Babcia, która chciała tylko dobrze: Historia niedocenionej miłości
— Zofia, nie przesadzaj, przecież to tylko dziecko! — usłyszałam głos mojej synowej, Magdy, kiedy po raz kolejny próbowałam przekonać ją, że czterolatek nie powinien tyle czasu spędzać przed tabletem. Stałam w kuchni, z rękami mokrymi od wody, bo właśnie zmywałam po obiedzie. Wnuk, Staś, siedział w salonie i śmiał się do ekranu. Magda patrzyła na mnie z irytacją, a ja czułam, jak narasta we mnie bezsilność.
Jeszcze kilka lat temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Pracowałam jako prywatna niania u różnych rodzin w Warszawie. Dzieci mnie lubiły, rodzice doceniali — nie tylko gotowałam i sprzątałam, ale też pomagałam w lekcjach, prowadziłam na zajęcia dodatkowe. Czułam się potrzebna. Miałam swoje pieniądze i poczucie sensu. Wszystko zmieniło się, gdy mój syn Bartek postanowił się ożenić i zamieszkać z Magdą.
Na początku byłam szczęśliwa. Wreszcie miałam własnego wnuka! Staś był moim oczkiem w głowie. Kiedy Magda wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim, zaproponowałam, że zajmę się małym. — Po co macie płacić obcej osobie? — przekonywałam ich. — Ja to zrobię z miłością.
Przez pierwsze miesiące wszystko układało się dobrze. Gotowałam obiady, sprzątałam mieszkanie, odbierałam Stasia z przedszkola i prowadziłam na angielski. Bartek był wdzięczny, Magda — przynajmniej tak mi się wydawało — również. Ale z czasem zaczęły się drobne spięcia.
— Mamo, Staś nie musi mieć codziennie domowego obiadu — mówiła Magda. — Możemy zamówić pizzę albo coś prostego.
— Ale on jest jeszcze mały! Potrzebuje zdrowego jedzenia — odpowiadałam.
— Ty zawsze wszystko wiesz lepiej — rzucała z przekąsem.
Zaczęło się od drobiazgów: nie tak poskładane ubrania, nie ta bajka przed snem, za dużo warzyw na talerzu. Czułam się coraz bardziej jak intruz we własnym domu. Bartek próbował łagodzić sytuację:
— Mamo, Magda jest zmęczona po pracy. Daj jej trochę luzu.
Ale ja też byłam zmęczona! Pracowałam całe życie, a teraz miałam być tylko dodatkiem do ich codzienności?
Pewnego dnia Staś wrócił z przedszkola z gorączką. Zostawiłam wszystko i całą noc czuwałam przy jego łóżku. Rano Magda weszła do pokoju i zobaczyła mnie skuloną na krześle.
— Nie trzeba było tu spać — powiedziała chłodno. — Przecież mamy termometr i leki.
Poczułam ukłucie w sercu. Czy naprawdę przesadzam? Czy moja troska jest już niemile widziana?
Z czasem zaczęli coraz częściej wychodzić wieczorami — kino, kolacja ze znajomymi. Zostawiali mi Stasia i wracali późno w nocy. Nie miałam już siły protestować. Czułam się jak darmowa opiekunka.
Któregoś dnia usłyszałam przypadkiem rozmowę Bartka i Magdy w sypialni:
— Twoja mama za bardzo się wtrąca — mówiła Magda szeptem. — Staś jest rozpuszczony przez nią.
— Ale ona chce dobrze… — próbował tłumaczyć Bartek.
— Może powinniśmy znaleźć kogoś innego do opieki? Albo przedszkole całodzienne?
Serce mi pękło. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Przypomniały mi się czasy, gdy byłam młoda i sama musiałam radzić sobie z wychowaniem Bartka po śmierci męża. Też wtedy czułam się samotna i niedoceniona.
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Bartkiem.
— Synku… czy ja naprawdę przeszkadzam? Może powinnam wrócić do siebie?
Bartek spojrzał na mnie bezradnie.
— Mamo… My cię kochamy, ale Magda ma rację. Czasem czujemy się przytłoczeni twoją obecnością.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez chwilę miałam ochotę spakować walizkę i wyjść bez słowa. Ale wtedy Staś podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
— Babciu, nie idź! Kocham cię!
Łzy napłynęły mi do oczu. Czy naprawdę jestem tylko ciężarem? Czy można kochać za bardzo?
Zaczęłam się wycofywać. Przestałam gotować codziennie obiady, nie narzucałam się ze swoimi radami. Magda wydawała się zadowolona, Bartek mniej zestresowany. Ale ja czułam pustkę.
Znalazłam ogłoszenie o pracy jako niania u innej rodziny. Zgłosiłam się — przyjęli mnie od razu. Dzieci były cudowne, rodzice wdzięczni za każdą pomoc. Po raz pierwszy od dawna poczułam się potrzebna.
W domu Bartka bywałam coraz rzadziej. Staś tęsknił za mną, ale Magda wydawała się szczęśliwsza bez mojej obecności.
Któregoś wieczoru Bartek zadzwonił do mnie:
— Mamo… Staś pyta o ciebie codziennie. Może mogłabyś go odebrać z przedszkola?
Zgodziłam się bez wahania. Kiedy zobaczył mnie w drzwiach sali, rzucił mi się na szyję.
— Babciu! Myślałem, że już nie przyjdziesz!
Wtedy zrozumiałam, że choć nie zawsze jestem doceniana przez dorosłych, dla mojego wnuka jestem całym światem.
Czasem zastanawiam się: czy można dać z siebie za dużo? Czy miłość babci powinna mieć granice? A może to świat dorosłych zapomniał już, jak ważna jest obecność tych, którzy kochają bezwarunkowo?