Pokojówka, która przetrwała piekło – Moja zemsta na rodzinie Nowaków

— Widzisz ten kurz na parapecie? — głos pani Nowak przeszył powietrze jak bicz. — Czy ty w ogóle umiesz sprzątać, dziewczyno?

Stałam z pochyloną głową, ściskając szmatkę tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. To był mój pierwszy dzień w tej willi na warszawskim Wilanowie. Jeszcze rano, patrząc na swoje odbicie w lustrze w wynajmowanym pokoiku na Pradze, powtarzałam sobie: „Dasz radę, Magda. Musisz”.

Ale nie byłam gotowa na to, co mnie tu spotkało.

— Przepraszam, poprawię — wyszeptałam, ale zanim zdążyłam się odsunąć, poczułam piekący policzek. Pani Nowak uderzyła mnie otwartą dłonią.

— Za przeprosiny się nie płaci! — syknęła i wyszła z pokoju, zostawiając mnie z łzami w oczach i upokorzeniem palącym mocniej niż ból.

W kuchni spotkałam Zosię, starszą pokojówkę. Spojrzała na mnie z politowaniem.

— Nie płacz, dziecko. Każda tu płakała. Ale żadna nie wytrzymała dłużej niż tydzień.

— Ja muszę — odpowiedziałam cicho.

Nie mogłam odejść. Nie po to tu przyszłam. Miałam swój powód — i był on ważniejszy niż ból czy strach.

***

Mój ojciec zginął dwa lata temu. Oficjalnie: wypadek samochodowy. Nieoficjalnie: miał długi u ludzi, którzy nie przebaczają. Ostatni raz widziałam go żywego, gdy wychodził z domu z teczką pełną dokumentów. Potem już tylko telefon od policji i pogrzeb.

Zostałyśmy same z mamą i młodszym bratem. Długi rosły szybciej niż odsetki w parabanku. Wtedy usłyszałam o pracy u Nowaków. „Milionerzy”, mówili sąsiedzi z Pragi. „Nowa żona — młoda, piękna i okrutna”.

Nie wiedzieli, że mam własny powód, by tu być. Wśród papierów ojca znalazłam list — adresowany do pana Nowaka. „Jeśli coś mi się stanie, szukaj prawdy u niego”.

***

Każdy dzień był jak walka o przetrwanie. Pani Nowak była mistrzynią upokorzeń: raz kazała mi szorować podłogę szczoteczką do zębów, innym razem wyrzuciła moje rzeczy przez okno, bo „pachniały biedą”. Pan Nowak był nieobecny — całe dnie spędzał w biurze lub na spotkaniach biznesowych. Synowie — Tomek i Bartek — traktowali mnie jak powietrze.

Ale ja obserwowałam. Słuchałam rozmów przez drzwi, przeglądałam śmieci, notowałam każdy szczegół.

Pewnego wieczoru usłyszałam kłótnię:

— Nie możesz tego ukrywać wiecznie! — krzyczał pan Nowak.
— Zamknij się! Jeśli się wyda, stracimy wszystko! — syczała jego żona.

Serce waliło mi jak młotem. Wiedziałam już: jest tu jakaś tajemnica.

***

Zosia ostrzegała mnie:
— Magda, nie mieszaj się w ich sprawy. Tu każda tajemnica kosztuje więcej niż pensja za rok.
Ale ja nie mogłam przestać szukać.

Którejś nocy usłyszałam szuranie w gabinecie pana domu. Cicho podeszłam pod drzwi i zobaczyłam przez szparę: pani Nowak grzebała w sejfie. Wyjęła plik dokumentów i zaczęła je przeglądać nerwowo.

Następnego dnia znalazłam w śmietniku podarte papiery. Skleiłam je taśmą klejącą w swoim pokoiku. Były to umowy kredytowe na ogromne sumy — podpisane przez mojego ojca i… pana Nowaka.

Zrozumiałam: mój ojciec był kozłem ofiarnym w przekręcie finansowym Nowaków. Kiedy sprawy zaczęły się sypać, ktoś musiał zniknąć.

***

Zaczęłam działać ostrożniej. Udawałam posłuszną służącą, ale każdą wolną chwilę poświęcałam na zbieranie dowodów. Zosia pomagała mi — choć bała się jak diabli.

— Jeśli nas złapią… — szeptała blada jak ściana.
— Muszę wiedzieć prawdę o ojcu — odpowiadałam.

W końcu zdobyłam wszystko: kopie umów, nagrania rozmów, zdjęcia dokumentów z sejfu. Wiedziałam już, że pani Nowak szantażowała męża i groziła ujawnieniem przekrętów, jeśli ten ją zostawi.

***

Pewnego ranka pani Nowak znalazła mnie przy komputerze pana domu.
— Co ty tu robisz?!
Zamarłam ze strachu.
— Chciałam tylko… posprzątać klawiaturę…
Nie uwierzyła mi ani przez chwilę. Złapała mnie za włosy i pociągnęła do kuchni.
— Wynoś się! Jesteś złodziejką!

Wtedy wszedł pan Nowak.
— Co tu się dzieje?
Pani domu zaczęła krzyczeć:
— Ona nas okrada! Szpieguje!
Spojrzał na mnie uważnie. W jego oczach zobaczyłam cień strachu.
— Magda… czy to prawda?
Wyciągnęłam z kieszeni kopertę z dokumentami.
— To jest prawda o waszych interesach i o śmierci mojego ojca — powiedziałam drżącym głosem.

Zapadła cisza tak gęsta, że można ją było kroić nożem.

***

Następne godziny były jak koszmar na jawie. Pan Nowak próbował mnie przekupić: „Damy ci pieniądze, tylko milcz”. Pani Nowak groziła policją i więzieniem za „kradzież danych”.
Ale ja już nie bałam się niczego.

Pojechałam na policję z dowodami. Zosia pojechała ze mną jako świadek.
Śledztwo trwało miesiącami. Wyszło na jaw wszystko: przekręty finansowe, szantaże, a nawet udział pani Nowak w śmierci mojego ojca (to ona wynajęła ludzi do zastraszenia go; sprawy wymknęły się spod kontroli).

Rodzina Nowaków rozpadła się na moich oczach: pan trafił do aresztu, żona uciekła za granicę, synowie zostali bez grosza przy duszy.
A ja? Dostałam odszkodowanie i mogłam zacząć nowe życie z mamą i bratem.

Ale blizny zostały na zawsze. Czasem budzę się w nocy z krzykiem, widząc twarz pani Nowak nad sobą.
Czy było warto? Czy zemsta daje ukojenie? Czy można wybaczyć ludziom, którzy odebrali ci wszystko?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu?