Teść rozliczał mnie z każdego oddechu, a mąż powtarzał tylko: „Bądź wdzięczna”. W końcu zabrałam córkę i uciekłam do kawalerki na obrzeżach miasta
Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy teść wyrwał mi z ręki garnek z zupą i powiedział, że nawet obiadu nie umiem ugotować jak trzeba, a mój mąż stał obok i milczał. Po utracie oszczędności i dachu nad głową trafiłam z córką do mieszkania teścia, ale szybko zrozumiałam, że to nie pomoc, tylko życie pod ciągłą kontrolą. Odeszłam dopiero wtedy, gdy obca właściwie kobieta okazała mi więcej serca niż własna rodzina i pomogła mi zacząć od nowa.