Dlaczego ukryłam przed przyjaciółmi, że kupujemy działkę? Historia o zaufaniu, strachu i utraconych chwilach
– Anka, co się z tobą dzieje? Ostatnio jesteś jakaś nieobecna – usłyszałam głos Magdy przez telefon, kiedy po raz kolejny wymigałam się ze wspólnego spotkania. Przez chwilę milczałam, patrząc przez okno na szare, kwietniowe niebo nad Warszawą. W głowie miałam chaos: radość, lęk i poczucie winy mieszały się ze sobą jak farby na palecie.
Wszystko zaczęło się kilka tygodni wcześniej, kiedy Paweł – mój mąż – wrócił do domu z błyskiem w oku. – Anka, znalazłem coś niesamowitego. Działka pod Warszawą, w Józefowie. Może wreszcie zaczniemy budować nasz dom? – powiedział z entuzjazmem, którego dawno u niego nie widziałam. Przez chwilę czułam się jak dziecko przed Bożym Narodzeniem. Zawsze marzyliśmy o własnym kącie, o ogrodzie, gdzie nasze dzieci będą biegać boso po trawie.
Ale zaraz potem pojawił się strach. Przecież to ogromna decyzja. A co, jeśli się nie uda? Co powiedzą znajomi? W naszym gronie nikt jeszcze nie kupił działki, wszyscy wynajmują mieszkania albo mieszkają u rodziców. Bałam się ich reakcji – czy nie uznają nas za snobów? Czy nie będą zazdrośni albo nie zaczną plotkować?
– Może na razie nikomu nie mówmy – zaproponowałam Pawłowi. – Po co wywoływać zamieszanie? Najpierw załatwmy formalności.
Paweł spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem, ale wzruszył ramionami. – Jak chcesz. Ale przecież to dobra wiadomość.
Przez kolejne tygodnie żyłam w dwóch światach. W jednym byłam żoną, która z mężem jeździ oglądać działkę, rozmawia z architektem i snuje plany na przyszłość. W drugim – przyjaciółką, która udaje, że nic się nie zmieniło, że wszystko jest po staremu. Kiedy Magda pytała mnie o plany na weekend, wymyślałam wymówki: „Muszę odwiedzić ciocię”, „Paweł jest chory”, „Mamy rodzinne sprawy”.
Z każdym dniem czułam coraz większy ciężar na sercu. Z jednej strony chciałam krzyczeć ze szczęścia, z drugiej – bałam się reakcji najbliższych. Pamiętałam, jak kiedyś Ola kupiła nowy samochód i przez miesiąc była tematem plotek: „Skąd miała pieniądze?”, „Na pewno dostała od rodziców”. Nie chciałam być kolejną bohaterką takich rozmów.
W końcu nadszedł dzień podpisania umowy. Siedzieliśmy z Pawłem w kancelarii notarialnej, a ja czułam, jak drżą mi ręce. Kiedy notariusz wręczył nam akt własności, Paweł ścisnął moją dłoń i szepnął: – Zrobiliśmy to.
Powinnam była być szczęśliwa. Ale zamiast tego poczułam pustkę. Chciałam zadzwonić do Magdy, Oli i Michała – podzielić się tą chwilą, zaprosić ich na kawę na naszej przyszłej działce. Ale coś mnie powstrzymało. Strach był silniejszy niż radość.
Minęły kolejne dni. Przyjaciele coraz częściej pytali mnie o powody mojej nieobecności. Magda napisała długiego smsa: „Anka, martwię się o ciebie. Jeśli coś się dzieje, możesz mi powiedzieć”. Przez chwilę miałam ochotę napisać prawdę, ale znów wybrałam milczenie.
W domu atmosfera też zaczęła gęstnieć. Paweł był coraz bardziej rozczarowany moją postawą.
– Czemu nie chcesz się pochwalić? Przecież to nasz sukces! – pytał wieczorami.
– Boję się… Nie rozumiesz? Boję się ich reakcji. Boję się zazdrości, plotek…
– Ale przecież to twoi przyjaciele! Jeśli cię kochają, będą się cieszyć razem z tobą.
Nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Może miał rację? A może znałam ich lepiej niż on?
W końcu nadszedł dzień urodzin Magdy. Spotkaliśmy się całą paczką w jej mieszkaniu na Mokotowie. Siedziałam przy stole, słuchałam rozmów o pracy, dzieciach i wakacjach. W pewnym momencie Ola spojrzała na mnie podejrzliwie:
– Anka, ty coś ukrywasz. Ostatnio jesteś jakaś inna.
Zrobiło mi się gorąco. Wszyscy patrzyli na mnie w oczekiwaniu.
– No dobrze… – zaczęłam cicho. – Kupiliśmy z Pawłem działkę pod Warszawą.
Zapadła cisza. Przez chwilę nikt się nie odezwał.
– Serio? – zapytała Magda z niedowierzaniem.
– Tak… Chcieliśmy wam powiedzieć wcześniej, ale…
– Ale co? – przerwała Ola.
– Bałam się waszej reakcji. Bałam się zazdrości…
Nagle poczułam łzy pod powiekami. Michał pokręcił głową:
– Anka, przecież jesteśmy przyjaciółmi! Dlaczego nam nie zaufałaś?
Magda objęła mnie ramieniem:
– Gdybyś powiedziała od razu, świętowalibyśmy razem z tobą.
Poczułam ulgę i wstyd jednocześnie. Uświadomiłam sobie, jak bardzo zawiodłam ich zaufanie i jak wiele straciłam przez własny strach.
Dziś często wracam myślami do tamtych dni. Czy warto było ukrywać prawdę? Czy strach przed oceną powinien być silniejszy niż przyjaźń? Może czasem lepiej zaufać bliskim i pozwolić im być częścią naszych ważnych chwil…