Miłość na przekór: Gdy córka nie akceptuje mojego szczęścia

— Mamo, czy ty naprawdę tego nie widzisz? — głos Marty drżał od złości i rozczarowania. Stałyśmy naprzeciwko siebie w mojej kuchni, a za oknem szarzał listopadowy wieczór. Czułam, jak serce wali mi w piersi, a dłonie zaczynają się pocić. — On cię wykorzystuje! — powtórzyła, jakby chciała mnie obudzić z jakiegoś snu.

Patrzyłam na nią i nie poznawałam własnej córki. Zawsze była rozsądna, opanowana, a teraz jej oczy płonęły gniewem. Chciałam ją przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, ale wiedziałam, że nie pozwoli mi się nawet dotknąć.

— Marta, proszę cię… — zaczęłam cicho. — Andrzej nie jest taki, jak myślisz. On mnie kocha. Ja… ja też go kocham.

— Mamo! — przerwała mi gwałtownie. — Znasz go dopiero pół roku! Przyszedł do twojego życia nagle, a teraz już chcecie się pobrać? Przecież to absurd!

Zacisnęłam usta, czując znajome ukłucie w sercu. Prawda była taka, że Andrzej pojawił się niespodziewanie. Poznałam go na kursie tańca dla seniorów w domu kultury na Pradze. Był wdowcem, miał ciepły uśmiech i opowiadał o swoim ogrodzie pod Warszawą. Z nim poczułam się znowu młoda, potrzebna, widziana. Po latach samotności, po śmierci męża i wyprowadzce Marty do Krakowa, życie stało się szare i ciche. Andrzej wniósł do niego światło.

Ale Marta widziała tylko zagrożenie. — On chce twoich pieniędzy! — krzyczała. — Przecież nawet nie wiesz, czy mówi prawdę o swojej przeszłości! Zastanów się, mamo!

— Nie mam majątku — odpowiedziałam spokojnie. — Mieszkam w tej samej kawalerce od trzydziestu lat. Co on może ode mnie chcieć?

Marta przewróciła oczami i zaczęła chodzić po kuchni tam i z powrotem. — Może mieszkania? Może twojej emerytury? Może po prostu szuka kogoś naiwnego?

Poczułam się upokorzona. Czy naprawdę byłam aż tak naiwna? Czy to możliwe, że miłość w tym wieku to tylko złudzenie? Przez chwilę zwątpiłam w siebie i w Andrzeja.

— Marta… Ja wiem, że się martwisz. Ale ja też mam prawo być szczęśliwa. Całe życie poświęciłam dla ciebie i twojego ojca. Teraz chcę czegoś dla siebie.

Cisza była ciężka jak ołów. Marta patrzyła na mnie z wyrzutem.

— A ja? Ja się nie liczę? — zapytała cicho.

— Liczysz się najbardziej na świecie — odpowiedziałam natychmiast. — Ale nie mogę żyć tylko dla ciebie.

Wyszedł z niej żal, którego nie znałam. — Zawsze byłaś silna, mamo. Po śmierci taty trzymałaś wszystko w ryzach. A teraz… boję się, że ktoś cię skrzywdzi.

Podeszłam do niej i dotknęłam jej ramienia. — Wiem, że chcesz mnie chronić. Ale musisz mi zaufać.

Nie odpowiedziała. Wyszła z kuchni trzaskając drzwiami.

Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam w łóżku i patrzyłam w sufit, słuchając oddechu miasta za oknem. Przypominałam sobie nasze rozmowy z Andrzejem: o młodości spędzonej na Mazurach, o jego wnukach, o moich marzeniach z dzieciństwa. Był czuły i troskliwy, nigdy nie prosił o pieniądze ani nie sugerował wspólnego majątku.

A jednak słowa Marty wracały jak echo: „On cię wykorzystuje”.

Następnego dnia Andrzej przyszedł z bukietem róż i uśmiechem na twarzy. — Coś się stało? Wyglądasz na zmartwioną — zapytał od razu.

Opowiedziałam mu o rozmowie z Martą. Słuchał uważnie, nie przerywał.

— Grażynko… Rozumiem twoją córkę. Też bym się martwił na jej miejscu. Ale kocham cię i chcę być z tobą do końca życia. Jeśli chcesz poczekać z decyzją o ślubie… poczekam tyle, ile trzeba.

Poczułam łzy pod powiekami. — Nie chcę czekać — wyszeptałam. — Chcę być z tobą teraz.

Przez kolejne tygodnie Marta unikała mnie jak ognia. Nie odbierała telefonów, nie odpisywała na wiadomości. Bolało mnie to bardziej niż samotność po śmierci męża.

W końcu pewnego wieczoru zadzwoniła do drzwi. Stała w progu z walizką i zapuchniętymi oczami.

— Mogę zostać na noc? — zapytała cicho.

Przytuliłam ją mocno i poczułam, jak jej ciało drży od płaczu.

— Przepraszam, mamo — wyszeptała później w kuchni przy herbacie. — Po prostu boję się cię stracić.

— Nie stracisz mnie — powiedziałam stanowczo. — Ale musisz mi pozwolić żyć po swojemu.

Marta spojrzała na mnie długo i ciężko westchnęła.

— Dobrze… Ale jeśli on cię skrzywdzi…

— To wtedy będziesz przy mnie — uśmiechnęłam się przez łzy.

Dziś wiem jedno: nigdy nie jest za późno na miłość ani na szczęście. Ale czy można być szczęśliwym bez akceptacji najbliższych? Czy mam prawo wybrać siebie kosztem relacji z córką? Czasem zastanawiam się, czy egoizm jest grzechem… czy może jednak odwagą.