Dowiedziałam się o jego zdradzie, leżąc w szpitalu: Moje życie między bólem a zdradą

– Pani Marto, proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze – powiedziała pielęgniarka, poprawiając mi poduszkę pod głową. Ale jak mogłam się nie martwić? Leżałam w szpitalu na oddziale onkologii, z kroplówką wbitą w rękę i sercem roztrzaskanym na milion kawałków. Mój świat już dawno przestał być bezpieczny, ale tego dnia runął zupełnie.

Telefon zadzwonił cicho, wibrując na szpitalnym stoliku. To była moja siostra, Ania. Odbierając, usłyszałam jej drżący głos:

– Marta… muszę ci coś powiedzieć. Nie wiem, czy powinnam, ale nie mogę już dłużej milczeć.

Zamarłam. Przez chwilę słyszałam tylko swoje przyspieszone bicie serca i szum aparatury monitorującej moje życie.

– Chodzi o Tomka… Widziałam go wczoraj z jakąś kobietą. Byli razem w kawiarni na rynku. Trzymali się za ręce. Marta, przepraszam…

Nie pamiętam, co odpowiedziałam. Chyba nic. Po prostu odłożyłam telefon i patrzyłam w sufit, próbując zrozumieć, jak to możliwe. Przecież Tomek codziennie dzwonił, mówił, że mnie kocha, że wszystko będzie dobrze. Przynosił mi do szpitala ulubione jogurty i krzyżówki. A jednak… coś we mnie pękło.

Przez kolejne dni leżałam bez ruchu, pozwalając łzom cicho spływać po policzkach. Pielęgniarki myślały, że to ból po chemii. Nikt nie wiedział, że to ból duszy był gorszy od wszystkiego.

Tomek przyszedł następnego dnia jak zwykle. Uśmiechał się niepewnie, stawiając na stoliku bukiet tulipanów.

– Jak się dziś czujesz? – zapytał cicho.

Patrzyłam na niego długo. W końcu zapytałam:

– Tomek… czy ty masz kogoś?

Zbladł. Przez chwilę milczał, potem spuścił wzrok.

– Marta… ja… To nie tak miało być. Nie chciałem cię ranić.

– Ale zraniłeś – przerwałam mu drżącym głosem. – Wiesz, co jest najgorsze? Że nawet teraz nie potrafisz być ze mną szczery.

Nie odpowiedział. Siedział przy moim łóżku w milczeniu, a ja czułam się tak samotna jak nigdy dotąd.

W nocy nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok, próbując znaleźć sens w tym wszystkim. Czy choroba była dla niego zbyt wielkim ciężarem? Czy już wcześniej coś się między nami psuło? Przypominałam sobie nasze wspólne chwile – ślub w małym kościele pod Warszawą, narodziny naszej córki Julki, pierwsze wakacje nad Bałtykiem. Czy to wszystko było kłamstwem?

Rano przyszła Ania. Usiadła na brzegu łóżka i mocno mnie przytuliła.

– Przepraszam, że ci to powiedziałam – wyszeptała. – Ale zasługujesz na prawdę.

– Nie wiem, czy chcę ją znać – odpowiedziałam cicho. – Boję się jej bardziej niż choroby.

Przez kolejne dni próbowałam rozmawiać z Tomkiem. On unikał tematu, tłumaczył się zmęczeniem i stresem. Widziałam jednak w jego oczach strach i poczucie winy. Nasza córka Julka przychodziła do mnie po szkole i opowiadała o swoich rysunkach i koleżankach. Patrzyłam na nią i zastanawiałam się, jak jej powiedzieć, że tata już nie jest tym samym tatą.

Pewnego wieczoru usłyszałam rozmowę Tomka przez telefon:

– Tak, kochanie… Wiem, że tęsknisz. Ja też… Nie mogę teraz przyjechać, Marta jest w szpitalu… Tak, niedługo wrócę.

Zamarłam. To już nie były domysły ani plotki. To była prawda.

Następnego dnia poprosiłam Tomka o rozmowę na korytarzu.

– Tomek – zaczęłam spokojnie – chcę wiedzieć wszystko. Kim ona jest? Jak długo to trwa?

Westchnął ciężko.

– Ma na imię Agata. Poznałem ją pół roku temu w pracy. Było mi ciężko… Ty byłaś już wtedy chora… Nie potrafiłem sobie poradzić.

– A ja? Myślisz, że mi było łatwo? – łzy napłynęły mi do oczu. – Zamiast być przy mnie, uciekłeś do innej kobiety?

– Przepraszam… Nie chciałem tego wszystkiego. Kocham cię, Marto… Ale nie wiem już sam…

Wróciłam do sali i długo płakałam w poduszkę. Czułam się zdradzona przez człowieka, któremu ufałam najbardziej na świecie.

Po kilku tygodniach wypisali mnie ze szpitala. Wróciłam do pustego mieszkania – Tomek wyprowadził się do matki „na jakiś czas”. Julka była u babci.

Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze: wychudzona twarz, podkrążone oczy, blizna po operacji na brzuchu. Czy to jeszcze ja? Czy jeszcze kiedyś będę szczęśliwa?

Ania pomagała mi w codziennych sprawach: zakupy, gotowanie obiadu dla Julki. Wieczorami siadałyśmy razem przy herbacie i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym.

– Musisz być silna dla Julki – powtarzała Ania. – Ona cię potrzebuje bardziej niż kiedykolwiek.

Ale jak być silną, gdy wszystko boli?

Po kilku miesiącach leczenia wróciłam do pracy w bibliotece miejskiej. Ludzie patrzyli na mnie ze współczuciem albo udawali, że nic się nie stało. Tylko pani Basia z działu dziecięcego przytuliła mnie mocno:

– Dobrze cię widzieć z powrotem, Marto.

Z czasem nauczyłam się żyć z bólem i samotnością. Tomek odwiedzał Julkę co drugi weekend. Czasem rozmawialiśmy przez telefon – krótko i rzeczowo.

Któregoś dnia Julka zapytała:

– Mamo, czy tata jeszcze nas kocha?

Zatkało mnie. Usiadłam obok niej i przytuliłam ją mocno.

– Tata zawsze będzie cię kochał – odpowiedziałam cicho. – Ale czasem dorośli popełniają błędy i muszą je naprawić na swój sposób.

Wieczorami długo patrzyłam w okno na światła miasta i zastanawiałam się nad swoim życiem. Czy mogłam coś zrobić inaczej? Czy to moja choroba odebrała nam szczęście?

Dziś wiem jedno: nawet jeśli ktoś nas zawodzi w najtrudniejszym momencie życia, musimy znaleźć siłę w sobie – dla siebie i dla tych, którzy nas naprawdę kochają.

Czy można wybaczyć zdradę wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy wsparcia? A może czasem trzeba pozwolić odejść temu, kto już dawno odszedł sercem?