Moja synowa poprosiła mnie o opiekę nad jej matką: pięć lat, które zmieniły wszystko

— Mamo, muszę cię o coś poprosić — głos mojego syna, Pawła, drżał przez telefon. Był środek listopada, a ja siedziałam przy kuchennym stole, patrząc na szarą ulicę za oknem. — Co się stało? — zapytałam, czując narastający niepokój. — To chodzi o mamę Kasi… Ona… ona nie daje już rady sama. Kasia nie może wrócić z Nowego Jorku, a jej mama… no wiesz, jest coraz słabsza.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, w mojej głowie pojawiły się obrazy: Kasia, moja synowa, którą widziałam tylko raz, przez ekran komputera; jej matka, pani Halina, z którą zamieniłam zaledwie kilka słów na ślubie dzieci. Nigdy nie przypuszczałam, że nasze losy tak się splecą.

— Mamo, wiem, że to dużo… Ale ty masz doświadczenie z opieką nad wnukiem, a teraz jesteś już na emeryturze…

Zgodziłam się. Może z litości, może z poczucia obowiązku. Może dlatego, że zawsze chciałam być potrzebna. Następnego dnia Paweł przywiózł panią Halinę do mojego mieszkania na warszawskim Mokotowie.

Pierwsze dni były niezręczne. Pani Halina była cicha, zamknięta w sobie. Siedziała w fotelu przy oknie i patrzyła na przechodniów. Próbowałam ją zagadywać:

— Może herbaty? — zaproponowałam.
— Dziękuję — odpowiedziała krótko.

Czułam się jak intruz we własnym domu. Każdy jej ruch wydawał mi się oceną mojego życia. Z czasem zaczęły się drobne konflikty: gdzie trzymać cukier, jak wieszać pranie, kiedy podlewać kwiaty. Pani Halina miała swoje przyzwyczajenia i nie zamierzała z nich rezygnować.

Najgorzej było wieczorami. Siedziałyśmy w milczeniu przy telewizorze. Ona oglądała seriale historyczne, ja wolałam wiadomości. Kiedy próbowałam przełączyć kanał, patrzyła na mnie z wyrzutem.

— U mnie w domu zawsze oglądało się „Koronę Królów” — powiedziała pewnego razu.
— U mnie raczej „Fakty” — odpowiedziałam z uśmiechem.

Nie odwzajemniła uśmiechu.

Mijały tygodnie. Paweł dzwonił coraz rzadziej. Kasia pisała krótkie maile z Nowego Jorku: „Dziękuję za opiekę nad mamą”, „Jestem wdzięczna”, „Przepraszam, że nie mogę być bliżej”. Czułam się coraz bardziej samotna i wykorzystywana.

Pewnego dnia pani Halina upadła w łazience. Złamała biodro. Spędziłyśmy razem kilka godzin na izbie przyjęć w szpitalu na Banacha. Trzymałam ją za rękę, kiedy lekarz mówił o operacji i długiej rehabilitacji.

— Przepraszam — wyszeptała wtedy po raz pierwszy od miesięcy.
— Za co? — zapytałam zaskoczona.
— Za to wszystko… Nie chciałam być ciężarem.

Wróciłyśmy do domu z kulami i nowymi obowiązkami. Musiałam pomagać jej wstać, myć się, gotować specjalne posiłki. Byłam zmęczona fizycznie i psychicznie. Zaczęłam mieć żal do syna i synowej. Dlaczego to ja muszę wszystko dźwigać?

Pewnego wieczoru zadzwoniła Kasia.
— Mamo Aniu… — zaczęła niepewnie — wiem, że to trudne… Ale mama nie ma nikogo poza mną…
— A ja? — przerwałam jej ostro. — Ja też mam swoje życie! Czy ktoś o tym pomyślał?

Po tej rozmowie długo płakałam. Czułam się winna za swoje słowa, ale też wściekła na całą sytuację. Zaczęłam rozmawiać z sąsiadką, panią Zosią.

— Nie możesz tak dalej — powiedziała mi pewnego dnia. — Musisz postawić granice.

Spróbowałam. Powiedziałam Pawłowi, że potrzebuję pomocy. Zorganizował opiekunkę na kilka godzin dziennie. To trochę odciążyło mnie fizycznie, ale psychicznie czułam się coraz bardziej wypalona.

Pani Halina zaczęła chorować coraz częściej. Były dni, kiedy nie poznawała mnie ani siebie w lustrze. Zdarzało się, że budziła mnie w środku nocy:

— Gdzie jestem? Gdzie jest moja córka?

Tłumaczyłam jej cierpliwie wszystko od nowa. Czasem płakałyśmy razem.

Minęło pięć lat. Pani Halina odeszła spokojnie we śnie w moim domu. Kasia przyleciała na pogrzeb — pierwszy raz od ślubu syna. Stałyśmy razem nad grobem jej matki i milczałyśmy długo.

Po wszystkim podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
— Dziękuję ci za wszystko… Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.

Nie odpowiedziałam nic. Wróciłam do pustego mieszkania i usiadłam przy tym samym kuchennym stole co pięć lat temu.

Czy rodzina to tylko więzy krwi? Czy poświęcenie ma sens, jeśli nikt go nie docenia? Czasem myślę: czy gdybym mogła cofnąć czas… zrobiłabym to samo?