We własnym mieszkaniu zaczęłam czuć się jak intruz. Syn milczał, synowa przestawiała mi życie centymetr po centymetrze, aż pomyślałam, żeby wynająć kawalerkę i uciec z domu, który kupowałam latami
Pamiętam moment, kiedy stałam we własnej kuchni i nie wiedziałam już, gdzie mam szukać własnego kubka. Zgodziłam się, żeby syn z żoną zamieszkali z nami, bo myślałam, że pomagamy rodzinie przetrwać trudny czas, ale szybko przestałam być gospodynią, a zaczęłam być problemem. Dziś naprawdę rozważam wyprowadzkę z mieszkania, które spłacałam przez pół życia, bo tylko tak widzę szansę na spokój.