Ukrywałam głód przed dziećmi, kiedy w Warszawie wszystko nam się posypało po upadku warsztatu mojego męża
Pamiętam, jak stałam przy ladzie osiedlowego sklepu i prosiłam, żeby pani dopisała chleb, mleko i parówki do zeszytu, bo nie miałam już nawet drobnych. Patrzyłam, jak mój mąż gaśnie po upadku warsztatu, a ja jadłam po kryjomu suchą herbatę i udawałam przed dziećmi, że nie jestem głodna. Do dziś zastanawiam się, ile człowiek jest w stanie znieść, zanim pęknie, i czy naprawdę da się ochronić dzieci przed biedą samym uśmiechem.