W Wigilię usłyszałam od własnych dzieci, że „nie mają kiedy przyjechać” i wtedy pierwszy raz zrozumiałam, jak bardzo zostałam sama
Stałam w kuchni z mokrymi od ciasta rękami, kiedy po kolei zadzwoniła cała trójka moich dzieci i każde znalazło powód, żeby nie przyjechać na święta. Przez lata oddawałam im wszystko: zdrowie, pieniądze, czas i własne marzenia, a tamtego dnia poczułam się jak stary mebel odstawiony pod ścianę. To był moment, w którym musiałam zdecydować, czy dalej będę żyła tylko czekaniem na ich telefon, czy w końcu spróbuję uratować samą siebie.