Marek pożyczył naszą ostatnią kasę swojemu kumplowi. To była kropla, która przelała czarę goryczy.

— Co ty zrobiłeś?! — krzyknęłam, czując jak serce wali mi w piersi, a w gardle rośnie gula. Stałam w kuchni, patrząc na Marka, który właśnie wrócił z pracy. W rękach ściskał kubek z herbatą, ale jego dłonie lekko drżały.

— Anka, musiałem. Tomek był w naprawdę trudnej sytuacji — odpowiedział cicho, nie patrząc mi w oczy.

— Nasza ostatnia kasa, Marek! Ostatnia! — głos mi się załamał. — Nawet nie zapytałeś, nie powiedziałeś słowa. Po prostu… po prostu oddałeś wszystko, co mieliśmy na koncie?!

Wiedziałam, że Tomek, jego przyjaciel z dzieciństwa, miał ostatnio pod górkę. Ale my też nie byliśmy w lepszej sytuacji. Po latach pracy w sklepie spożywczym, po zwolnieniu Marka z fabryki, po tych wszystkich rachunkach, które ledwo spłacaliśmy… Ostatnie dwa tysiące złotych miały być na czynsz i jedzenie do końca miesiąca.

Marek spuścił głowę. — On przyszedł wczoraj wieczorem. Powiedział, że jeśli nie odda pieniędzy do piątku, straci mieszkanie. Nie mogłem go zostawić…

— A mnie możesz zostawić? Nas? — wyszeptałam, czując jak łzy napływają mi do oczu. — Myślisz, że ja nie mam dość? Że nie boję się każdego dnia, czy starczy nam na mleko dla Zuzi?

Zuzia, nasza pięcioletnia córka, bawiła się w swoim pokoju. Słyszałam jej śmiech, cichy i nieświadomy tego, co właśnie się dzieje. Przez chwilę miałam ochotę wybiec z domu, zostawić to wszystko za sobą. Ale nie mogłam. Byłam matką. Musiałam być silna.

— Anka, Tomek obiecał, że odda za tydzień…

— A jeśli nie odda? — przerwałam mu ostro. — Co wtedy? Pójdziesz do niego i powiesz, że nie mamy gdzie mieszkać? Że nie mamy co jeść?

Marek milczał. Widziałam, że jest mu wstyd, ale to nie wystarczało. To nie była pierwsza taka sytuacja. Już wcześniej pożyczał pieniądze swoim znajomym, zawsze tłumacząc się, że „przecież oddadzą”. Ale tym razem to była nasza ostatnia nadzieja.

Przez kolejne dni żyliśmy jak na bombie zegarowej. Każdy telefon, każdy dzwonek do drzwi sprawiał, że serce podskakiwało mi do gardła. W sklepie liczyłam każdy grosz, kupując tylko najtańsze produkty. Zuzia pytała, dlaczego nie ma już jej ulubionych płatków, a ja nie potrafiłam jej odpowiedzieć.

Mama zadzwoniła w sobotę. — Aniu, wszystko w porządku? — zapytała, a ja poczułam, jak łzy znowu napływają mi do oczu.

— Tak, mamo. Po prostu… trochę ciężko ostatnio — odpowiedziałam wymijająco.

— Jeśli czegoś potrzebujesz, wiesz, że możesz na mnie liczyć.

Nie chciałam prosić o pomoc. Mama sama ledwo wiązała koniec z końcem po śmierci taty. Zawsze powtarzała, że rodzina jest najważniejsza, ale ja czułam, że nie mogę jej obciążać naszymi problemami.

Wieczorem usiadłam z Markiem przy stole. — Musimy coś zrobić — powiedziałam stanowczo. — Nie możemy tak żyć. Nie mogę już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku.

— Wiem, Anka. Przepraszam. Naprawdę myślałem, że robię dobrze…

— Ale nie zapytałeś mnie o zdanie. Nie jesteśmy już partnerami, Marek. Jesteśmy jak dwie obce osoby, które tylko mijają się w korytarzu.

Marek spuścił głowę. — Może powinienem wyjechać do Niemiec, jak Tomek. Tam lepiej płacą, może udałoby się coś odłożyć…

— A co z nami? Zostawisz mnie samą z dzieckiem?

