Między młotem a kowadłem: Kiedy rodzina męża staje się moim największym wrogiem
— Znowu przyszłaś bez zapowiedzi? — głos Magdy, siostry mojego męża, rozbrzmiał w przedpokoju jak ostrze dzwonka alarmowego. Stałam z torbą zakupów, zmarzniętymi dłońmi i sercem bijącym zbyt szybko. — Chciałam tylko pomóc mamie z obiadem — odpowiedziałam cicho, patrząc na teściową, która stała w kuchni i udawała, że nie słyszy.
Od początku wiedziałam, że rodzina Michała jest ze sobą bardzo związana. W ich domu zawsze było gwarno, a niedzielne obiady przypominały święta. Ale nigdy nie spodziewałam się, że to właśnie Magda stanie się moją największą przeciwniczką. Każde moje słowo, gest czy nawet spojrzenie było przez nią oceniane. Czułam się jak intruz w ich świecie, choć przecież byłam już żoną Michała od dwóch lat.
Pamiętam pierwszy raz, gdy poczułam się naprawdę upokorzona. Było to na urodzinach teściowej. Przyniosłam własnoręcznie upieczone ciasto, z którego byłam dumna. Magda spojrzała na nie z pogardą i powiedziała do wszystkich: — Lepiej nie próbujcie, bo może być surowe w środku. — Wszyscy się zaśmiali, a ja poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Michał tylko ścisnął moją dłoń pod stołem.
Z czasem te drobne złośliwości przerodziły się w otwartą wojnę. Magda nie przepuszczała żadnej okazji, by mnie skrytykować — za sposób wychowywania naszej córki Zosi, za wybór pracy, za to, że nie potrafię zrobić pierogów tak jak ona. Teściowa milczała, a Michał próbował być mediatorem, ale coraz częściej czułam się samotna nawet przy nim.
— Dlaczego ona mnie tak nie znosi? — zapytałam kiedyś Michała wieczorem, gdy Zosia już spała. — Może jest zazdrosna? — odpowiedział bez przekonania. — O co? O ciebie? O nas? — dopytywałam z goryczą. Michał wzruszył ramionami i uciekł wzrokiem.
Zaczęłam unikać rodzinnych spotkań. Zosia pytała: — Mamo, czemu nie jedziemy do babci? — Nie mogłam jej powiedzieć prawdy. Zamiast tego wymyślałam wymówki o przeziębieniu czy nadmiarze pracy.
Pewnego dnia Magda zadzwoniła do Michała. Słyszałam jej głos przez telefon: — Twoja żona chyba myśli, że jest lepsza od nas wszystkich. Może powinnaś ją trochę ustawić do pionu? — Michał próbował ją uciszyć, ale ja już wiedziałam, że to nie jest zwykły konflikt. To była walka o władzę nad rodziną.
W pracy też zaczęło mi się gorzej układać. Byłam rozkojarzona, popełniałam błędy. Koleżanka z biura zapytała: — Wszystko w porządku? Wyglądasz na wyczerpaną. — Uśmiechnęłam się blado i powiedziałam: — To tylko zmęczenie.
Wieczorami płakałam w łazience, by Zosia nie widziała moich łez. Czułam się coraz bardziej niewidzialna i bezsilna. Próbowałam rozmawiać z teściową, ale ona tylko wzruszała ramionami: — Magda zawsze była trochę zazdrosna o brata. Musisz być cierpliwa.
Ale ile można być cierpliwym? Ile razy można udawać, że wszystko jest w porządku?
Pewnego dnia postanowiłam postawić sprawę jasno. Pojechałam do domu teściów sama. Magda była tam oczywiście pierwsza.
— Musimy porozmawiać — powiedziałam stanowczo.
— O czym? — zapytała z udawaną niewinnością.
— O tym, co robisz. O tym, jak mnie traktujesz. Nie wiem, dlaczego mnie nienawidzisz, ale nie pozwolę ci dłużej mnie poniżać.
Magda spojrzała na mnie zaskoczona. Przez chwilę widziałam w jej oczach cień niepewności.
— Myślisz, że możesz wejść do naszej rodziny i wszystko zmienić? Że zabierzesz mi brata? — wykrzyczała nagle.
— Nie chcę ci go zabierać! Chcę tylko być jego żoną i matką jego dziecka! Chcę być częścią tej rodziny!
Wtedy do kuchni weszła teściowa i spojrzała na nas obie z przerażeniem.
— Dość tego! — powiedziała stanowczo. — Jesteście dorosłe! Musicie się dogadać!
Ale czy można dogadać się z kimś, kto widzi we mnie tylko rywalkę?
Po tej rozmowie przez kilka tygodni panowała cisza. Magda przestała mnie atakować otwarcie, ale czułam jej chłód na każdym kroku. Michał próbował mnie wspierać, ale widziałam, że jest rozdarty między mną a siostrą.
Zosia zaczęła mieć problemy w przedszkolu — była zamknięta w sobie i płakała bez powodu. Psycholog powiedziała nam: — Dzieci czują napięcia w domu. Musicie zadbać o siebie i o nią.
Zrozumiałam wtedy, że ta walka niszczy nie tylko mnie, ale całą naszą rodzinę.
Postanowiłam pójść na terapię indywidualną i zaproponowałam też terapię rodzinną. Michał zgodził się od razu. Magda odmówiła.
Dziś wiem jedno: nie mogę zmienić innych ludzi na siłę. Mogę tylko walczyć o siebie i o swoje szczęście.
Czasem patrzę na Zosię i zastanawiam się: czy kiedyś będzie musiała walczyć o swoje miejsce w rodzinie tak jak ja? Czy można wygrać tę walkę bez utraty samej siebie?
A wy? Czy mieliście kiedyś poczucie, że musicie wybierać między sobą a rodziną ukochanej osoby?