Teściowie na weekend: Czy jestem tylko gosposią we własnym domu?

— Znowu? — szepnęłam pod nosem, słysząc dźwięk domofonu w sobotni poranek. Była ósma rano, a ja jeszcze nie zdążyłam wypić kawy. Mój mąż, Tomek, spojrzał na mnie z wyrzutem, jakby to była moja wina, że jego rodzice przyjeżdżają co weekend bez zapowiedzi. — Otworzysz? — zapytał, udając, że nie widzi mojej miny. Otworzyłam drzwi, a już po chwili w naszym małym mieszkaniu rozbrzmiewały głosy teściowej i teścia.

— O, Aniu, jeszcze w piżamie? — skomentowała teściowa, pani Halina, z tym swoim charakterystycznym uśmieszkiem. — My już od szóstej na nogach, tyle rzeczy do zrobienia! — dodała, rozglądając się krytycznie po kuchni. Teść, pan Zbyszek, od razu usiadł na kanapie i włączył telewizor, jakby był u siebie. Tomek zniknął w łazience, zostawiając mnie samą na polu bitwy.

Zacisnęłam zęby i zaczęłam przygotowywać śniadanie. Jajecznica, świeże bułki, kawa — wszystko musiało być idealnie. W międzyczasie teściowa już zaglądała mi przez ramię, komentując: — Oj, Aniu, ja to bym dała mniej soli. I może więcej szczypiorku? — Czułam, jak narasta we mnie frustracja. Każdy weekend wyglądał tak samo. Oni przyjeżdżali, a ja zamieniałam się w niewidzialną gosposię. Sprzątałam, gotowałam, podawałam, a potem jeszcze zmywałam. Nikt nie pytał, czy mam ochotę na rozmowę, czy może chciałabym po prostu odpocząć.

Po śniadaniu teściowa zaczęła przeglądać szafki w kuchni. — O, widzę, że znowu masz nieporządek w przyprawach. Ja ci to poukładam, bo tak się nie da funkcjonować. — Zanim zdążyłam zaprotestować, już przekładała wszystko po swojemu. Tomek wrócił z łazienki i nawet nie spojrzał w moją stronę. — Mama zawsze wie, jak lepiej — rzucił, śmiejąc się. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie chciałam dać im satysfakcji.

Przez cały dzień byłam w ciągłym ruchu. Teściowa co chwilę znajdowała nowe zadania: a to okna trzeba przetrzeć, a to pranie nastawić, a to obiad ugotować. Teść siedział przed telewizorem, komentując politykę i narzekając na młodych ludzi, którzy „nic nie potrafią”. Tomek zajął się komputerem, tłumacząc, że musi popracować. Zostałam sama z obowiązkami, jak zwykle.

Wieczorem, kiedy w końcu usiadłam na chwilę z herbatą, teściowa usiadła obok mnie. — Aniu, musisz bardziej dbać o dom. Kobieta powinna być gospodynią, inaczej mężczyzna nie będzie szczęśliwy. — Spojrzała na mnie z wyższością. — Ja w twoim wieku miałam już dwójkę dzieci i wszystko ogarniałam. — Poczułam, jak coś we mnie pęka.

— Może czasem chciałabym, żeby ktoś o mnie zadbał — powiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do niej. Teściowa spojrzała na mnie zaskoczona, ale zaraz wzruszyła ramionami. — Takie czasy, młodzi są tacy wrażliwi. —

W nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo, każdy gest. Czy naprawdę jestem tylko gosposią we własnym domu? Czy moje potrzeby się nie liczą? Przypomniałam sobie, jak kiedyś z Tomkiem rozmawialiśmy o wspólnym życiu, o partnerstwie. Gdzie to wszystko się podziało?

Niedzielny poranek zaczął się tak samo. Teściowie już od rana planowali, co jeszcze można poprawić w naszym mieszkaniu. — Aniu, a może byś w końcu przemalowała ten pokój? — zaproponowała teściowa. — Takie szare ściany są smutne. — Znowu poczułam się niewidzialna. Jakby moje zdanie nie miało żadnego znaczenia.

W pewnym momencie, kiedy zmywałam naczynia po obiedzie, usłyszałam, jak Tomek rozmawia z matką w kuchni. — Wiesz, mamo, Ania ostatnio jakaś nerwowa. Może powinna się bardziej postarać? — To był cios prosto w serce. Poczułam, jak łzy spływają mi po policzkach. Wyszłam z kuchni, nie mówiąc ani słowa. Zamknęłam się w łazience i pozwoliłam sobie na płacz.

Po powrocie do pokoju spojrzałam na Tomka. — Musimy porozmawiać — powiedziałam stanowczo. — Nie mogę tak dłużej. Każdy weekend to dla mnie koszmar. Czuję się jak służąca, a ty nawet tego nie zauważasz. — Tomek spojrzał na mnie zaskoczony. — Przesadzasz, Aniu. Mama tylko chce pomóc. —

— To nie jest pomoc, kiedy ktoś narzuca mi swoje zdanie i nie szanuje mojej przestrzeni. Potrzebuję, żebyś mnie wsparł, a nie zostawiał samą z obowiązkami. — Mówiłam coraz głośniej, czując, jak w końcu odzyskuję głos. — Jeśli to się nie zmieni, nie wiem, czy dam radę dalej tak żyć. —

Teściowa weszła do pokoju, słysząc podniesione głosy. — Co tu się dzieje? — zapytała zaniepokojona. Spojrzałam jej prosto w oczy. — Pani Halino, bardzo proszę, żebyście w przyszłości zapowiadali swoje wizyty. Potrzebuję trochę prywatności i odpoczynku. —

W pokoju zapadła cisza. Teściowa wyglądała na zszokowaną, Tomek nie wiedział, co powiedzieć. Po chwili teściowa wstała i zaczęła się zbierać do wyjścia. — Skoro jesteśmy tu niechciani, to nie będziemy przeszkadzać. —

Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało, ale nie mogłam już dłużej milczeć. Po ich wyjściu usiadłam na kanapie i poczułam ulgę, ale też ogromny smutek. Tomek długo milczał, w końcu usiadł obok mnie. — Nie wiedziałem, że aż tak to przeżywasz — powiedział cicho. — Może rzeczywiście powinniśmy ustalić jakieś zasady. —

Patrzyłam na niego i zastanawiałam się, czy to początek zmian, czy tylko chwilowa refleksja. Czy w końcu uda mi się postawić granice i odzyskać spokój w swoim domu? Czy Tomek zrozumie, że partnerstwo to nie tylko wspólne mieszkanie, ale też wzajemny szacunek? Może czasem trzeba głośno powiedzieć, czego się potrzebuje, nawet jeśli to boli. Czy inni też czują się czasem niewidzialni w swoim własnym domu?