W deszczu pod blokiem w Warszawie mój pies ciągnął mnie do radiowozu. Dopiero wtedy zrozumiałem, że nie uciekam już tylko przed depresją
Wszystko zaczęło się w noc, kiedy mój pies wciągnął mnie w sam środek zdarzenia z policją i krwią na chodniku. Byłem po rozwodzie i żyłem jak cień, a on — zwykły kundel — zmusił mnie do decyzji, których nie da się cofnąć. Dziś wiem, że czasem rodzina zaczyna się od smyczy w dłoni i od tego, czy zostaniesz, kiedy najłatwiej jest zniknąć.