Majka Wie Lepiej: Jak Teściowa Przejęła Moje Życie

– Dariusz, nie rozumiesz, to dla twojego dobra – usłyszałem głos pani Marii, mojej teściowej, zanim jeszcze zdążyłem zamknąć drzwi od kuchni. Stała tam, z rękami skrzyżowanymi na piersi, patrząc na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem. Ania siedziała przy stole, nerwowo obracając kubek z herbatą. Czułem się jak intruz we własnym domu.

Zawsze myślałem, że miłość to prosta sprawa. Poznałem Anię na studiach w Krakowie. Była cicha, delikatna, z tym uśmiechem, który rozjaśniał nawet najbardziej szare dni. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po dwóch latach oświadczyłem się jej na Plantach, a ona powiedziała „tak” ze łzami w oczach. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w pakiecie z Anią dostanę też jej matkę – Marię.

Maria była kobietą silną, dominującą. Wdowa od pięciu lat, całe życie poświęciła córce. Kiedy zamieszkaliśmy z Anią w nowym mieszkaniu na Ruczaju, Maria pojawiała się u nas niemal codziennie. Najpierw z zupą, potem z radami, a w końcu – z decyzjami.

– Dariusz, nie sądzisz, że lepiej byłoby pomalować ten pokój na jaśniejszy kolor? – pytała niby mimochodem, ale już następnego dnia przynosiła próbki farb.

– Dariusz, nie kupuj tej kanapy, jest za droga. Znam sklep, gdzie mają lepsze promocje.

Z początku myślałem, że to troska. Ale z czasem zacząłem czuć się jak dziecko pod jej opieką. Każda nasza decyzja – od wyboru firanek po planowanie wakacji – musiała być przez nią zaakceptowana.

Najgorsze były święta. Maria przejmowała kuchnię już tydzień przed Wigilią. Ania próbowała protestować:

– Mamo, może w tym roku ja zrobię pierogi?

– Kochanie, ty odpocznij. Dariusz i tak nie lubi twoich pierogów – odpowiadała Maria bez mrugnięcia okiem.

Patrzyłem wtedy na Anię i widziałem w jej oczach smutek. Ale nie potrafiła się postawić matce. Ja też nie miałem odwagi. W końcu to jej mama.

Z czasem zacząłem unikać domu. Zostawałem dłużej w pracy, spotykałem się z kolegami. Czułem się jak gość we własnym życiu. Nawet nasza sypialnia przestała być azylem – Maria potrafiła wejść bez pukania, żeby „tylko sprawdzić czy wszystko w porządku”.

Pewnego wieczoru wróciłem do domu późno. Ania siedziała na kanapie i płakała.

– Darek… ja już nie wiem co robić. Mama mówi, że wszystko robi dla nas… ale ja czuję się jak dziecko.

Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.

– Musimy coś zmienić – powiedziałem cicho.

Ale jak? Maria była wszędzie. Nawet nasi znajomi zaczęli żartować:

– Darek, jak tam twoja druga żona?

Śmiałem się razem z nimi, ale w środku czułem wstyd i bezsilność.

Punktem kulminacyjnym był dzień, kiedy Maria przyszła do nas z walizką.

– U mnie w bloku remontują łazienkę. Przez tydzień będę spać u was – oznajmiła bez pytania.

Tydzień zamienił się w miesiąc. Maria rządziła domem jak generał. Ania coraz częściej zamykała się w łazience i płakała po cichu. Ja zacząłem mieć problemy ze snem.

Pewnej nocy obudziłem się zlany potem. Spojrzałem na śpiącą Anię i poczułem narastającą złość. To nie jest życie, o którym marzyłem.

Następnego dnia postanowiłem porozmawiać z Marią.

– Pani Mario… musimy porozmawiać – zacząłem niepewnie.

Spojrzała na mnie zaskoczona.

– O czym?

– O granicach… O tym, że chcemy z Anią sami decydować o naszym życiu.

Maria wybuchła śmiechem.

– Dariuszku, ty jeszcze młody jesteś, nie rozumiesz życia! Ja tylko chcę wam pomóc!

Ale ja już wiedziałem, że muszę być stanowczy.

– Proszę nas zostawić samych choć na jakiś czas. Chcemy spróbować być rodziną po swojemu.

Maria obraziła się śmiertelnie. Spakowała rzeczy i wyszła trzaskając drzwiami. Przez kilka dni nie odbierała telefonów od Ani. W domu było cicho jak nigdy wcześniej.

Ania była rozdarta między mną a matką. Przez kilka tygodni chodziliśmy jak po polu minowym. Każda rozmowa kończyła się kłótnią lub łzami.

W końcu Maria zadzwoniła do Ani i zaprosiła ją na obiad. Po powrocie Ania długo milczała.

– Mama powiedziała, że ją zdradziłam… Że wybrałam ciebie zamiast niej…

Objąłem ją mocno.

– Kocham cię, Aniu. Ale musimy żyć po swojemu. Inaczej nigdy nie będziemy szczęśliwi.

Od tamtej pory Maria pojawia się u nas rzadziej. Nadal komentuje nasze wybory, ale już nie decyduje za nas. Z Anią uczymy się stawiać granice – powoli i niepewnie, ale razem.

Czasem patrzę na nią i zastanawiam się: czy naprawdę można kochać kogoś tak bardzo, by pozwolić mu przejąć całe swoje życie? Czy odwaga do postawienia granic to egoizm czy miłość? Może każdy musi sam znaleźć odpowiedź…