Nigdy Nie Byłam Gotowa na Taką Synową: Historia Matki, Która Musiała Przełknąć Dumę

– Znowu siedzisz z tym telefonem? – nie wytrzymałam, patrząc na Martę, narzeczoną mojego syna. Siedziała przy naszym stole, stukając palcem w ekran, jakby świat wokół nie istniał.

Michał spojrzał na mnie z wyrzutem. – Mamo, daj spokój. Marta po prostu sprawdza coś do pracy.

Ale ja wiedziałam swoje. Od pierwszego dnia, gdy ją poznałam, czułam, że to nie jest dziewczyna dla mojego syna. Michał był zawsze taki ambitny, odpowiedzialny, a ona…? Wiecznie zamyślona, nieobecna, jakby wszystko ją przerastało. Poznali się przez internet, co już samo w sobie wydawało mi się podejrzane. Gdzie te czasy, gdy ludzie poznawali się na studiach, w pracy, przez znajomych? Teraz wystarczy kilka kliknięć i już – obca osoba wkracza do rodziny.

Pamiętam tamten pierwszy wieczór. Michał przyprowadził ją na kolację. Zrobiłam rosół i schabowego – wiedziałam, że to jego ulubione dania. Marta ledwo tknęła jedzenie. – Przepraszam, nie jem mięsa – powiedziała cicho. Michał nie uprzedził mnie o jej diecie. Już wtedy poczułam się jak intruz we własnym domu.

Potem było tylko gorzej. Marta coraz częściej zostawała u nas na noc, a ja czułam się coraz bardziej zbędna. Zamiast rozmów przy stole – cisza przerywana dźwiękiem powiadomień z jej telefonu. Zamiast wspólnego gotowania – zamawianie jedzenia na wynos. Michał się zmieniał. Coraz rzadziej dzwonił do mnie z pracy, coraz mniej opowiadał o swoim życiu.

Pewnego dnia usłyszałam ich rozmowę przez uchylone drzwi:
– Twoja mama mnie nie lubi – powiedziała Marta.
– Daj jej czas – odpowiedział Michał. – Ona po prostu musi się przyzwyczaić.

Ale ja nie chciałam się przyzwyczajać. Czułam, że tracę syna. Kiedyś byliśmy nierozłączni – po śmierci jego ojca to ja byłam dla niego wszystkim. Teraz miałam wrażenie, że jestem tylko przeszkodą.

Zaczęły się kłótnie. Michał zarzucał mi, że jestem zbyt surowa dla Marty. Ja tłumaczyłam, że martwię się o niego. – Ona nie jest gotowa na życie rodzinne! – krzyczałam pewnego wieczoru. – Nie potrafi nawet ugotować obiadu!

Michał wtedy pierwszy raz wyszedł z domu trzaskając drzwiami.

Przez kilka dni panowała cisza. Nie spałam po nocach, przewracając się z boku na bok i myśląc: Może rzeczywiście przesadzam? Może jestem zazdrosna? Ale potem przypominałam sobie jej obojętność, jej wieczne scrollowanie telefonu podczas rodzinnych spotkań i znów narastała we mnie złość.

Wszystko zmieniło się pewnego niedzielnego popołudnia. Michał zadzwonił do mnie z informacją, że chcą zamieszkać razem w wynajętym mieszkaniu na Pradze. Poczułam się zdradzona. Przez godzinę płakałam w kuchni, ściskając w dłoniach kubek z herbatą.

Kilka tygodni później zaprosili mnie na obiad do siebie. Weszłam do ich mieszkania z duszą na ramieniu. Było schludnie, choć skromnie. Marta przygotowała wegańskie dania – pierwszy raz spróbowałam tofu i muszę przyznać, że było smaczne.

– Chciałam ci podziękować za to, że wychowałaś takiego wspaniałego syna – powiedziała Marta podczas deseru.

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Poczułam ukłucie w sercu – może byłam dla niej zbyt surowa?

Z czasem zaczęłam dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Marta była cicha i zamknięta w sobie, ale bardzo troszczyła się o Michała. Gdy zachorował na grypę, to ona biegała po aptekach i gotowała mu rosoły warzywne według moich przepisów (znalazła je na moim blogu kulinarnym!).

Jednak nie wszystko układało się idealnie. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie zapłakana:
– Pani Aniu… przepraszam, że przeszkadzam… Michał od kilku dni jest bardzo nerwowy… Nie wiem co robić…

Pojechałam do nich natychmiast. Michał siedział przy komputerze z głową w dłoniach.
– Synku, co się dzieje?
– Straciłem pracę – wyszeptał.

Wtedy pierwszy raz zobaczyłam Martę bez telefonu w ręku. Siedziała obok niego i trzymała go za rękę.
– Damy radę – mówiła cicho.

Przez następne tygodnie pomagałam im jak mogłam – gotowałam obiady na zapas, przynosiłam zakupy, wspierałam dobrym słowem. Marta zaczęła częściej do mnie dzwonić, pytać o rady dotyczące codziennych spraw.

Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole – ja, Michał i Marta.
– Mamo… chcemy ci podziękować za wszystko – powiedział Michał.
Marta dodała: – Wiem, że nie jestem idealną synową… Ale kocham Michała i zrobię wszystko, żeby był szczęśliwy.

Poczułam łzy pod powiekami.
– Ja też nie jestem idealną teściową… Ale chyba czas nauczyć się odpuszczać i ufać młodym.

Od tamtej pory nasze relacje zaczęły się poprawiać. Czasem jeszcze łapię się na tym, że krytykuję Martę za drobiazgi – za to, że nie umie zrobić pierogów albo że kupuje gotowe ciasta zamiast piec sama. Ale potem przypominam sobie tamten dzień, gdy trzymała mojego syna za rękę i wiem, że jest dla niego wsparciem.

Często zastanawiam się: czy moje uprzedzenia nie były większym problemem niż jej telefon? Czy potrafimy zaakceptować wybory naszych dzieci nawet wtedy, gdy są inne niż nasze oczekiwania?

A wy? Czy potrafilibyście zaakceptować kogoś bliskiego mimo własnych obaw i lęków?