Pod cieniem starego dębu: Historia Magdy i nocy, która zmieniła wszystko
— Mamo, czemu znowu płaczesz? — usłyszałam cichy głos Stasia zza drzwi łazienki. Otarłam łzy w pośpiechu, próbując ukryć ślady kolejnej kłótni z Pawłem. Ale dzieci widzą więcej, niż nam się wydaje. Staś miał tylko sześć lat, a już rozumiał, że coś jest nie tak.
Tamtej nocy burza szalała nad naszym domem w podwarszawskiej wsi. Wiatr wył wśród gałęzi starego dębu, który rósł za oknem kuchni. Paweł wrócił późno, jak zwykle pod wpływem. Jego kroki dudniły po drewnianej podłodze, a ja czułam, jak serce bije mi coraz szybciej. Wiedziałam, co się święci.
— Gdzie jest kolacja? — wrzasnął, trzaskając drzwiami. — Ile razy mam ci mówić, żebyś nie siedziała bezczynnie?!
Zadrżałam. Staś schował się za moją spódnicą, ściskając mnie za rękę. — Paweł, proszę… — zaczęłam cicho, ale on już był przy mnie. Chwycił talerz z zupą i rzucił nim o ścianę. Zupa spłynęła po tapecie jak krew.
— Jesteś nikim! — syknął przez zaciśnięte zęby. — Przez ciebie moje życie to piekło!
Chciałam krzyczeć, ale głos ugrzązł mi w gardle. Staś zaczął płakać. Wtedy Paweł odwrócił się do niego.
— Przestań ryczeć! — wrzasnął i podszedł do syna z groźną miną.
W tej chwili coś we mnie pękło. Zasłoniłam Stasia własnym ciałem. — Nie waż się go tknąć! — wykrzyczałam pierwszy raz od lat.
Paweł spojrzał na mnie jak na obcą osobę. Przez chwilę myślałam, że mnie uderzy. Ale wtedy rozległ się grzmot i nagle zgasło światło w całym domu.
W ciemności usłyszałam tylko jego ciężki oddech i kroki oddalające się do sypialni. Staś tulił się do mnie, cały drżący.
— Mamo, boję się… — szepnął.
— Ja też, kochanie — odpowiedziałam szczerze.
Siedzieliśmy tak długo, aż burza ucichła. Wtedy usłyszałam szuranie za drzwiami sypialni Pawła. Wyszedł z pokoju chwiejnym krokiem i zaczął przeszukiwać szuflady w kuchni. Szukał kluczyków do samochodu.
— Jadę do miasta! — krzyknął. — Mam was dosyć!
Wybiegł na dwór, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż szyby zadzwoniły. Staś spojrzał na mnie wielkimi oczami.
— Mamo, on wróci?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Bałam się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedziałam jednak jedno: muszę chronić Stasia za wszelką cenę.
Po godzinie usłyszeliśmy silnik samochodu podjeżdżający pod dom. Paweł wrócił szybciej niż zwykle. Byłam pewna, że pił jeszcze więcej. Wbiegł do domu jak burza.
— Ty suko! — wrzasnął i rzucił się w moją stronę.
Wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Staś wybiegł przed niego i krzyknął:
— Zostaw mamę! Nie wolno bić!
Paweł zamarł na chwilę z ręką w powietrzu. Spojrzał na syna jakby pierwszy raz go widział. Potem opadły mu ramiona i wyszedł bez słowa z domu.
Zadzwoniłam po policję. Głos mi się łamał, ale wiedziałam, że to jedyna droga. Funkcjonariusze przyjechali po pół godzinie. Paweł został zabrany na izbę wytrzeźwień.
Następnego dnia siedziałam z Stasiem na ławce pod starym dębem. Słońce przebijało się przez liście, a ja czułam ulgę pomieszaną z lękiem o przyszłość.
Mama zadzwoniła wieczorem:
— Magda, musisz coś zrobić ze swoim życiem. Nie możesz tak dłużej żyć.
Poczułam złość i bezsilność jednocześnie.
— Myślisz, że nie próbowałam? — wyszeptałam do słuchawki.
Przez kolejne dni walczyłam o siebie i Stasia: rozmowy z psychologiem szkolnym, wizyty w ośrodku pomocy społecznej, rozmowy z sąsiadkami pełne współczucia i plotek zarazem.
Najtrudniejsze były noce — wtedy wracały wspomnienia i strach przed tym, co będzie dalej. Ale patrząc na Stasia widziałam nadzieję: jego odwagę, której sama nie miałam przez tyle lat.
Po kilku tygodniach Paweł dostał zakaz zbliżania się do nas. Zaczęliśmy nowe życie: skromne, ale wolne od przemocy.
Czasem pytam siebie: ile kobiet jeszcze boi się zrobić ten pierwszy krok? Ile dzieci musi być świadkami tego piekła? Czy naprawdę trzeba czekać na noc burzy, żeby znaleźć w sobie siłę?