On nie jest twój, ale proszę, zaopiekuj się nim – Historia Alicji
– Proszę… On nie jest twój, ale zaopiekuj się nim – usłyszałam drżący głos tuż za sobą. Zatrzymałam się w pół kroku, klucze wciąż ściskałam w dłoni. Odwróciłam się powoli, serce waliło mi jak młotem. Przede mną stała kobieta – drobna, z podkrążonymi oczami, trzymająca za rękę chłopca. Chłopiec miał może pięć lat, patrzył na mnie wielkimi, ciemnymi oczami, w których czaił się strach i coś jeszcze – nadzieja?
– Przepraszam… – zaczęłam niepewnie. – O co chodzi?
Kobieta rozejrzała się nerwowo po podwórku. – Nie mam czasu tłumaczyć. On nie jest twój… Ale proszę, tylko na jedną noc. Jutro wrócę. Muszę coś załatwić. Proszę…
Chciałam zaprotestować, zapytać, kim jest ten chłopiec, dlaczego właśnie ja… Ale spojrzałam na niego i coś we mnie pękło. Może to przez to zmęczenie, może przez samotność, która od miesięcy wypełniała nasz dom mimo obecności męża. Może przez to, że nigdy nie mogłam mieć własnych dzieci.
– Jak ma na imię? – zapytałam cicho.
– Michałek – odpowiedziała kobieta i już jej nie było. Zniknęła w ciemności, zostawiając mnie z obcym dzieckiem na klatce schodowej.
Stałam tak przez chwilę, nie wiedząc, co robić. Michałek patrzył na mnie wyczekująco. Wzięłam go za rękę i weszliśmy do mieszkania. W środku panował półmrok i cisza. Mąż jeszcze nie wrócił z pracy.
– Jesteś głodny? – zapytałam.
Pokiwał głową. Zrobiłam mu kanapkę z serem i nalałam szklankę mleka. Jadł powoli, jakby nie był pewien, czy może zaufać tej chwili.
– Gdzie jest twoja mama? – spytałam ostrożnie.
Wzruszył ramionami. – Powiedziała, że wróci jutro.
Usiadłam naprzeciwko niego i poczułam, jak narasta we mnie panika. Co ja zrobiłam? Przygarnęłam obce dziecko! Co jeśli ona nie wróci? Co jeśli to jakaś pułapka?
Usłyszałam szczęk klucza w zamku. Mąż wszedł do przedpokoju, rzucił torbę na podłogę i spojrzał na nas zdziwiony.
– Alicja? Kto to?
– To… Michałek. Długa historia. Muszę ci wszystko wyjaśnić.
Opowiedziałam mu wszystko, a on słuchał z niedowierzaniem.
– Przecież to szaleństwo! – wybuchł w końcu. – Nie możemy tak po prostu przyjąć obcego dziecka! Co jeśli ktoś nas o coś oskarży? Co jeśli ta kobieta nie wróci?
– Nie mogłam go zostawić! – krzyknęłam rozpaczliwie. – Widziałeś jego oczy? Był przerażony!
Mąż westchnął ciężko i wyszedł do kuchni. Michałek patrzył na mnie z lękiem.
– Nie martw się – powiedziałam cicho. – Wszystko będzie dobrze.
Wieczorem położyłam go spać w pokoju gościnnym. Siedziałam przy nim, aż zasnął. Patrzyłam na jego spokojną twarz i czułam dziwną mieszankę strachu i czułości.
Noc była niespokojna. Budziłam się co chwilę, nasłuchując kroków na klatce schodowej. Nad ranem zadzwoniła moja mama.
– Alicja, słyszałam od sąsiadki, że przygarnęłaś jakieś dziecko? Co ty wyprawiasz?
– Mamo, to tylko na jedną noc…
– Ty zawsze musisz się w coś wplątać! A jeśli to dziecko jest chore? A jeśli ktoś cię oskarży o porwanie?
Zacisnęłam zęby i rozłączyłam się bez słowa.
Mąż był chłodny przez cały poranek. Unikał mojego wzroku, rzucał krótkie uwagi pod nosem.
– To twoja decyzja – powiedział w końcu. – Ale jeśli ona dziś nie wróci, dzwonimy na policję.
Czekałam cały dzień jak na szpilkach. Michałek bawił się klockami w salonie, czasem zerkał na drzwi z nadzieją. Próbowałam go zagadywać, ale był zamknięty w sobie.
Wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi. Serce mi stanęło. Otworzyłam i zobaczyłam tę samą kobietę co wczoraj – wyglądała jeszcze gorzej niż wtedy.
– Dziękuję… – wyszeptała łamiącym się głosem. – Musiałam wszystko załatwić… Teraz już będzie dobrze.
Chciałam ją zatrzymać, zapytać o szczegóły, ale ona tylko uśmiechnęła się smutno i przytuliła Michałka.
– Dziękuję pani…
Patrzyłam za nimi przez okno jeszcze długo po tym, jak zniknęli za rogiem ulicy. W mieszkaniu panowała cisza.
Mąż podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
– Dobrze zrobiłaś – powiedział cicho.
Ale ja nie mogłam przestać myśleć o tej kobiecie i jej dziecku. Kim była? Dlaczego musiała zostawić syna obcej osobie? Czy naprawdę wszystko będzie dobrze?
Od tamtej pory często wracam myślami do tej nocy. Czy zrobiłam dobrze? Czy można zaufać obcemu człowiekowi w potrzebie? A może czasem trzeba po prostu posłuchać serca?