Nie wszystko złoto, co się świeci – Moja historia pracy u państwa Nowaków, która zmieniła mnie na zawsze

– Marto, zostaniesz dziś dłużej? – głos pani Nowak rozbrzmiał w kuchni, gdy zmywałam kubki po kolacji. Jej ton był jak zawsze uprzejmy, ale w oczach widziałam cień niepokoju.

– Oczywiście, pani Anno – odpowiedziałam, choć w środku czułam zmęczenie po całym dniu zabawy z małą Zosią i odrabiania lekcji z Antkiem. Praca u Nowaków była spełnieniem moich marzeń – przynajmniej tak mi się wydawało. Luksusowy dom na Wilanowie, eleganckie wnętrza, codziennie świeże kwiaty na stole. Pensja zawsze na czas, a dzieci… dzieci były cudowne. Czasem tylko czułam się jak mebel – niewidzialna, choć obecna.

Tego wieczoru coś było inaczej. Pan Nowak wrócił wcześniej niż zwykle. Zamiast zwyczajowego „dobry wieczór”, rzucił mi krótkie spojrzenie i zamknął się w gabinecie. Słyszałam przez drzwi podniesione głosy – kłócili się z żoną. Szeptałam do siebie: „To nie moja sprawa, to nie moja sprawa…”

Kiedy wyszłam po pracy, było już ciemno. Szłam szybkim krokiem do przystanku, gdy poczułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam się – pan Nowak stał w cieniu bramy. Udawał, że rozmawia przez telefon, ale widziałam, jak śledzi każdy mój ruch. Serce waliło mi jak młotem. Po raz pierwszy poczułam strach.

Następnego dnia próbowałam zachowywać się normalnie. Pani Anna była blada i spięta. Zosia płakała bez powodu, a Antek zamknął się w swoim pokoju. W powietrzu wisiała jakaś tajemnica. Po południu znalazłam na stole list – adresowany do mnie. „Marto, musimy porozmawiać. Proszę, zostań po pracy.”

Nie mogłam odmówić. Położyłam dzieci spać i zeszłam do salonu. Pani Anna siedziała przy stole z kieliszkiem wina.

– Marto… – zaczęła cicho – Czy zauważyłaś coś dziwnego w zachowaniu mojego męża?

Zamarłam. Czy to pułapka? Czy mam być lojalna wobec pracodawczyni czy wobec prawdy?

– Ostatnio wydaje się… zdenerwowany – odpowiedziałam ostrożnie.

Pani Anna spuściła wzrok.

– On mnie zdradza – wyszeptała. – Wiem o tym od dawna. Ale teraz… teraz boję się o dzieci.

Zrobiło mi się jej żal. Chciałam ją przytulić, ale wiedziałam, że nie mogę przekroczyć tej granicy.

– Czy mogę coś zrobić? – zapytałam.

– Tak – spojrzała mi prosto w oczy – Musisz mi powiedzieć prawdę. Czy on… czy on próbował cię skrzywdzić?

Zaniemówiłam. Przypomniałam sobie jego spojrzenia, przypadkowe dotknięcia, które zawsze tłumaczyłam sobie jako przypadek. Czy naprawdę byłam aż tak ślepa?

– Nie… Nie wiem… – wydukałam.

Pani Anna rozpłakała się.

– Przepraszam, nie powinnam cię w to mieszać… Ale jestem sama. On mnie kontroluje, sprawdza każdy mój krok…

Wróciłam do domu roztrzęsiona. Całą noc nie spałam, analizując każde wspomnienie z ostatnich miesięcy. Rano podjęłam decyzję: muszę być czujna.

Przez kolejne dni pan Nowak coraz częściej pojawiał się niespodziewanie w domu w ciągu dnia. Zosia zaczęła moczyć się w nocy, Antek zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Pani Anna chudła w oczach.

Pewnego popołudnia usłyszałam krzyk z gabinetu. Wbiegłam tam bez zastanowienia – pan Nowak trzymał żonę za ramię tak mocno, że aż zbielały jej palce.

– Proszę ją puścić! – krzyknęłam.

Spojrzał na mnie z pogardą.

– To nie twoja sprawa, Marto.

Ale już nie byłam tą samą cichą nianią co kiedyś.

– Jeśli jeszcze raz zobaczę coś takiego, zadzwonię na policję.

Odsunął się od żony i wyszedł trzaskając drzwiami. Pani Anna osunęła się na podłogę i zaczęła płakać.

Od tego dnia wszystko się zmieniło. Pan Nowak zaczął mnie jawnie ignorować lub traktować z chłodną wyższością. Pani Anna coraz częściej prosiła mnie o zostanie dłużej, a dzieci lgnęły do mnie jak nigdy wcześniej.

W końcu przyszedł dzień, kiedy musiałam podjąć decyzję: zostać i dalej patrzeć na cierpienie tej rodziny czy odejść i ratować siebie? Wiedziałam już za dużo.

Zadzwoniłam do mojej mamy.

– Mamo… boję się tam wracać – powiedziałam przez łzy.

– Marto, musisz zadbać o siebie. Ale jeśli możesz pomóc tej kobiecie i dzieciom… nie zostawiaj ich samych.

Następnego dnia zebrałam się na odwagę i porozmawiałam z panią Anną o pomocy psychologicznej i o tym, że powinna zgłosić sprawę na policję. Bała się, ale wiedziała już, że nie jest sama.

Odeszłam z pracy u Nowaków tydzień później. Dostałam wiadomość od pani Anny: „Dziękuję ci za wszystko. Dzięki tobie znalazłam siłę.”

Dziś wiem jedno: nie wszystko złoto, co się świeci. Za pięknymi fasadami często kryje się ból i cierpienie, których nie widać na pierwszy rzut oka.

Czasem zastanawiam się: ile jeszcze takich rodzin żyje obok nas? Ile osób milczy ze strachu? Czy gdybym wtedy nie zareagowała, miałabym sobie to kiedykolwiek wybaczyć?