Przez cztery lata utrzymywałam męża. Dziś pierwszy raz poprosiłam go o pomoc i…
— Magda, znowu rachunek za prąd przyszedł na ciebie? — zapytała mama przez telefon, a ja poczułam, jak ściska mnie w gardle. — Tak, mamo. Wszystko jest na mnie — odpowiedziałam cicho, patrząc na Michała, który właśnie wrócił z pracy i rzucił torbę w kąt. Nawet nie spojrzał w moją stronę.
Cztery lata temu byłam pewna, że spotkałam mężczyznę mojego życia. Michał był starszy, doświadczony, miał już za sobą jedno małżeństwo i syna, którego widywał co drugi weekend. Kiedy się poznaliśmy, mieszkał z rodzicami na Ursynowie. Wydawało mi się, że to tylko przejściowe — rozwód, trudny czas, potrzebował wsparcia. Ja miałam własne mieszkanie po babci na Ochocie i stabilną pracę w księgowości. Zakochałam się w nim po uszy.
— Magda, nie musisz się o nic martwić. Jak tylko się ogarnę po rozwodzie, wszystko się ułoży — powtarzał mi wtedy Michał. Wierzyłam mu. Przeprowadził się do mnie po pół roku znajomości. Przyniósł tylko kilka walizek i gitarę.
Na początku było cudownie. Gotował dla mnie kolacje, opowiadał o swoich marzeniach, grał mi na gitarze wieczorami. Ale z czasem zaczęłam zauważać, że rachunki płacę tylko ja. Michał pracował w agencji reklamowej, ale jego pensja zawsze „szła na alimenty” albo „na spłatę długów po byłej żonie”.
— Kochanie, w tym miesiącu znowu nie dam rady dorzucić się do czynszu. Ale obiecuję, że jak tylko dostanę premię… — mówił co miesiąc.
Premii nigdy nie było.
Moja pensja wystarczała na wszystko: czynsz, jedzenie, rachunki, benzynę do jego samochodu (bo przecież „do pracy mam dalej niż ty”). Przez cztery lata nie powiedziałam ani słowa. Bałam się konfliktu. Bałam się, że odejdzie.
Wszystko zmieniło się dziś rano.
Obudziłam się wcześniej niż zwykle. W kuchni znalazłam list od komornika — Michał miał kolejne długi. Zrobiło mi się słabo. Usiadłam przy stole i zaczęłam płakać.
— Co się stało? — zapytał Michał zaspanym głosem, wchodząc do kuchni.
— Michał… Ja już nie daję rady. Nie mam już oszczędności. Nie mogę sama wszystkiego ciągnąć! — wybuchłam.
Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby pierwszy raz usłyszał o naszych problemach.
— Przecież pracuję! — rzucił oburzony.
— Ale nie dokładasz się do niczego! Wszystko jest na mojej głowie! Nawet twoje długi! — krzyknęłam przez łzy.
Zapanowała cisza. Michał patrzył na mnie długo, potem spuścił wzrok.
— Magda… Ja naprawdę chciałem… Ale nie umiem sobie poradzić. Wszystko mnie przerasta — wyszeptał.
Poczułam mieszankę współczucia i gniewu. Przez cztery lata byłam silna za nas dwoje. Teraz czułam się pusta.
Wieczorem zadzwoniła jego była żona, Aneta.
— Magda, przepraszam, że dzwonię… Ale Michał nie przelał alimentów za ten miesiąc. Czy możesz mu przypomnieć? — zapytała chłodno.
Zacisnęłam pięści.
— Aneta, ja już nie wiem, co mam robić… — odpowiedziałam szczerze.
Po tej rozmowie Michał zamknął się w sypialni. Nie rozmawialiśmy przez kilka godzin. W końcu wyszedł i usiadł naprzeciwko mnie przy stole.
— Magda… Może powinienem wrócić do rodziców? Może lepiej będzie ci beze mnie? — powiedział cicho.
Zrobiło mi się zimno. Przez chwilę miałam ochotę powiedzieć: „Tak! Odejdź!”. Ale potem przypomniałam sobie wszystkie wspólne chwile: jego śmiech, wieczory z gitarą, spacery po Łazienkach…
— Michał… Ja cię kocham. Ale nie mogę być jedyną dorosłą osobą w tym związku. Potrzebuję partnera, a nie kolejnego dziecka do utrzymania — powiedziałam spokojnie.
Spojrzał na mnie ze łzami w oczach.
— Spróbuję znaleźć dodatkową pracę. Obiecuję… Tylko daj mi jeszcze jedną szansę — wyszeptał.
Nie odpowiedziałam od razu. W głowie miałam tysiące myśli: czy warto jeszcze walczyć? Czy można naprawić coś, co tak długo było jednostronne?
Dziś pierwszy raz od czterech lat poprosiłam Michała o pomoc. I pierwszy raz zobaczyłam w jego oczach strach przed utratą tego, co mamy.
Czy można nauczyć dorosłego mężczyznę odpowiedzialności? Czy miłość wystarczy, by przetrwać takie próby? Co wy byście zrobili na moim miejscu?