Moja matka miała czas na fryzjera, kawę i działkę, ale nie miała godziny dla moich dzieci, kiedy błagałam ją o pomoc
Stałam w kuchni z telefonem przy uchu i słuchałam, jak własna matka mówi mi, że każdy musi radzić sobie sam, choć ja ledwo utrzymywałam trójkę dzieci po śmierci męża. Pracowałam za grosze w warszawskiej korporacji, żyłam między ratą kredytu a zakupami na przecenie i coraz częściej czułam, że pękam. Najbardziej bolało mnie nie zmęczenie ani bieda, tylko to, że obca sąsiadka miała dla nas więcej serca niż moja własna matka.