Test na chciwość – historia Marka i Oli

– Więc postanowiłeś sprawdzić Olę? – głos Pawła był przesycony ironią, a jego brwi uniosły się w wyrazie niedowierzania. Siedzieliśmy w moim ciasnym mieszkaniu na Pradze, a ja już od godziny tłumaczyłem mu, dlaczego nie mogę po prostu zaufać kolejnej dziewczynie.

– Słusznie! – dodał po chwili, uśmiechając się krzywo. – Inaczej trafisz na kolejną łowczynię fortuny, dla której liczą się nie ty, a zera na koncie.

Zacisnąłem pięści. – Nie przypominaj – warknąłem. Ostatnia dziewczyna była dokładnie taka! Wyssała ze mnie kupę forsy, a potem zniknęła z jakimś typem z siłowni. Do dziś pamiętam, jak wyciągała rękę po kolejne pieniądze niby na czynsz, niby na studia. A ja? Głupi, zakochany, ślepy.

Ola wydawała się inna. Poznaliśmy się przypadkiem na przystanku autobusowym, kiedy padał deszcz i oboje schowaliśmy się pod tym samym daszkiem. Miała śmiejące się oczy i mówiła o książkach, które czytała w dzieciństwie. Przez pierwsze tygodnie znajomości nie prosiła mnie o nic. Sama płaciła za kawę, czasem nawet przynosiła mi kanapki do pracy. Ale czy to wystarczyło, by zaufać?

Paweł patrzył na mnie z politowaniem. – Marek, nie możesz wszystkich mierzyć jedną miarą.

– Nie mogę? – przerwałem mu ostro. – A jeśli znowu się sparzę? Jeśli znowu ktoś mnie wykorzysta?

Wiedziałem, że przesadzam. Ale lęk był silniejszy niż rozsądek. Przez kilka dni chodziłem jak struty, aż w końcu wymyśliłem plan. Test na chciwość. Postanowiłem sprawdzić Olę.

Zaczęło się niewinnie. Zaprosiłem ją do siebie na kolację. Zrobiłem spaghetti i podałem tanie wino z Biedronki. Chciałem zobaczyć jej reakcję. Ola uśmiechnęła się tylko i powiedziała:

– Wiesz, że to moje ulubione wino? Przypomina mi studenckie czasy.

Poczułem ulgę, ale to był dopiero początek. Następnego dnia zaproponowałem wyjście do kina, ale dodałem:

– Wiesz co, trochę krucho u mnie z kasą w tym miesiącu… Może pójdziemy na spacer zamiast do kina?

Ola przytaknęła bez wahania:

– Jasne! Lubię spacery po Starym Mieście.

Zaczynałem czuć się jak idiota. Ale nie mogłem przestać. Chciałem być pewny.

Kilka dni później zadzwoniła do mnie mama:

– Marek, kiedy przyprowadzisz tę swoją Olę? Tata już się niecierpliwi.

– Jeszcze nie teraz, mamo – odpowiedziałem wymijająco. – Muszę być pewny.

Mama westchnęła ciężko:

– Synku, nie każdej dziewczynie zależy tylko na pieniądzach.

Ale ja wiedziałem swoje.

Kolejny etap testu był bardziej ryzykowny. Zaproponowałem Oli wspólny wyjazd nad morze, ale powiedziałem jej, że niestety nie stać mnie na hotel i musielibyśmy spać pod namiotem.

Ola roześmiała się:

– Super! Dawno nie byłam pod namiotem! Tylko musisz pamiętać, że ja chrapię.

Zacząłem mieć wyrzuty sumienia. Ale wtedy Paweł podsunął mi jeszcze jeden pomysł:

– Powiedz jej, że straciłeś pracę i zobaczysz, jak zareaguje.

Wahałem się długo, ale w końcu zadzwoniłem do Oli wieczorem.

– Ola… Muszę ci coś powiedzieć. Dzisiaj mnie zwolnili. Nie wiem, co teraz będzie…

Po drugiej stronie zapadła cisza. Przez chwilę myślałem, że się rozłączyła. W końcu odezwała się cicho:

– Marek… To nic. Poradzimy sobie. Może znajdziesz coś lepszego? A jeśli chcesz, mogę ci pomóc napisać CV.

Poczułem łzy pod powiekami. Ola była przy mnie przez kolejne dni. Przynosiła mi jedzenie, wysyłała ogłoszenia o pracę, wspierała dobrym słowem.

A ja? Ja czułem się coraz gorzej ze swoim testem.

W końcu nadszedł dzień prawdy. Zaprosiłem Olę do kawiarni i powiedziałem jej wszystko.

– Ola… Muszę ci coś wyznać. Przepraszam cię za wszystko. Sprawdzałem cię… Testowałem twoją chciwość. Bałem się zaufać po tym, co przeżyłem wcześniej.

Ola patrzyła na mnie długo w milczeniu. W jej oczach pojawiły się łzy.

– Marek… Myślałam, że jesteśmy dla siebie szczerzy…

Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem się jak najgorszy drań.

– Wiesz… – zaczęła cicho – Gdybyś od początku mi zaufał, nie musiałbyś mnie sprawdzać. Ale rozumiem cię trochę… Każdy boi się być zraniony.

Wyszła z kawiarni bez słowa więcej.

Przez kolejne dni nie odbierała ode mnie telefonów ani wiadomości. Paweł próbował mnie pocieszać:

– Stary, może jeszcze wróci…

Ale wiedziałem, że zraniłem ją głęboko.

Po tygodniu Ola napisała krótką wiadomość: „Potrzebuję czasu.”

Czekałem cierpliwie. Zacząłem rozumieć, jak bardzo skrzywdziłem nie tylko ją, ale też samego siebie. Zdałem sobie sprawę, że prawdziwe zaufanie to ryzyko – bez gwarancji sukcesu.

Dziś siedzę sam w tym samym mieszkaniu i patrzę przez okno na szare ulice Warszawy. Zastanawiam się: czy można odbudować zaufanie po takim teście? Czy miłość jest możliwa bez ryzyka? Może każdy z nas nosi w sobie lęk przed zdradą… Ale czy warto pozwolić mu rządzić naszym życiem?