uśmiechnęła się szeroko. – Chętnie.

Wróciłem do domu później niż zwykle. Kasia siedziała przy stole z laptopem.

– Gdzie byłeś? – zapytała bez podnoszenia wzroku.

– Na spacerze z koleżanką z pracy – odpowiedziałem szczerze.

Podniosła głowę i spojrzała na mnie uważnie. – Z kobietą?

– Tak… Po prostu rozmawialiśmy.

Westchnęła ciężko i wróciła do pisania. Przez chwilę miałem ochotę rzucić wszystko na stół: zapytać ją wprost, dlaczego już mnie nie kocha, dlaczego unika rozmów, dotyku, bliskości. Ale zabrakło mi odwagi.

Następnego dnia Magda znów zaproponowała spacer. Tym razem poszliśmy do kawiarni. Rozmawialiśmy o wszystkim: o dzieciństwie w małym miasteczku, o marzeniach, których nie udało się spełnić, o strachu przed samotnością.

Z każdym kolejnym spotkaniem czułem się coraz bardziej związany z Magdą. Zaczęliśmy pisać do siebie wieczorami, dzielić się drobiazgami dnia codziennego. Kasia zauważyła zmianę.

– Coś się dzieje? – zapytała pewnego wieczoru.

– O co ci chodzi?

– Jesteś inny. Uśmiechasz się do telefonu jak głupi.

Zamilkłem. Wiedziałem, że przekroczyłem granicę. Może jeszcze nie fizycznie, ale emocjonalnie już dawno byłem gdzie indziej.

W końcu nadszedł dzień konfrontacji. Kasia wróciła do domu wcześniej niż zwykle i zobaczyła mnie rozmawiającego przez telefon z Magdą.

– To ona? – zapytała cicho.

Skinąłem głową.

– Wiesz co? Ja też mam kogoś – powiedziała nagle. – Od miesięcy próbuję ci powiedzieć, ale nigdy nie słuchasz.

Zatkało mnie. Poczułem się jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg.

– Dlaczego? – zapytałem szeptem.

– Bo jesteśmy tylko współlokatorami. Bo przestaliśmy być dla siebie ważni.

Usiadłem ciężko na krześle. Przez chwilę milczeliśmy oboje, każde pogrążone we własnych myślach.

Tamtej nocy długo nie mogłem zasnąć. Przewracałem się z boku na bok, analizując każdy szczegół ostatnich miesięcy: kiedy zaczęliśmy się oddalać? Czy to moja wina? Czy mogłem coś zrobić inaczej?

Następnego dnia poszedłem do pracy jak automat. Magda czekała na mnie przy wejściu.

– Wszystko w porządku? – zapytała delikatnie.

Pokręciłem głową. – Chyba muszę coś zakończyć… zanim zacznę coś nowego.

Uśmiechnęła się smutno i ścisnęła moją dłoń.

Wieczorem usiedliśmy z Kasią przy stole i po raz pierwszy od dawna rozmawialiśmy szczerze: o bólu, rozczarowaniu, straconych szansach i o tym, czy warto jeszcze walczyć o naszą relację.

Nie wiem, co będzie dalej. Może każdy z nas pójdzie swoją drogą. Może spróbujemy jeszcze raz od nowa…

Czasem zastanawiam się: czy można odbudować coś, co tak długo było zaniedbywane? Czy warto walczyć o miłość wtedy, gdy wydaje się już przegrana?