Gorzki wybór mojej teściowej: Jak faworyzowanie syna zniszczyło naszą rodzinę
— Znowu to samo, Aniu? — głos teściowej przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy zlewie, myjąc talerze po niedzielnym obiedzie, a ona patrzyła na mnie z tym swoim chłodnym uśmiechem. — Nie rozumiem, dlaczego nie możesz zrobić tego tak, jak robiła to moja mama. Nawet Radek potrafi lepiej.
Zacisnęłam zęby. Radek, młodszy brat mojego męża Pawła, był oczkiem w głowie teściowej. Zawsze miał rację, zawsze był chwalony, nawet kiedy robił coś źle. Ja natomiast byłam tą „obcą”, która nigdy nie potrafiła sprostać jej oczekiwaniom. Czułam się jak intruz we własnym domu.
Pamiętam pierwszy raz, kiedy Paweł przyprowadził mnie do ich mieszkania na warszawskim Mokotowie. Byłam wtedy pełna nadziei, że zostanę zaakceptowana. Ale już wtedy zobaczyłam w oczach pani Haliny cień niezadowolenia. — Pawełku, na pewno wiesz, co robisz? — zapytała go na osobności, myśląc, że nie słyszę. Udawałam, że nie słyszę.
Z czasem było tylko gorzej. Każda niedziela wyglądała tak samo: ja w kuchni z teściową, Paweł próbujący łagodzić napięcie i Radek, który pojawiał się tylko wtedy, gdy trzeba było coś zjeść lub odebrać pochwały za swoje „osiągnięcia”.
— Aniu, a może ty byś się nauczyła gotować bigos tak jak Radek? On zawsze robi taki aromatyczny… — rzuciła pewnego razu teściowa. — Może powinnaś poprosić go o przepis?
Zacisnęłam dłonie na ściereczce. — Może po prostu nie każdy musi robić wszystko tak samo — odpowiedziałam cicho.
Teściowa spojrzała na mnie z politowaniem. — W tej rodzinie liczy się tradycja.
Paweł próbował mnie wspierać. — Mamo, daj spokój Ani. Każdy ma swój sposób — mówił stanowczo. Ale ona tylko wzdychała i przewracała oczami.
Najgorsze przyszło wtedy, gdy zachorowałam. Diagnoza: przewlekłe zapalenie trzustki. Lekarze kazali mi przejść na ścisłą dietę i unikać stresu. Ale jak miałam to zrobić, skoro każda wizyta u teściowej była dla mnie źródłem lęku?
— Przesadzasz, Aniu — mówiła Halina, kiedy tłumaczyłam jej, że nie mogę jeść tłustych potraw. — Radek też miał kiedyś problemy zdrowotne i jakoś nie narzekał.
Radek siedział wtedy przy stole i uśmiechał się pod nosem. — Może po prostu trzeba być twardszym — rzucił.
Czułam się coraz gorzej. Paweł widział moje cierpienie i coraz częściej proponował, żebyśmy ograniczyli wizyty u jego matki. Ale ona nie dawała za wygraną.
— Pawełku, nie możesz zostawić matki samej! Radek jest taki zajęty pracą… Tylko ty możesz mi pomóc — mówiła przez telefon niemal codziennie.
W końcu doszło do otwartego konfliktu. Pewnego wieczoru Paweł wrócił do domu zdenerwowany.
— Mama powiedziała mi dziś wprost, że żałuje, że się ożeniłem. Że przez ciebie rodzina się rozpada — powiedział z goryczą.
Łzy napłynęły mi do oczu. — Przepraszam… Nie chciałam tego wszystkiego.
Paweł objął mnie mocno. — To nie twoja wina. Ona nigdy nie zaakceptuje nikogo poza Radkiem.
Od tego dnia zaczęliśmy się oddalać od rodziny Pawła. Przestaliśmy jeździć na niedzielne obiady, ograniczyliśmy kontakty do minimum. Ale to nie rozwiązało problemu.
Teściowa zaczęła dzwonić do Radka i skarżyć się na nas. On z kolei rozpowiadał po rodzinie, że jestem leniwa i nie dbam o Pawła. Plotki szybko się rozeszły.
Pewnego dnia spotkałam ciotkę Pawła na bazarze.
— Aniu, co się dzieje? Słyszałam od Haliny, że nie chcesz już być częścią rodziny… — powiedziała z troską.
Poczułam gulę w gardle. — To nieprawda… Po prostu potrzebujemy spokoju.
Ale nikt nie chciał słuchać mojej wersji wydarzeń.
Wkrótce potem zachorował Paweł. Stres związany z konfliktem rodzinnym odbił się na jego zdrowiu. Zaczął mieć problemy ze snem, pojawiły się ataki paniki.
— Nie dam rady tak dłużej — powiedział pewnego wieczoru. — Może powinniśmy wyjechać z Warszawy? Zacząć wszystko od nowa?
Zgodziłam się bez wahania. Wynajęliśmy małe mieszkanie pod Łodzią i zerwaliśmy kontakt z rodziną Pawła niemal całkowicie.
Ale nawet wtedy teściowa nie dawała nam spokoju. Pisała listy, dzwoniła do sąsiadów, próbowała wymusić na nas powrót.
— Pawełku, Radek jest taki samotny bez ciebie… Ja też już nie mam siły… — płakała przez telefon.
Paweł był rozdarty między lojalnością wobec matki a potrzebą ochrony naszej rodziny.
— Może powinienem wrócić? Może przesadziliśmy? — pytał mnie często.
Ale ja wiedziałam jedno: dopóki Halina będzie faworyzować Radka i traktować mnie jak intruza, nic się nie zmieni.
Minęły dwa lata od naszej wyprowadzki. Paweł powoli odzyskuje spokój, ja nauczyłam się żyć z chorobą i własnymi ograniczeniami. Ale rana pozostała.
Czasem zastanawiam się: czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy można wygrać z matczyną miłością ślepą na krzywdę innych? A może są sytuacje, w których jedynym wyjściem jest odejście?
Czy naprawdę byłam niewystarczająca… czy po prostu nigdy nie miałam szansy?