„Zabierz dziecko, wszystko mi jedno” – Historia polskiej dziewczyny o matczynej zdradzie i przebaczeniu
– Zabierz dziecko, wszystko mi jedno – powiedziała mama, nie patrząc mi w oczy. Stałam wtedy w korytarzu naszego mieszkania na Pradze, trzymając w ręku pluszowego misia. Miałam osiem lat i nie rozumiałam jeszcze, że właśnie w tej chwili moje życie rozpadło się na kawałki.
Ojciec stał naprzeciwko niej, z twarzą wykrzywioną gniewem i rozpaczą. – Jak możesz tak mówić? To twoja córka! – krzyknął, ale mama tylko wzruszyła ramionami i odwróciła się do okna. W powietrzu wisiała cisza, która bolała bardziej niż jakiekolwiek słowa.
Pamiętam, jak sąsiadka zza ściany podsłuchiwała pod drzwiami. Wszyscy wiedzieli, że mamy długi. Ojciec stracił pracę w stoczni, a mama coraz częściej znikała na całe noce. Pewnego dnia przyszedł właściciel mieszkania – pan Gromek – i powiedział, że jeśli nie zapłacimy zaległego czynszu, wyrzuci nas na bruk. Mama spojrzała wtedy na mnie tak obco, jakby widziała mnie pierwszy raz w życiu.
– Może pan ją zabrać, jeśli chce – rzuciła z goryczą. – Ja już nie mam siły.
Pan Gromek tylko się roześmiał, ale ojciec zbladł. Tego wieczoru spakował nasze rzeczy do dwóch walizek i zabrał mnie do swojej siostry do Legionowa. Mama została. Nie pożegnała się ze mną. Nawet nie spojrzała.
Przez pierwsze miesiące płakałam każdej nocy. Ciotka Barbara była surowa, ale starała się być dla mnie dobra. Ojciec szukał pracy, a ja chodziłam do nowej szkoły, gdzie dzieci śmiały się z mojego warszawskiego akcentu i dziwnych ubrań. Każdego dnia pytałam ojca: – Kiedy wrócimy do domu? Kiedy mama po mnie przyjedzie?
Nigdy nie przyjechała.
Z czasem nauczyłam się nie pytać. Zaczęłam zamykać się w sobie, pisać pamiętnik i rysować twarze ludzi, którzy odchodzą. Ojciec pił coraz więcej, a ciotka coraz częściej wybuchała złością. – Twoja matka to była zawsze egoistka – mówiła przy kolacji. – Nigdy nie powinna była mieć dziecka.
W wieku czternastu lat znalazłam list od mamy w starym pudełku po butach. Było tam tylko kilka słów: „Zuzanno, wybacz mi. Nie umiałam inaczej.” Przeczytałam ten list setki razy, próbując znaleźć w nim cokolwiek, co mogłoby mi pomóc zrozumieć jej decyzję.
W liceum zaczęłam zadawać się z niewłaściwym towarzystwem. Chciałam poczuć się ważna dla kogokolwiek. Chłopak o imieniu Paweł nauczył mnie palić papierosy i pić tanie wino pod mostem kolejowym. Kiedyś zapytał: – Czemu jesteś taka smutna?
Nie umiałam odpowiedzieć.
Ojciec zachorował na serce, gdy miałam siedemnaście lat. W szpitalu trzymał mnie za rękę i szeptał: – Przepraszam, że nie mogłem ci dać lepszego życia. Ale przynajmniej próbowałem cię chronić.
Po jego śmierci zostałam sama z ciotką Barbarą, która coraz bardziej zamykała się w swoim świecie. Czułam się jak cień we własnym domu. Pewnej nocy postanowiłam odnaleźć matkę.
Znalazłam ją przez Facebooka. Mieszkała teraz w Poznaniu z nowym mężem i dwójką dzieci. Na zdjęciach wyglądała na szczęśliwą – uśmiechnięta, zadbana, otoczona rodziną. Napisałam do niej wiadomość: „Mamo, to ja, Zuzanna.”
Odpisała dopiero po tygodniu: „Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Tamto życie już nie istnieje.”
Spotkałyśmy się w kawiarni przy dworcu głównym w Poznaniu. Siedziała naprzeciwko mnie i patrzyła na swoje dłonie. – Przepraszam cię – powiedziała cicho. – Byłam młoda i głupia. Bałam się wszystkiego: biedy, odpowiedzialności… Ciebie.
– Dlaczego mnie zostawiłaś? – zapytałam drżącym głosem.
– Myślałam, że będzie ci lepiej bezemnie – odpowiedziała łamiącym się głosem. – Nie umiałam być matką.
Patrzyłam na nią długo, próbując znaleźć w sobie gniew lub ulgę. Ale czułam tylko pustkę.
Wróciłam do Warszawy z jeszcze większym ciężarem na sercu. Przez kolejne miesiące analizowałam każde jej słowo, każde spojrzenie. Czy naprawdę można wybaczyć komuś taką zdradę? Czy matka ma prawo zacząć nowe życie bez dziecka?
Dziś mam trzydzieści lat i własną córkę. Każdego dnia boję się powtórzyć błędy mojej matki. Czasem budzę się w nocy z lękiem, że nie jestem wystarczająco dobrą matką dla swojej Hani.
Często wracam myślami do tamtej sceny sprzed lat: korytarz pachnący kurzem i strachem, głos mamy odbijający się echem w mojej głowie: „Zabierz dziecko, wszystko mi jedno.”
Czy można naprawdę wybaczyć komuś, kto odwrócił się od ciebie wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałeś? Czy przebaczenie jest możliwe… czy to tylko bajka dla tych, którzy za bardzo chcą wierzyć w szczęśliwe zakończenia?
Może nigdy nie znajdę odpowiedzi na te pytania. Ale wiem jedno: czasem największą odwagą jest pozwolić sobie na ból i próbować żyć dalej.