Jestem Tą Osobą, Nie Kimś Innym: Historia Nastki
— Mówię ci, Aniu, ona nigdy nie będzie taka jak ty…
Zamarłam w progu, klucz wciąż tkwił w mojej dłoni. Przez uchylone drzwi do salonu usłyszałam głos matki — cichy, ale napięty, jakby każda sylaba ważyła tonę. Drugi głos był obcy, męski, stłumiony, jakby nie chciał być usłyszany. Przez chwilę miałam ochotę cofnąć się na klatkę schodową i udawać, że mnie tu nie ma. Ale przecież właśnie dziś zdałam wszystkie egzaminy. Może nie na same piątki, ale wystarczająco dobrze, by rodzice byli dumni. Chciałam wejść do domu z uśmiechem i krzyknąć: „Mamo! Zdałam!”
Zamiast tego wślizgnęłam się cicho do swojego pokoju. Plecak rzuciłam na łóżko i usiadłam na podłodze pod oknem. Słowa matki odbijały się echem w mojej głowie. „Ona nigdy nie będzie taka jak ty…”
Kim jestem? Kim miałabym być?
Nazywam się Anastazja Kowalska, ale wszyscy mówią na mnie Nastka. Tylko mama czasem woła: „Tosia!”, jakby myliła mnie z kimś innym. Zawsze wtedy patrzy na mnie dziwnie — z żalem czy może złością? Nie wiem. Dziś jednak usłyszałam coś więcej.
— Aniu, ona musi w końcu zrozumieć… — ciągnął mężczyzna. — Nie możesz jej wiecznie chronić.
— To jeszcze dziecko! — Matka podniosła głos.
— Ma siedemnaście lat. Ty w jej wieku już wiedziałaś…
Nie wytrzymałam. Wyszłam z pokoju i stanęłam w drzwiach salonu. Matka siedziała na kanapie, blada, z dłońmi splecionymi na kolanach. Obok niej — mężczyzna o siwych włosach i ostrych rysach twarzy. Patrzył na mnie uważnie.
— Nastka… — zaczęła mama, ale przerwałam jej.
— Kim jestem? — zapytałam cicho. — I dlaczego ciągle mylisz mnie z Tosią?
W salonie zapadła cisza tak gęsta, że aż bolały mnie uszy.
— To nie jest dobry moment… — szepnęła matka.
— Właśnie zdałam egzaminy! Chciałam ci powiedzieć… Ale chyba to nie ma znaczenia, prawda?
Mężczyzna spojrzał na mnie łagodniej.
— Anastazjo… Twoja mama chciała cię chronić przed prawdą. Ale jesteś już dorosła.
Mama odwróciła wzrok. Zobaczyłam łzę spływającą po jej policzku.
— O co chodzi? — Głos mi drżał.
— Masz prawo wiedzieć — powiedział mężczyzna. — Tosia to twoja siostra bliźniaczka.
Zamarłam. Przez chwilę świat przestał istnieć.
— Siostra? Przecież… Przecież zawsze byłam sama!
Mama zaczęła płakać na dobre.
— Tosia… była chora od urodzenia — wyszeptała. — Zabrali ją do specjalistycznego ośrodka zaraz po porodzie. Lekarze mówili, że nie przeżyje nawet roku…
— Ale przeżyła — dokończył mężczyzna. — I dziś wróciła do Polski. Chciałaby cię poznać.
Czułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przez siedemnaście lat żyłam w przekonaniu, że jestem jedynaczką. Każde święta spędzaliśmy we troje: ja, mama i tata (który odszedł kilka lat temu). Teraz okazało się, że przez cały ten czas miałam siostrę bliźniaczkę?
— Dlaczego mi nie powiedziałaś? — spojrzałam na matkę z wyrzutem.
— Bałam się… Bałam się, że nie zrozumiesz. Że będziesz cierpieć…
Poczułam wściekłość.
— A teraz? Myślisz, że nie cierpię?
Wybiegłam z domu i pobiegłam przed siebie. Ulica była pusta, powietrze pachniało deszczem. Siedziałam potem długo na ławce w parku, próbując poukładać myśli. Czy jestem tą osobą, którą byłam jeszcze rano? Czy może kimś zupełnie innym?
Wieczorem wróciłam do domu. Mama czekała na mnie w kuchni.
— Przepraszam — powiedziała tylko.
Usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Milczałyśmy długo.
— Chciałabyś ją poznać? — zapytała w końcu mama.
Nie odpowiedziałam od razu. Bałam się tego spotkania, ale jeszcze bardziej bałam się tego, co będzie, jeśli odmówię.
Następnego dnia pojechałyśmy razem do szpitala w Warszawie. Tosia leżała na łóżku pod oknem, blada i drobna, ale z oczami takimi samymi jak moje. Uśmiechnęła się nieśmiało.
— Cześć… — powiedziała cicho.
Usiadłam obok niej i przez chwilę patrzyłyśmy na siebie bez słowa. W jej oczach zobaczyłam strach i nadzieję jednocześnie.
— Nie wiedziałam o tobie… — wyszeptałam.
Tosia skinęła głową.
— Ja o tobie też nie… Ale zawsze czułam, że gdzieś jesteś.
Rozmawiałyśmy długo — o dzieciństwie, o marzeniach, o tym, co nas ominęło. Poczułam dziwną więź, której nie potrafiłam nazwać.
Po powrocie do domu długo nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się w sufit i myślałam o tym wszystkim, co się wydarzyło. Czy jestem tą samą Nastką co wczoraj? Czy mogę być kimś innym?
Czasem życie zmienia się w jednej chwili i nic już nie jest takie samo. Ale czy to znaczy, że przestajemy być sobą? A może dopiero wtedy zaczynamy naprawdę żyć?