W cieniu obojętności: Moja walka o własny głos w rodzinie, która mnie nie widzi
— Zuzka, możesz przynieść mi herbatę? — głos Julii, mojej przyrodniej siostry, rozbrzmiewał w kuchni jak rozkaz. Siedziałam przy stole, wpatrzona w parującą szklankę, próbując nie myśleć o tym, że dziś mija dokładnie rok od śmierci mamy. Ojciec nawet nie spojrzał w moją stronę. Przeglądał jakieś papiery przy komputerze, jakby nic się nie stało.
— Sama sobie zrób — odpowiedziałam cicho, ale Julia już była przy mnie. — Tato! Zuzka znowu jest niemiła! — zawołała, a ja poczułam znajome ukłucie w żołądku.
Ojciec westchnął ciężko. — Zuzanna, czy naprawdę musisz się tak zachowywać? Nie możesz być trochę bardziej jak Julia? Ona nigdy nie sprawia problemów.
Zacisnęłam pięści pod stołem. Chciałam krzyczeć, że to nie fair, że Julia zawsze jest tą dobrą, a ja — niewidzialna. Ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Wyszłam z kuchni, zanim łzy zdążyły popłynąć.
W moim pokoju wszystko było takie samo jak rok temu. Na biurku stało zdjęcie mamy — uśmiechniętej, z rozwianymi włosami na Mazurach. Czasem mam wrażenie, że tylko ona mnie rozumiała. Po jej śmierci ojciec zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Julia, córka jego drugiej żony, która zmarła kilka lat wcześniej, od razu zajęła miejsce najważniejszej osoby w domu. Ja byłam tylko dodatkiem.
W szkole też nie było lepiej. Nauczyciele pytali o Julkę — „taka zdolna, taka grzeczna”, a ja czułam się coraz mniejsza. Przyjaciółki? Odkąd zaczęłam się wycofywać i przestałam odbierać telefony, powoli się ode mnie odsunęły. Zostałam sama ze swoim bólem i poczuciem niesprawiedliwości.
Pewnego wieczoru podsłuchałam rozmowę ojca z babcią przez telefon.
— Nie wiem już, co robić z Zuzanną. Jest taka zamknięta w sobie… Może powinniśmy ją gdzieś wysłać na wakacje? Albo do psychologa?
— A może po prostu ją przytulić? — odpowiedziała babcia cicho.
Zacisnęłam zęby. Nawet babcia widziała więcej niż mój własny ojciec.
Nadchodziły moje szesnaste urodziny. Marzyłam o tym, żeby ktoś mnie zauważył. Żeby tata spojrzał na mnie jak kiedyś — z czułością i dumą. Żeby Julia przestała być idealna choć na chwilę. Ale wiedziałam, że to nierealne.
W dzień urodzin dostałam od ojca książkę o matematyce („przyda ci się do szkoły”) i od Julii perfumy („miałam dwie takie same”). Nikt nie zapytał mnie, czego naprawdę chcę. Wieczorem siedziałam na łóżku i pisałam do mamy listy, których nigdy nie wyślę:
„Mamo, dlaczego musiałaś odejść? Tata mnie nie widzi. Julia zabrała mi dom. Boję się, że już nigdy nie będę ważna dla nikogo.”
Kilka dni później w szkole wybuchła afera — ktoś napisał anonimowy list do wychowawczyni o tym, że Julia ściąga na sprawdzianach. Wszyscy podejrzewali mnie. Julia płakała w łazience, a ojciec zabrał mnie do domu wcześniej.
— Przyznaj się! To ty napisałaś ten list?!
— Nie! — krzyknęłam pierwszy raz od dawna naprawdę głośno. — To nie ja! Ale nawet gdyby… Może wtedy ktoś by zobaczył, że nie jestem niewidzialna!
Ojciec spojrzał na mnie zdziwiony. Przez chwilę widziałam w jego oczach coś innego niż obojętność — może cień zrozumienia?
Wieczorem Julia przyszła do mojego pokoju.
— Wiesz… Może czasem przesadzam. Ale ty też mogłabyś spróbować być milsza.
— Łatwo ci mówić — odpowiedziałam gorzko. — Wszystko masz podane na tacy.
— Myślisz, że mi jest łatwo? Mama umarła, tata jest wiecznie w pracy… Ty przynajmniej miałaś mamę dłużej niż ja.
Zamilkłyśmy obie. Po raz pierwszy poczułam, że może ona też coś czuje. Że nie jestem jedyna ze swoim bólem.
Od tamtej pory zaczęło się coś zmieniać. Nie od razu — to były drobne gesty: Julia zostawiła mi kawałek ciasta, tata zapytał o szkołę bez wyrzutów. Ja zaczęłam mówić głośniej o tym, co czuję.
Czasem nadal czuję się niewidzialna. Ale już wiem, że mój głos ma znaczenie — nawet jeśli muszę o niego walczyć każdego dnia.
Czy naprawdę trzeba krzyczeć, żeby ktoś nas zobaczył? A może wystarczy odważyć się być sobą — nawet jeśli nikt nie klaska?