— Nie wiem, Anka. Nie wiem już, co robić.

Czułam, że grunt usuwa mi się spod nóg. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym, jak wyglądało nasze życie jeszcze kilka lat temu. Byliśmy szczęśliwi, mieliśmy plany, marzenia. Teraz wszystko rozpadło się na kawałki.

Następnego dnia poszłam do pracy. Szefowa, pani Grażyna, zauważyła, że jestem przygnębiona. — Aniu, jeśli potrzebujesz wolnego, powiedz. Wiem, że życie potrafi dać w kość.

Uśmiechnęłam się blado. — Dziękuję, pani Grażyno. Dam radę.

Po pracy odebrałam Zuzię z przedszkola. — Mamo, dlaczego tata jest smutny? — zapytała cicho, patrząc na mnie wielkimi oczami.

— Tata ma dużo na głowie, kochanie. Ale wszystko będzie dobrze — skłamałam, choć sama w to nie wierzyłam.

Wieczorem zadzwonił Tomek. Słyszałam, jak Marek rozmawia z nim w kuchni. — Tomek, musisz mi oddać te pieniądze. Naprawdę, nie mamy już nic…

Nie słyszałam odpowiedzi, ale widziałam, jak Marek wychodzi z kuchni z pustym wzrokiem. — Powiedział, że jeszcze nie ma. Że potrzebuje czasu.

Wtedy coś we mnie pękło. — Dość! — krzyknęłam. — Nie będę już dłużej żyć w ciągłym strachu. Jeśli nie potrafisz postawić naszej rodziny na pierwszym miejscu, to ja muszę to zrobić.

Marek patrzył na mnie zszokowany. — Co chcesz zrobić?

— Nie wiem jeszcze. Ale nie mogę już dłużej tak żyć. Muszę pomyśleć o sobie i o Zuzi.

Przez kolejne dni unikaliśmy się nawzajem. Marek spał na kanapie, ja z Zuzią w sypialni. W pracy byłam jak automat, w domu czułam się jak cień samej siebie. Zaczęłam rozważać rozwód, choć sama myśl o tym bolała mnie do łez. Ale czy mogłam pozwolić, by Zuzia dorastała w domu pełnym kłamstw i niepewności?

Pewnego wieczoru, kiedy Zuzia już spała, usiadłam przy stole z kartką papieru. Zaczęłam spisywać wszystkie za i przeciw. Z jednej strony Marek był dobrym ojcem, kochał Zuzię, starał się jak mógł. Z drugiej — jego decyzje niszczyły naszą rodzinę. Czy mogłam mu jeszcze zaufać?

Następnego dnia rano Marek przyszedł do mnie. — Anka, wiem, że zawaliłem. Wiem, że nie zasługuję na drugą szansę. Ale proszę cię, nie zostawiaj mnie. Spróbuję wszystko naprawić. Znajdę dodatkową pracę, porozmawiam z Tomkiem jeszcze raz. Zrobię wszystko, żebyś znowu mi zaufała.

Patrzyłam na niego długo, w milczeniu. Widziałam w jego oczach strach, żal, ale i determinację. Może rzeczywiście zasługiwał na jeszcze jedną szansę. Ale czy ja miałam jeszcze siłę walczyć?

Minęły tygodnie. Marek znalazł pracę na budowie, wracał zmęczony, ale widziałam, że się stara. Tomek oddał część pieniędzy, resztę obiecał zwrócić wkrótce. Powoli zaczęliśmy odbudowywać zaufanie, choć rany wciąż bolały.

Czasem, kiedy patrzę na śpiącą Zuzię, zastanawiam się, czy podjęłam dobrą decyzję. Czy warto było walczyć o rodzinę, czy powinnam była odejść? Czy można naprawdę wybaczyć zdradę zaufania?

Może nigdy nie znajdę odpowiedzi. Ale wiem jedno — życie to nie bajka. Czasem trzeba podjąć trudne decyzje, nawet jeśli serce krzyczy co innego.

Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć coś takiego? Czy zaufanie można odbudować, czy raz stracone już nigdy nie wraca?