Poszłam po pomoc, choć wstyd palił mnie od środka. Zrobiłam to dla syna, kiedy ojciec dziecka zniknął, a komornik rozłożył ręce
Stałam z rachunkiem za prąd w dłoni i słuchałam, jak mój syn pyta, czy jutro będzie obiad w szkole, a ja pierwszy raz poczułam, że sama już tego nie udźwignę. Ojciec mojego dziecka nie płacił alimentów, komornik był bezradny, a ja tonęłam w długach i wstydzie, bo bałam się, że proszenie o pomoc będzie jak przyznanie się do porażki. W końcu poszłam do ośrodka pomocy społecznej i to była jedna z najtrudniejszych, ale też najbardziej ludzkich decyzji w moim życiu.