Moje pierwsze spotkanie z przyszłą teściową – wieczór, który zmienił wszystko
– Wiesz, Marto, mam nadzieję, że nie jesteś jedną z tych dziewczyn, które myślą, że wszystko im się należy – powiedziała pani Halina, ledwo przekroczyłam próg ich mieszkania. Głos miała cichy, ale w jej oczach czaiło się coś ostrego, czego nie potrafiłam nazwać. Stałam przez chwilę w przedpokoju, ściskając bukiet tulipanów, który miał być miłym gestem, a teraz wydawał się śmiesznie nieadekwatny.
Michał, mój chłopak, spojrzał na mnie przepraszająco i ścisnął moją dłoń. – Mamo, daj spokój. Przecież dopiero weszliśmy.
– Ja tylko pytam – odparła jego matka, poprawiając okulary na nosie. – Lepiej wiedzieć od razu, na czym się stoi.
Już wtedy wiedziałam, że ten wieczór nie będzie zwykłym obiadem. W powietrzu wisiało napięcie, jakby cała rodzina grała w jakąś grę, której zasad nie znałam. W salonie czekał już pan Zbigniew – ojciec Michała – z gazetą w ręku i wyrazem twarzy człowieka, który wolałby być gdziekolwiek indziej. Obok niego siedziała siostra Michała, Aneta, z telefonem przyklejonym do dłoni i miną obrażonej księżniczki.
– Proszę, usiądźcie – powiedziała pani Halina tonem gospodyni, która nie zamierza oddać pola. – Obiad zaraz będzie gotowy.
Usiadłam na brzegu kanapy, czując się jak intruz. Michał próbował rozluźnić atmosferę żartami o korkach na trasie i pogodzie, ale nikt nie podchwycił tematu. Z kuchni dochodził zapach pieczonego kurczaka i zupy pomidorowej – niby swojsko, a jednak obco.
– Marto, czym się zajmujesz? – zapytała nagle Aneta, nie odrywając wzroku od telefonu.
– Studiuję psychologię na UW – odpowiedziałam, starając się brzmieć pewnie.
– Ooo… psychologia… – mruknął pan Zbigniew. – To teraz modne. Ale czy po tym jest jakaś praca?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, pani Halina weszła z talerzami. – Zawsze można zostać terapeutką dla celebrytów – rzuciła z przekąsem.
Poczułam ukłucie w żołądku. Michał spojrzał na mnie z troską i szepnął: – Przepraszam za nich.
Obiad przebiegał w milczeniu przerywanym tylko szczękiem sztućców i pojedynczymi pytaniami o studia, mieszkanie i plany na przyszłość. Czułam się przesłuchiwana. Każda moja odpowiedź była analizowana przez panią Halinę jakby szukała w niej haczyka.
– A twoi rodzice? Czym się zajmują? – padło kolejne pytanie.
– Mama jest nauczycielką biologii w liceum, tata pracuje w urzędzie miasta.
– Czyli państwowa posada… No dobrze – skwitowała teściowa.
Zaczęłam się zastanawiać, czy to test czy po prostu taka jest ich codzienność. W pewnym momencie Aneta wybuchła:
– Mamo, daj już spokój! Przecież widzisz, że ją stresujesz!
Pani Halina spojrzała na córkę z wyrzutem. – Chcę tylko wiedzieć, kto będzie częścią naszej rodziny. Nie każdy nadaje się do tego życia.
Wtedy Michał nie wytrzymał:
– Mamo! To nie przesłuchanie! Kocham Martę i chcę być z nią. Czy to takie trudne do zaakceptowania?
Zapadła cisza. Pan Zbigniew odłożył widelec i spojrzał na mnie uważnie.
– Wiecie co? Może powinniśmy być szczerzy – powiedział cicho. – W tej rodzinie od dawna brakuje szczerości.
Pani Halina zacisnęła usta. Aneta przewróciła oczami.
– O co ci chodzi? – zapytała matka Michała.
– O to, że od śmierci twojej matki wszyscy chodzimy na palcach. Udajemy przed sobą nawzajem. Może czas przestać?
Poczułam się jak widz w teatrze rodzinnych dramatów. Nie znałam tych ludzi, a jednak ich ból był namacalny.
Michał ścisnął moją dłoń mocniej. – Marto… przepraszam. Nie tak to miało wyglądać.
Wstałam powoli od stołu.
– Przepraszam… Muszę na chwilę wyjść do łazienki – powiedziałam cicho i wyszłam na korytarz. Oparłam się o zimną ścianę i próbowałam złapać oddech. W głowie kłębiły mi się myśli: czy dam radę wejść w taką rodzinę? Czy miłość wystarczy?
Nagle drzwi łazienki uchyliły się i weszła za mną Aneta.
– Nie przejmuj się nimi – powiedziała szeptem. – Mama zawsze była taka… kontrolująca. Po śmierci babci jest jeszcze gorzej. Tata pije po kryjomu, mama udaje, że wszystko jest w porządku… A Michał? On zawsze chciał wszystkich pogodzić.
Spojrzałam na nią ze łzami w oczach.
– Ale ja nie wiem, czy dam radę…
Aneta przytuliła mnie niespodziewanie mocno.
– Jeśli kochasz Michała, walcz o niego. Ale pamiętaj też o sobie.
Wróciłyśmy do stołu. Pani Halina udawała, że nic się nie stało. Pan Zbigniew patrzył gdzieś w dal. Michał był blady jak ściana.
Po obiedzie pani Halina zaproponowała kawę i ciasto drożdżowe. Atmosfera była już inna – jakby wszyscy byli zmęczeni tą grą pozorów.
– Marto… przepraszam za moje pytania – odezwała się nagle teściowa. – Po prostu boję się o syna. Chciałabym dla niego wszystkiego najlepszego…
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Uśmiechnęłam się tylko blado.
Kiedy wychodziliśmy z Michałem na klatkę schodową, zatrzymał mnie przy drzwiach.
– Kocham cię. Wiem, że moja rodzina jest trudna… Ale chcę spróbować razem z tobą przez to przejść.
Objęłam go mocno i poczułam ulgę pomieszaną ze strachem przed przyszłością.
Dziś, kiedy wracam myślami do tamtego wieczoru, zastanawiam się: czy naprawdę można pokochać kogoś bez akceptacji jego rodziny? Czy miłość wystarczy tam, gdzie są tak głębokie podziały? Co wy byście zrobili na moim miejscu?