Przypadkowa wiadomość, która zniszczyła naszą rodzinę. Czy powinnam była powiedzieć synowi prawdę?
– Mamo, możesz mi podać cukier? – zapytała Marta, moja synowa, nie odrywając wzroku od ekranu telefonu. Siedzieliśmy przy kuchennym stole, a ja właśnie nalewałam herbatę do jej ulubionego kubka w niebieskie kwiaty. Telefon zawibrował, ekran rozświetlił się na sekundę. Przypadkiem spojrzałam. Nie chciałam, przysięgam – ale litery same ułożyły się w zdanie, które już na zawsze wryło mi się w pamięć: „Tęsknię za tobą. Twój Paweł”.
Serce zamarło mi w piersi. Mój syn nie ma na imię Paweł. Przez chwilę świat wokół mnie przestał istnieć – nie słyszałam już śmiechu wnuczki z pokoju obok, nie czułam zapachu świeżo upieczonego ciasta. Była tylko ta wiadomość i ja, z dłonią zaciśniętą tak mocno na dzbanku, że aż zabolały mnie palce.
– Wszystko w porządku? – spytała Marta, patrząc na mnie z lekkim niepokojem.
– Tak, tak… – wydusiłam z siebie, starając się ukryć drżenie głosu. – Po prostu zamyśliłam się.
Od tamtej chwili nic już nie było takie samo. Każde spojrzenie na Martę bolało mnie jak ukłucie igły. Próbowałam sobie tłumaczyć: może to pomyłka, może to tylko żart? Ale przecież widziałam wyraźnie – „Twój Paweł”.
Wieczorem, gdy wróciłam do domu, długo siedziałam w fotelu, patrząc w ciemność za oknem. W głowie kłębiły mi się pytania: co powinnam zrobić? Powiedzieć synowi? Zniszczyć jego rodzinę? A może przemilczeć, udawać, że nic nie wiem?
Następnego dnia zadzwonił do mnie Tomek, mój syn.
– Mamo, Marta mówiła, że byłaś jakaś nieswoja. Wszystko dobrze?
– Tak, kochanie – skłamałam. – Po prostu jestem trochę zmęczona.
Czułam się podle. Kłamałam własnemu dziecku prosto w oczy. Ale jak miałam mu powiedzieć prawdę? Tomek zawsze był dobrym mężem i ojcem. Pracował ciężko, żeby niczego im nie brakowało. Uwielbiał Martę – widziałam to w każdym jego geście.
Przez kolejne dni obserwowałam ich z ukrycia. Marta była czuła wobec Tomka, troskliwa wobec dzieci. Nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak. Ale ja wiedziałam. Każda jej wiadomość na telefonie, każdy uśmiech – wszystko wydawało mi się podejrzane.
Nie wytrzymałam. Musiałam z kimś porozmawiać. Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Haliny.
– Hela, co byś zrobiła na moim miejscu? – zapytałam, ledwo powstrzymując łzy.
– To nie twoja sprawa – odpowiedziała stanowczo. – Nie mieszaj się. Może to nic poważnego? Może to tylko chwilowe zauroczenie?
Ale ja nie potrafiłam tak po prostu przejść nad tym do porządku dziennego.
W końcu zebrałam się na odwagę i zaprosiłam Martę na kawę.
– Marta… – zaczęłam niepewnie. – Czy wszystko u was dobrze?
Spojrzała na mnie uważnie.
– Tak… A dlaczego pytasz?
– Bo… Wiesz… Czasem mam wrażenie, że jesteś czymś zmartwiona.
Zawahała się przez chwilę.
– To tylko praca i dzieci… Czasem jest ciężko.
Chciałam jej powiedzieć o wiadomości, ale zabrakło mi odwagi. Bałam się jej reakcji. Bałam się tego, co mogłoby się stać z Tomkiem i dziećmi.
Mijały tygodnie. Tajemnica coraz bardziej mnie przygniatała. Zaczęłam unikać wizyt u nich, tłumacząc się złym samopoczuciem. Tomek dopytywał, czy coś się stało, ale ja tylko kręciłam głową.
Pewnego dnia spotkałam Martę przypadkiem na rynku. Stała pod sklepem i rozmawiała z jakimś mężczyzną. Nie widziałam jego twarzy, ale sposób, w jaki na nią patrzył… To był ten sam wzrok, którym kiedyś patrzył na mnie mój mąż.
Wieczorem zadzwoniła do mnie Marta.
– Muszę z kimś pogadać – powiedziała cicho.
Przyszła do mnie zapłakana.
– Pani Aniu… Ja już nie wiem, co robić…
Usiadłyśmy razem przy stole. Marta opowiedziała mi o Pawle – o tym, jak poznała go w pracy, jak poczuła się przy nim znów młoda i ważna. O tym, jak bardzo kocha Tomka i jak bardzo boi się go skrzywdzić.
– Ja już to skończyłam… Przysięgam! Ale boję się, że Tomek się dowie…
Siedziałam w milczeniu. Chciałam ją przytulić i jednocześnie krzyczeć ze złości.
– Marta… Musisz być szczera z Tomkiem. On zasługuje na prawdę.
– Ale jeśli mu powiem… On mnie znienawidzi! Dzieci… Co będzie z dziećmi?
Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. Sama byłam rozdarta między lojalnością wobec syna a współczuciem dla Marty.
Minęły kolejne dni. Marta coraz częściej dzwoniła do mnie po radę. Tomek zauważył zmianę w jej zachowaniu i zaczął być podejrzliwy.
Aż pewnego wieczoru zadzwonił do mnie zapłakany:
– Mamo… Marta mnie zdradziła? Powiedz mi prawdę!
Nie potrafiłam kłamać dłużej.
– Tak… Przepraszam, synku…
Tomek rozłączył się bez słowa.
Od tamtej pory nasza rodzina już nigdy nie była taka sama. Tomek wyprowadził się na kilka tygodni do mnie. Dzieci płakały za mamą i tatą. Marta próbowała wszystko naprawić, ale rana była zbyt głęboka.
Czasem myślę: może gdybym wtedy nie spojrzała na ten telefon… Może gdybym przemilczała prawdę…
Ale czy można żyć z takim ciężarem na sercu?
Czy naprawdę lepiej znać całą prawdę – nawet jeśli ona niszczy wszystko wokół? Co wy byście zrobili na moim miejscu?