Odeszłam od agresywnego męża, a własne dzieci przez lata patrzyły na mnie jak na winowajczynię rozpadu naszej rodziny
Stałam w kuchni z ręką na klamce, kiedy mój mąż znowu wrzeszczał tak, że drżały szklanki w kredensie, i wtedy zrozumiałam, że jeśli nie wyjdę, to już całkiem stracę siebie. Kiedy złożyłam pozew o rozwód, myślałam, że ratuję dzieci przed życiem w ciągłym strachu, ale one uznały, że to ja rozbiłam dom i zostawiły mnie samą z tym ciężarem. Do dziś noszę w sobie ból tej decyzji, a jednocześnie wciąż wierzę, że kiedyś dorosną, spojrzą na to inaczej i może w końcu usłyszą, dlaczego naprawdę odeszłam.