Przygarnęliśmy „ciężarną” dziewczynę pod nasz dach. Prawda, którą odkryłam, rozwaliła mi serce i wiarę w ludzi
Do dziś pamiętam moment, kiedy rzuciłam jej na stół pytanie o kartę ciąży, a ona zbladła i przestała patrzeć mi w oczy. Wpuściliśmy ją do naszego domu, karmiliśmy, dawaliśmy pieniądze i traktowaliśmy jak rodzinę, bo wierzyłam, że ratuję kobietę w potrzebie. Kiedy przyznała, że żadnej ciąży nie było, poczułam nie tylko złość, ale też wstyd, że tak bardzo chciałam wierzyć w czyjeś cierpienie.