Teściowa chce, żebym przepisała mieszkanie na nią. Czy powinnam zaufać rodzinie męża? Moja historia z kuchennego stołu.
– Aniu, usiądź, musimy porozmawiać – głos teściowej, pani Haliny, zabrzmiał w kuchni jak wyrok. Stałam przy zlewie, myjąc filiżanki po niedzielnym obiedzie. Zawsze czułam się tu trochę jak gość, mimo że bywałam u nich regularnie od lat. Spojrzałam na męża, Pawła, który nerwowo bawił się obrączką.
– O co chodzi? – zapytałam, próbując ukryć niepokój.
– Chciałybyśmy… – zaczęła Halina, zerkając na Pawła. – Chciałybyśmy z mężem zamienić się z wami mieszkaniami. Nasze jest większe, bliżej centrum, a wy przecież teraz z dzieckiem…
Zamarłam. To nie była zwykła propozycja. W głowie natychmiast pojawiły się pytania: dlaczego teraz? Dlaczego tak nagle? Przecież nasze mieszkanie było moją własnością jeszcze sprzed ślubu. Kupiłam je sama, po latach pracy i wyrzeczeń.
– Ale jest jeden warunek – dodała teściowa, a jej głos stał się twardszy. – Musiałabyś przepisać swoje mieszkanie na mnie. Tak będzie bezpieczniej dla wszystkich.
Poczułam, jak serce wali mi w piersi. Paweł spuścił wzrok. Przez chwilę miałam ochotę wybuchnąć śmiechem – czy to żart? Ale Halina patrzyła na mnie poważnie, z tym swoim chłodnym spokojem, który zawsze mnie onieśmielał.
– Dlaczego miałabym to zrobić? – zapytałam cicho.
– Bo jesteśmy rodziną – odpowiedziała bez mrugnięcia okiem. – Rodzina powinna sobie ufać.
Zapanowała cisza. Słyszałam tylko tykanie zegara i cichy szelest liści za oknem. W głowie kłębiły mi się myśli: czy naprawdę powinnam zaufać rodzinie Pawła? Czy miłość do męża wystarczy, by oddać coś, na co pracowałam całe życie?
Wróciliśmy do domu późnym wieczorem. Paweł milczał przez całą drogę. W końcu nie wytrzymałam:
– Powiedz mi szczerze: wiedziałeś o tym?
– Mama wspominała… Ale myślałem, że żartuje – odpowiedział bez przekonania.
– Paweł, to jest moje mieszkanie! – głos mi się załamał. – Przecież wiesz, ile mnie to kosztowało.
– Wiem… Ale mama mówi, że to dla naszego dobra. Że jakby coś się stało…
– Co miałoby się stać? – przerwałam mu ostro.
Nie odpowiedział. Patrzył w podłogę, jakby szukał tam odpowiedzi na wszystkie pytania świata.
Przez kolejne dni nie mogłam spać. Każda rozmowa z Pawłem kończyła się kłótnią lub milczeniem. Czułam się zdradzona i osaczona. Z jednej strony kochałam go i chciałam wierzyć, że jego rodzina chce dla nas dobrze. Z drugiej – coś w tej propozycji było niepokojącego.
Pewnego wieczoru zadzwoniła moja mama.
– Aniu, słyszałam od cioci Krysi, że Halina rozpowiada po rodzinie, że już się zgodziłaś na zamianę mieszkań…
Zamarłam. Przecież jeszcze nic nie postanowiłam! Czyli już wszystko ustalone za moimi plecami?
Następnego dnia pojechałam do teściów sama. Halina przyjęła mnie z uśmiechem.
– No i jak? Przemyślałaś sprawę?
– Jeszcze nie podjęłam decyzji – odpowiedziałam stanowczo.
– Aniu, nie bądź dzieckiem. To tylko formalność. My przecież nie chcemy ci niczego zabrać.
Ale ja już wiedziałam swoje. Zaczęłam rozmawiać z prawnikiem znajomej z pracy. Okazało się, że przepisanie mieszkania na teściową oznaczałoby utratę wszelkiej kontroli nad nim. Gdyby coś poszło nie tak… Gdyby Paweł odszedł… Gdyby Halina postanowiła nas wyrzucić…
Coraz częściej łapałam się na tym, że patrzę na Pawła inaczej. Zaczęłam dostrzegać rzeczy, które wcześniej ignorowałam: jego zależność od matki, brak własnego zdania, unikanie trudnych rozmów.
W końcu zebrałam się na odwagę i postawiłam sprawę jasno:
– Nie przepiszę mieszkania na twoją mamę. Jeśli chcesz zamiany – możemy zrobić to oficjalnie, przez notariusza, wymiana jeden do jednego. Ale nie oddam swojego bezpieczeństwa w cudze ręce.
Paweł był wściekły.
– Myślisz tylko o sobie! Mama chce dobrze!
– Może i chce dobrze dla siebie – odpowiedziałam spokojnie. – Ja muszę myśleć o naszej córce.
Od tego dnia między nami było już tylko gorzej. Teściowa przestała się do mnie odzywać, a Paweł coraz częściej nocował u rodziców. Zaczęłam rozumieć, że rodzina męża nigdy nie zaakceptowała mnie naprawdę – byłam tylko dodatkiem do ich świata.
Któregoś dnia znalazłam w skrzynce list polecony – wezwanie do sądu o podział majątku. Paweł wystąpił o rozwód.
Poczułam ulgę i strach jednocześnie. Ulgę, bo już nie musiałam udawać przed sobą i innymi, że wszystko jest w porządku. Strach – bo zostałam sama z dzieckiem i mnóstwem pytań bez odpowiedzi.
Dziś mieszkam w swoim mieszkaniu z córką i wiem jedno: nigdy nie wolno oddawać własnego bezpieczeństwa w cudze ręce, nawet jeśli to rodzina męża obiecuje złote góry.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę można ufać rodzinie tylko dlatego, że są rodziną? A może prawdziwa rodzina to ta, która nigdy nie stawia cię pod ścianą?