Kiedy usłyszałam, że moje życie „się nie kalkuluje”, zrozumiałam, jak cienka jest granica między rodziną a obcymi ludźmi
Siedziałam w kuchni z wynikiem badań w ręku, kiedy moja teściowa zaczęła liczyć, ile kosztuje moje leczenie, jakby chodziło o rachunek za prąd. Walczyłam wtedy nie tylko z nowotworem, ale też z upokorzeniem, długami i strachem, że pociągnę mojego męża na dno razem ze sobą. Do dziś nie wiem, co bardziej boli — sama choroba czy moment, w którym ktoś z rodziny patrzy ci w oczy i pyta, czy to wszystko w ogóle ma sens.