„Nie masz prawa mieć dzieci, dopóki twoje siostrzeństwo nie dorośnie!” – Historia rodziny rozdzieranej przez ojcowską kontrolę
– Magda, nie rozumiesz? Nie możesz mieć teraz dzieci! – głos ojca odbijał się echem od ścian naszego starego mieszkania na Pradze. Siedziałam przy kuchennym stole, ściskając w dłoniach kubek z zimną już herbatą. Moja matka patrzyła na mnie z kąta pokoju, jakby chciała coś powiedzieć, ale bała się odezwać.
– Tato, mam trzydzieści dwa lata. Chcę założyć rodzinę. To moje życie! – głos mi drżał, ale starałam się nie płakać.
– Twoje życie? – prychnął. – A co z dziećmi twojego brata? Kto się nimi zajmie, jeśli nie ty? Przecież wiesz, że Kasia zostawiła Bartka i chłopcy mają tylko nas!
Zacisnęłam zęby. Od zawsze byłam tą „drugą”. Bartek, mój starszy brat, był oczkiem w głowie ojca. Kiedy jego żona odeszła, cała rodzina rzuciła się na ratunek. Ja też – przez ostatnie trzy lata pomagałam przy siostrzeńcach: odbierałam ich z przedszkola, gotowałam obiady, siedziałam z nimi wieczorami, gdy Bartek pracował na nocną zmianę. Ale teraz… teraz chciałam czegoś dla siebie.
– Tato, nie mogę wiecznie żyć dla innych! – wybuchłam. – Chcę mieć swoje dziecko! Chcę być matką!
Ojciec spojrzał na mnie tak, jakby pierwszy raz mnie widział.
– Dopóki chłopcy nie dorosną, nie masz prawa myśleć o własnych dzieciach. Rodzina jest najważniejsza! – powiedział twardo.
Wybiegłam z kuchni i zatrzasnęłam za sobą drzwi do swojego pokoju. Oparłam się o ścianę i pozwoliłam łzom płynąć. Czułam się jak więzień we własnym domu. Mój chłopak, Michał, czekał na mnie od miesięcy z pierścionkiem zaręczynowym. Wiedziałam o tym – planował oświadczyny na nasze wspólne wakacje w Bieszczadach. Ale jak miałam mu powiedzieć, że mój ojciec nie pozwala mi mieć dzieci?
Następnego dnia zadzwonił Bartek.
– Magda, słyszałem, co się stało. Tata jest… no wiesz jaki jest. Ale chłopcy cię potrzebują.
– A ja? – zapytałam cicho. – Kto mnie potrzebuje?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Przepraszam – powiedział w końcu Bartek. – Wiem, że to niesprawiedliwe.
Chciałam krzyczeć, ale zabrakło mi sił.
Wieczorem Michał przyszedł do mnie z bukietem tulipanów.
– Co się dzieje? Jesteś nieobecna od tygodni.
Opowiedziałam mu wszystko. O ojcu, o Bartku, o chłopcach. Michał słuchał w milczeniu, a potem ujął moją dłoń.
– Magda… kocham cię. Chcę być z tobą i mieć z tobą dzieci. Ale musisz sama zdecydować: czy chcesz żyć dla siebie, czy dla innych.
Tej nocy nie spałam. Przewracałam się z boku na bok, myśląc o tym wszystkim, co poświęciłam dla rodziny. O wszystkich urodzinach siostrzeńców, które organizowałam, o nocach spędzonych przy ich łóżkach, gdy mieli gorączkę. O tym, jak mój ojciec nigdy nie zapytał mnie o moje marzenia.
W pracy byłam cieniem samej siebie. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku. Kłamałam: „Tak, po prostu jestem zmęczona”.
W weekend poszłam do matki.
– Mamo… dlaczego tata zawsze stawia Bartka nade mną? Dlaczego ja muszę rezygnować ze swojego życia?
Matka spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
– Bo on sam nigdy nie miał wyboru – wyszeptała. – Jego ojciec też mu mówił, co ma robić. Myślał, że tak trzeba.
Poczułam gniew i smutek jednocześnie.
– Ale ja nie chcę tak żyć! – powiedziałam głośniej niż zamierzałam.
Wróciłam do domu i napisałam list do ojca:
„Tato,
Kocham naszą rodzinę i zawsze chciałam pomagać. Ale jestem też człowiekiem i mam prawo do własnego szczęścia. Nie mogę dłużej rezygnować z siebie dla innych. Chcę mieć swoje życie i swoją rodzinę. Proszę cię o zrozumienie.”
Nie odpowiedział od razu. Przez kilka dni panowała cisza. W końcu przyszedł do mnie wieczorem.
– Przeczytałem twój list – powiedział cicho. – Nie rozumiem cię… ale może powinienem spróbować.
Nie było łez ani wielkiego pojednania. Ale po raz pierwszy poczułam ulgę.
Dziś stoję przed wyborem: czy odważyć się na własne życie mimo sprzeciwu ojca? Czy można być szczęśliwym, jeśli ciągle żyje się według cudzych zasad?
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: ile jeszcze muszę poświęcić dla innych? Czy naprawdę jestem winna temu, że chcę być szczęśliwa?