Mąż wrócił z delegacji dziwnie milczący. Dwa dni później zobaczyłam jego zdjęcie w internecie – w ramionach innej kobiety. Czy można wybaczyć zdradę?

– Czemu nie patrzysz mi w oczy? – zapytałam cicho, kiedy po raz kolejny wieczorem usiadł na kanapie z telefonem w dłoni. Odpowiedział tylko wzruszeniem ramion i jeszcze mocniej wbił wzrok w ekran. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za dwa dni moje życie rozpadnie się na kawałki.

Zawsze wracał z delegacji z jakimś drobiazgiem – czekoladą, magnesem na lodówkę, czasem nawet śmiesznym kubkiem z logo hotelu. Tym razem nie miał nic. Nawet nie opowiadał anegdot z podróży, nie śmiał się z kolegów z pracy, nie narzekał na korki w Warszawie. Siedział cicho, jakby go nie było. Zrzuciłam to na zmęczenie – przecież miał długą podróż, a ostatnio w pracy był istny armagedon.

Ale coś mnie gryzło. Zaczęłam zwracać uwagę na szczegóły: jego telefon zawsze był przy nim, nawet kiedy szedł do łazienki. W nocy przewracał się z boku na bok, a kiedy myślał, że śpię, patrzył w sufit z wyrazem twarzy, którego nie znałam.

Dwa dni później siedziałam przy kuchennym stole z kawą i przeglądałam Facebooka. Zobaczyłam zdjęcie udostępnione przez znajomą z jego pracy – impreza firmowa w hotelowym lobby. Na pierwszym planie mój mąż – Michał – obejmuje szczupłą blondynkę, której twarz kojarzyłam z jego opowieści o nowej koleżance z działu marketingu. Oboje uśmiechnięci, jej głowa oparta o jego ramię. Podpis: „Najlepszy team ever! #delegacja #integracja”.

Serce mi stanęło. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko głupia poza do zdjęcia. Ale potem zobaczyłam kolejne fotografie – ona trzyma go za rękę, on patrzy na nią tak, jak kiedyś patrzył na mnie.

Nie pamiętam, jak długo siedziałam w kuchni. Kawa wystygła, a ja gapiłam się w ekran jak zahipnotyzowana. W końcu usłyszałam dźwięk klucza w drzwiach.

– Cześć, jestem już – powiedział Michał i od razu skierował się do łazienki.

Czekałam na niego, czując jak narasta we mnie fala gniewu i rozpaczy.

– Michał… – zaczęłam, kiedy wyszedł. – Musimy porozmawiać.

Spojrzał na mnie niepewnie. – O czym?

– O tym, co robiłeś w delegacji. O tym zdjęciu z Kasią.

Zbladł. Przez chwilę milczał, potem usiadł naprzeciwko mnie i spuścił głowę.

– To nie tak jak myślisz…

– Naprawdę? – przerwałam mu drżącym głosem. – Bo wygląda dokładnie tak, jak myślę.

Zacisnął pięści na kolanach. – To był tylko jeden wieczór… Piliśmy za dużo…

– I co? Przypadkiem znalazłeś się z nią w ramionach?

Nie odpowiedział. Widziałam łzy w jego oczach i przez chwilę poczułam współczucie – ale zaraz potem przypomniałam sobie te zdjęcia i wszystko we mnie wrzało.

– Czy spałeś z nią? – zapytałam bez ogródek.

Milczenie było wystarczającą odpowiedzią.

Wstałam i wyszłam do sypialni, trzaskając drzwiami. Przez całą noc leżałam skulona pod kołdrą, słysząc jak Michał chodzi po mieszkaniu, szepcząc coś do telefonu.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie mama.

– Coś się stało? – zapytała od razu. – Słychać cię przez ścianę…

Mieszkała piętro niżej i zawsze miała nosa do rodzinnych dramatów.

– Michał mnie zdradził – powiedziałam cicho.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Przyjdź do mnie na herbatę – powiedziała w końcu. – Porozmawiamy.

U niej w kuchni zawsze pachniało ciastem drożdżowym i cynamonem. Usiadłam przy stole i rozpłakałam się jak dziecko.

– Co teraz zrobisz? – zapytała mama delikatnie.

– Nie wiem… Chciałabym mu wybaczyć, ale nie wiem czy potrafię…

Mama westchnęła ciężko.

– Twój ojciec też kiedyś… Ale ja wtedy nie miałam odwagi odejść. Zostałam dla ciebie i twojego brata. Czasem żałuję…

Patrzyłam na nią ze zdumieniem. Nigdy mi tego nie powiedziała.

– A może powinnam była wtedy odejść? Może byłabym szczęśliwsza? – dodała cicho.

Wróciłam do domu jeszcze bardziej zagubiona niż wcześniej. Michał siedział przy stole i patrzył w okno.

– Przepraszam – powiedział tylko. – Nie wiem co się ze mną stało… To był błąd…

Chciałam krzyczeć, rzucać talerzami, ale byłam zbyt zmęczona.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Michał próbował rozmawiać, przynosił kwiaty, gotował kolację, ale ja nie potrafiłam mu zaufać. Każdy jego uśmiech wydawał mi się fałszywy, każde spojrzenie podejrzane.

W pracy wszyscy udawali, że nic się nie stało, ale widziałam ukradkowe spojrzenia koleżanek i słyszałam szepty na korytarzu. Nawet sąsiadka spod trójki zaczęła pytać mnie o „te plotki z internetu”.

Wieczorami leżałam w łóżku i zastanawiałam się: czy warto walczyć o małżeństwo po zdradzie? Czy można jeszcze zaufać komuś, kto raz złamał twoje serce?

Pewnego dnia Michał przyszedł do mnie z walizką w ręku.

– Wyprowadzam się na jakiś czas – powiedział cicho. – Daj nam trochę przestrzeni…

Patrzyłam jak wychodzi i miałam ochotę pobiec za nim, zatrzymać go… Ale zostałam sama w pustym mieszkaniu.

Minęły tygodnie. Spotykaliśmy się czasem na kawę, rozmawialiśmy spokojnie o codziennych sprawach. Michał prosił o drugą szansę, zapewniał o swojej miłości. Ja jednak nie potrafiłam zapomnieć tego zdjęcia – tej chwili, która wszystko zmieniła.

Czasem myślę o słowach mamy: „Może powinnam była wtedy odejść?”. Czy ja też będę kiedyś żałować swojej decyzji?

Czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy lepiej odejść i zacząć wszystko od nowa?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu?