Moja córka wstydzi się mnie, bo nie stać mnie na prezenty – czy pieniądze są ważniejsze niż miłość?

– Mamo, nie możesz po prostu dać nam trochę pieniędzy na remont? – głos Agaty drżał, choć starała się brzmieć rzeczowo. Stałam w jej nowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie, patrząc na białe ściany i puste półki. W powietrzu unosił się zapach świeżej farby, a ja czułam się jak intruz w życiu własnej córki.

– Agatko, wiesz, że nie mam takich oszczędności… – zaczęłam cicho, ściskając pasek starej torebki. – Staram się pomagać, jak mogę. Przecież kupiłam wam mikser i pościel…

Agata przewróciła oczami. – Mamo, to nie o to chodzi. Rodzice Tomka dali nam pięćdziesiąt tysięcy na wkład własny. Ty nawet nie możesz dorzucić się do łazienki. Wszyscy pytają, czemu tylko oni pomagają.

Poczułam, jak serce mi się ściska. Przez chwilę miałam ochotę wyjść bez słowa, ale zostałam. Przecież jestem jej matką. Przez całe życie robiłam wszystko, by miała lepiej niż ja.

Wychowywałam Agatę sama od jej ósmego roku życia. Jej ojciec odszedł do innej kobiety, zostawiając nas z długami i pustą lodówką. Pracowałam na dwa etaty – najpierw w sklepie spożywczym, potem jako sprzątaczka w szkole. Każda złotówka była na wagę złota. Pamiętam, jak płakałam po nocach, bo nie miałam za co kupić jej nowych butów na zimę.

Ale nigdy nie narzekałam przy niej. Chciałam, żeby wierzyła, że świat jest dobry. Że jeśli będzie się starać, to osiągnie wszystko. I osiągnęła: skończyła studia z wyróżnieniem, dostała dobrą pracę w korporacji, poznała Tomka – chłopaka z zamożnej rodziny z Konstancina.

Na ich ślubie czułam dumę i… wstyd. Rodzice Tomka przyjechali nowym volvo, ubrani w eleganckie stroje. Ja miałam sukienkę z lumpeksu i buty pożyczone od sąsiadki. Widziałam spojrzenia gości – niby życzliwe, ale pełne litości.

Po weselu Agata coraz rzadziej dzwoniła. Zawsze była zajęta: praca, spotkania ze znajomymi Tomka, wyjazdy do jego rodziców. Kiedy pytałam, czy mogę ją odwiedzić, mówiła: „Może innym razem, mamo”.

A teraz stałam tu i słyszałam w jej głosie rozczarowanie i żal.

– Agata, wiem, że rodzice Tomka mają więcej pieniędzy… Ale ja ci dałam wszystko, co miałam – powiedziałam drżącym głosem.

– To nie wystarczy – rzuciła cicho i odwróciła wzrok.

Wyszłam z mieszkania z ciężkim sercem. Na klatce minęłam Tomka. Uśmiechnął się uprzejmie:

– Dzień dobry, pani Zosiu! Agata mówiła, że pani przyszła zobaczyć postępy.

Skinęłam głową i zeszłam po schodach na ulicę. Szłam długo bez celu, aż usiadłam na ławce w parku. Próbowałam zrozumieć: kiedy moja córka zaczęła się mnie wstydzić? Czy to przez pieniądze jestem dla niej gorsza?

Wieczorem zadzwoniła sąsiadka, pani Halina.

– Zosiu, co taka smutna jesteś? – zapytała troskliwie.

Opowiedziałam jej wszystko. Milczała przez chwilę.

– Wiesz… Moja Basia też czasem patrzy na mnie z góry. Bo nie mam takiego domu jak jej teściowie. Ale to nie nasza wina. Myśmy robiły wszystko dla dzieci.

Przez kolejne dni nie mogłam spać. W pracy byłam rozkojarzona – szefowa zwróciła mi uwagę, że źle policzyłam fakturę. W domu płakałam po cichu do poduszki.

Po tygodniu Agata zadzwoniła:

– Mamo… Przepraszam za tamto. Po prostu… wszyscy pytają o pieniądze i czuję się głupio przed Tomkiem i jego rodziną.

– Kochanie – westchnęłam – czy naprawdę sądzisz, że pieniądze są ważniejsze niż to, co razem przeszłyśmy?

– Nie wiem już sama – odpowiedziała cicho.

Wiedziałam jednak jedno: nie mogę pozwolić, by pieniądze zniszczyły naszą więź. Ale jak przekonać dorosłą córkę, że miłość matki jest więcej warta niż przelew na konto?

Kilka dni później odwiedziłam Agatę bez zapowiedzi. Przyniosłam jej ulubione ciasto drożdżowe i zdjęcia z dzieciństwa.

– Pamiętasz ten dzień? – pokazałam jej zdjęcie z pierwszego dnia szkoły.

Uśmiechnęła się blado.

– Mamo…

– Nie mam pieniędzy na remonty ani drogie prezenty. Ale zawsze będziesz moją córką i zawsze będziesz mogła na mnie liczyć – powiedziałam stanowczo.

Agata rozpłakała się nagle i przytuliła mnie mocno.

Nie wiem, czy to wystarczyło. Może nigdy nie będziemy już tak blisko jak kiedyś. Może zawsze będzie czuła żal do losu – i do mnie – że nie mogłam dać jej więcej.

Ale czy naprawdę to pieniądze mają decydować o wartości matki? Czy miłość i poświęcenie nic już dziś nie znaczą?

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy zrobiłam wszystko dobrze? Czy mogłam dać jej coś więcej niż siebie samą? Co wy byście zrobili na moim miejscu?